1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy
  4. Komiksy
  5. Książki

Radziecki heros z sierpem i młotem na piersi - trzymam kciuki za ekranizację Superman: Red Son

superman red son film dc comics Warner bros

Plotki o nowym filmie Warner Bros. na licencji DC Comics niezmiernie mnie zaintrygowały. Red Son, czyli Superman w radzieckim wydaniu, byłby powiewem świeżości i miłą odskocznią od DC Extended Universe.

Filmy wydane na licencji DC Comics w ostatnich latach były w większości przeciętne. Pierwszy z nowej serii, czyli Man of Steel, nie wypadł źle, ale już Batman v. Superman wyłożyło się na ostatnim akcie, a Suicide Squad zostało skrzywdzone przez montażystów. Dopiero najnowsza produkcja, czyli Wonder Woman, przywróciła mi wiarę w filmy Warner Bros. o superbohaterach.

Red Son mógłby pomóc w podtrzymaniu dobrej passy ze względu na nietuzinkowe podejście do tematu.

Superman to typowy amerykański bohater i niemalże personifikacja flagi Stanów Zjednoczonych. Kosmita został uratowany przed zagładą planety Krypton i jako niemowlak trafił do Smallville, czyli małego miasteczka w Kansas. Wychowanie, otrzymane od małżeństwa farmerów, zamerykanizowało go, a Kal-El zaczął wyznawać te same wartości, co Kentowie - jego przybrani rodzice.

Na pytanie, co by się stało, gdyby Superman wylądował w innym miejscu świata, odpowiada Superman: Red Son. To komiks składający się z zaledwie trzech, aczkolwiek nieco obszerniejszych niż zwykle zeszytów. Opowieść nie rozgrywa się w głównym uniwersum DC i została wydana w ramach serii Elseworlds, co pozwoliło Markowi Millarowi popuścić wodze wyobraźni.

Kal-El! Mam wrażenie, że nie jesteśmy już w Kansas.

Superman: Red Son opowiada o alternatywnej rzeczywistości, w której rakieta transportująca niemowlaka z Kryptonu na Ziemię dotarła na miejsce kilka godzin później. Z tego powodu wylądowała w zupełnie innym miejscu. Kal-El nie dorastał w amerykańskim Smallville, a na innej farmie znajdującej się na terytorium Ukrainy.

Opowieść o radzieckim Człowieku ze stali to bardzo ciekawy i świetnie napisany komiks, który wywraca do góry nogami status quo. Mark Millar snuje wizję świata, w którym emblematem Kal-Ela jest sierp i młot, a charakteryzują go czerwona peleryna i ciemnoszary, a nie niebieski, kostium. Zamiast stać na straży Stanów Zjednoczonych, broni obywateli Związku Radzieckiego.

Komiks Superman: Red Son został wydany w 2003 roku i został uhonorowany licznymi nagrodami.

Zupełnie mnie to nie dziwi, bo to jeden z moich ulubionych komiksów i niezmiernie mnie ciekawi, jak wyglądałaby jego ekranizacja. Niewykluczone, że w przeciągu kilku lat się tego dowiemy. Prowadzone już były rozmowy na temat ekranizacji tej serii, a chociaż jak na razie nie doszły one do skutku, to - jeśli wierzyć ostatnim doniesieniom - nie wszystko stracone.

Red Son to świetny materiał na film, aczkolwiek trudno mi sobie wyobrazić, by miał być częścią DC Extended Universe. Jak dotąd wszystkie przyszłe filmy na licencji DC Comics, jakie zapowiedziano, rozgrywają się w uniwersum zapoczątkowanym przez film o Man of Steel, co nieco zmniejsza szansę na to, że radziecki Superman pojawi się w kinach.

Kto jednak powiedział, że nie można w tym wypadku złamać tej zasady?

Superman: Red Son mógłby, podobnie jak seriale na licencji DC, być zupełnie niezwiązany z pozostałymi filmami. Dzięki temu, tytułowego bohatera mógłby zagrać inny aktor, niż Henry Cavill, który wcielił się w Supermana w dwóch ostatnich kinowych produkcjach. Dałoby to mnóstwo swobody twórczej reżyserowi, a film mógłby mieć wtedy nawet kategorię R.

Umieszczenie kolejnych filmów w tym samym uniwersum, na wzór Marvel Studios, ma swoje zalety, ale jeśli tylko ta zasada stałaby na przeszkodzie przed ekranizacją Superman: Red Son, to studio powinno ją wyjątkowo uchylić i potem odpowiednio zaakcentować to w materiałach marketingowych i np. w napisach początkowych.