Muzyka  /  Felieton

Sony wznawia tłoczenie winyli. Czekam na kasety magnetofonowe

Picture of the author
139 interakcji
dołącz do dyskusji

Nie, winyl nie oferuje czystszego, bliższego oryginałowi brzmienia. To bujda powtarzana przez snobów. Czystsze jednak nie oznacza lepsze i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.

Sony zaprzestał tłoczenia płyt winylowych w 1989 roku. Nowszej klasy nośniki, oferujące więcej od kultowych czarnych płyt okazały się, co nikogo dziwić nie powinno, bardziej opłacalne i sensowne. Wygląda jednak na to, że japoński gigant planuje wznowienie ich produkcji. Fabryka nieopodal Tokio jest już gotowa, a pierwsze płyty z tejże mają trafić do sprzedaży na wiosnę przyszłego roku.

Reakcja Sony nie jest czymś specjalnie ekstrawaganckim. Sprzedaż winyli rośnie, więc japoński gigant reaguje podażą na popyt. W ubiegłym roku wyniki sprzedaży muzyki na tym nośniku były najwyższe od ostatniego ćwierćwiecza.

Winyle wracają do łask, a firmy takie jak Sony otwarcie mówią, że na gwałt poszukują inżynierów, którzy znają się na ich produkcji. Ci starzy najwyraźniej już na emeryturach. Albo w jeszcze odleglejszym miejscu.

Winyle oferują lepszą jakość dźwięku? Bzdura! Winyle mają lepsze brzmienie? A tu już możemy podyskutować…

Za każdym razem, jak słyszę o przewadze jakościowej winyli nad muzyką cyfrową, uśmiecham się pod nosem. Nośnik przechowujący muzykę nie różni się niczym od nośnika przechowującego zdjęcia, wideo czy inny rodzaj danych. Im więcej informacji o treści (muzyce), tym wyższa jej jakość.

I jasne, jeśli zestawimy album wydany na winylu z albumem strumieniowanym z, dajmy na to, Spotify, jest całkiem możliwe, że okaże się że winyl oferuje wyższą jakość. Ponieważ muzyka cyfrowa, dla wygody, w wielu przypadkach jest kompresowana, a więc część informacji o brzmieniu zanika. Winyl jednak nie ma magicznych właściwości związanych z jakością brzmienia.

Nie mam jednak żadnych kontrargumentów na samą magię winyla. Bo tak jak jej nie rozumiem do końca, tak nie kwestionuję jej istnienia. Specyficzne brzmienie muzyki z tego nośnika to coś, co przyciąga wielu entuzjastów. Niektórzy wręcz uwielbiają samo obcowanie z nośnikiem, wyjmowanie płyty z koperty, szykowanie adaptera, i tak dalej, a brzmienie jest tylko kolejną z wielu przyjemności zapewnianych przez ten nośnik.

Ja tam czekam na renesans innego nośnika. A konkretnie, kaset magnetofonowych.

Rozumiem doskonale fanów winyli, bo sam nieco tęsknię za innym brzmieniem. Muzyka mojej młodości to muzyka na dziesiątkach kaset magnetofonowych. Na dodatek za mojej młodości prawo autorskie w Polsce i ogólnie ta koncepcja w kwestiach innych niż literackie dopiero raczkowały, więc lwia część mojej kolekcji to były „nielegalne” kopie.

Niektóre sklepy za niską opłatą pozwalały na kopiowanie kaset, które miały na stanie. Inne moje taśmy to kopia kopii kopii kopii. Rozciągnięte, trzeszczące, pełne zniekształceń. Wspaniałe. Nawet oryginalne kasety miały specyficzne, metaliczne, suche brzmienie. Mój gust ukształtowało wiele lat spędzonych z Walkmanem na uszach.

Nie jestem pewien, czy w razie renesansu kaset sięgnąłbym po magnetofon.

Spotify jest zbyt wygodny, bym z niego rezygnował. Ale, kto wie, kto wie… w każdym razie doskonale rozumiem to zboczenie Winylowców. Bo winyle nie oferują najwierniejszego brzmienia, nie są nośnikiem o nieskończonej gęstości i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej.

Nie ma jednak czegoś takiego jak „najlepsze brzmienie”. To kwestia indywidualna każdego z nas, więc, w podobnym tonie co w powyższym akapicie, nie dajcie sobie wmówić, że płyty CD brzmią lepiej. Bo to ty i twój gust dobrze wiecie, które brzmienie wam szczególnie odpowiada.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst