1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Czarny, biedny i gej - "Moonlight", czyli życie wykluczonego w amerykańskim getcie

Recenzja Moonlight - czarny, wykluczony i do tego gej

Moonlight opowiada o młodym czarnoskórym chłopaku, którego matka jest uzależniona od narkotyków, ojca nie ma, a rówieśnicy upokarzają go i wyzywają. Spodziewacie się happy endu? Będzie tylko połowiczny.

Historia Chirona z czarnoskórych, biednych przedmieść Miami to pasmo nieszczęść. Jego opowieść została podzielona na trzy akty, a każdy kolejny jest bardziej tragiczny od poprzedniego. Głównego bohatera grają trzej odmienni aktorzy, ukazujący trzy odmienne sposoby radzenia sobie z przytłaczającym otoczeniem. jako dziecko, Chiron ucieka. Jako nastolatek, stawia opór. Jako młody dorosły… zostaje złamany.

To właśnie ten ostatni akt w Moonlight jest najciekawszy.

Pokazuje, jak główny bohater ostatecznie ugina się pod wpływem otoczenia. Przegrywa z czarnoskórym, opartym na podstawowych instynktach środowiskiem, w którym dominują męskie instynkty, przemoc i testosteron. Jego kręgosłup zostaje złamany. Chrion chowa się wgłąb samego siebie, żyjąc w skorupie czarnoskórego osiłka. Dilera z grillem na zębach, który w niczym nie przypomina wrażliwego młodzieńca.

Spodobało mi się takie podejście. Mocno rzeczywiste, osadzone twardo w ziemi. Zamiast silić się na historię oporu ostatecznie prowadzącego do heroicznego zwycięstwa, reżyser Moonlight podaje opowieść bardzo wiarygodną. Taką, która równie dobrze mogłaby rozgrywać się w jednej z polskich szkół. W filmie brakuje jednoznacznie szczęśliwego zakończenia.

Zamiast tego dostajemy coś o wiele cenniejszego. Refleksję, która wcale nie musiałaby kiełkować w głowie, gdyby nie trzeci akt. Gdyby nie przegrana głównego bohatera. Gdyby nie jego pełna kapitulacja. Dzięki temu Moonlight jest odświeżający, pomimo operowania małym rozmachem, skromnymi ujęciami oraz zaledwie garstką dialogów.

Zadziwiająco dobre jest w Moonlight również aktorstwo, a także zdjęcia.

Chociaż Chirona gra aż trzech rożnych aktorów, każdy staje na wysokości zadania. Wspólną cechą gry wszystkich artystów jest bardzo oszczędne operowanie mową. Stłamszony Chiron zawsze przekazuje nastroje za pomocą mimiki oraz wzroku. To w oczach głównego bohatera tli się najwięcej emocji. Widać to jak na dłoni.

Nie mogę również nie wspomnieć o świetnej roli Mahershala Aliego, którego możecie znać z serialu Luke Cage. Niejednoznaczna postać, będąca jednocześnie namiastką ojca głównego bohatera, a także dilerem narkotyków dla jego matki, ewidentnie ciągnie pierwszą część filmu, gdy sam Chiron nie wzbudza w nas jeszcze takiej ciekawości.

Spodziewałem się dramatu grającego na współczuciu widza, ze szczęśliwym zakończeniem wynagradzającym wszystkie cierpienia głównego bohatera. Zamiast tego dostałem rzeczywistą opowieść, która daje cień szansy do refleksji u widza. Zwłaszcza takiego, który niezbyt dobrze czuje się we własnej skórze. Z rozmaitych powodów.

Ode mnie siedem Mahershali Alich na dziesięć