1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Twin Peaks nabiera tempa – recenzja 9. odcinka

Twin Peaks nabiera tempa, a dobro triumfuje – recenzja 9. odcinka

Udany powrót kultowego serialu zaburzają kuriozalne elementy i wydarzenia. Bohaterowie opowieści mnożą się, a sens umyka nieuważnemu widzowi. Dziewiąty odcinek przerywa tę złą passę. 

To jest recenzja dziewiątego odcinka Twin Peaks (2017) i spoilery są tu usprawiedliwione.  

Za każdym razem, gdy siadam do kolejnego odcinka serialu, to zastanawiam się, czy udźwignę ten ciężar. Boję się, że nie dam rady zapamiętać wszystkich bohaterów i ich wątków. To uczucie znika, gdy zanurzam się znowu w tym dziwacznym świecie, wiele spraw staje się jasnych, a twórcy nie wymagają od widza, aby ten pamiętał o wszystkich drobnostkach. Wszystko ma tu swój spokojny rytm.

Esencją tego dziwnego stylu jest dziewiąty odcinek.

Agent Cooper i jego doppelganger są tu prawie nieobecni, a większość epizodu poświęcona jest stróżom prawa z Twin Peaks, policjantom badającym sprawę Dougie'go i agentom FBI. Wszystko to powoduje, że na sporą część dotychczasowych wątków pada nowe światło.

Szkoda tylko, że stróże porządku nie prowadzą prawie żadnych śledztw, a informacje zbierają mimochodem i poruszają się od dowodu do dowodu. Trochę to rozczarowujące. Wystarczy przypomnieć sobie, jak satysfakcjonujące były dochodzenia prowadzone przez Coopera w poprzednich sezonach. Nawet jeśli opierały się one o tajemnicze rytuały i dziwaczny mistycyzm, to jednak widzieliśmy, jak agent powoli dochodzi do prawdy.

Skupmy się jednak na tym, co udało się ustalić nieustraszonym stróżom porządku. Tu pojawiają się najmocniejsze punkty odcinka. Okazuje się bowiem, że powrót Coopera (w ciele Dougie'go) jest w jakiś sposób powiązany z zaginionym majorem, którego ciało zostało odnalezione na początku serii. Świetnie, że śledztwo prowadzone w Twin Peaks również zmierza w kierunku rozwikłania sprawy Briggsa. Oznacza to, że już niedługo możemy poznać kilka interesujących odpowiedzi na pytania, które zostały zadane 25 lat temu.

Lynch w interesujący sposób przedstawia próby zrywania z realnym światem. Jasno pokazuje, że jeśli zajrzy się za osnowę rzeczywistości, to konsekwencje zawsze będą bardzo złe. Przekonał się o tym nieszczęsny dyrektor szkoły, którego oskarżono o zamordowanie wspomnianego majora. Okazuje się, że cała jego wina polegała na tym, że był ciekawy i chciał poznać ten drugi, niewidoczny dla oczu, świat.

Mam wrażenie, że to jest właśnie mroczne przesłanie serialu.

Muszę tu posłużyć się wyświechtanym i banalnym cytatem. "Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie" - pisał Fryderyk Nietzsche i myślę, że to w tym zdaniu kryje się prawdziwa groza płynąca z serialu. Major Briggs zajmował się sprawami obcych i zaginął. Chłopaczek, który miał tylko obserwować puste "naczynie", został zmasakrowany. Agent Cooper chciał rozwikłać sprawę morderstwa i został wessany do innego wymiaru. Wygląda na to, że kara za próbę wejrzenia w inną rzeczywistość jest bardzo wysoka.

Warto zwrócić uwagę, że Maclachlan nie kłamał mówiąc, że serial jeszcze nabierze sensu.

Faktycznie na wiele spraw rzucono nowe światło. Co ciekawe, poprzedni odcinek był poświęcony narodzinom Boba i pojawiło się w nim wiele bardzo złych i mrocznych postaci. W epizodzie dziewiątym jest odwrotnie. To pozywytni bohaterowie przejmują inicjatywę i chociaż trudno mówić, że przechodzą do kontrataku, to przynajmniej zdobywają wiedzę potrzebną do dalszej konfrontacji.

Oby tak dalej.