1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Quantico kopie sobie grób. Twórcy powoli przymierzają się do skoku, ale mają ostatnią szansę zawrócić

quantico s02e09 recenzja

Alex Parish i ferajna powracają po zimowej przerwie. Intryga coraz bardziej się zapętla, a kolejne zwroty akcji burzą wyobrażenie widza. Doprawy nie wiem, jak scenarzyści Quantico wybrną z matni, w jaką sami siebie zapędzili.

W tekście znajdują się spoilery z najnowszego sezonu Quantico i tym razem lepiej byście nie czytali recenzji przed seansem - zwroty akcji to jedyne, co trzyma mnie przy tym serialu.

Quantico zapowiadał się na całkiem porządny serial, ale druga seria pokazała, że król jest nagi. Z tego, że Alex Parish jest znowu w środku jeszcze większej konspiracji nabija się nawet jedna z bohaterek, ale i tak daje wiarę wielokrotnie dyskredytowanej i wznoszonej na piedestał agentce FBI.

Quantico nie jest jeszcze gotowe by porzucić dwie linie czasowe.

Zabieg polegający na dwutorowej narracji zbudował pierwszy sezon Quantico, ale w drugiej serii można mieć go już dość. Twórcy zdają sobie z tego sprawę i mają się go prędzej czy później pozbyć, ale jak na razie będziemy oglądali dalej romans Shelby, kolejne perypetie niemających do siebie za grosz zaufania kochanków i kolejne ćwiczenia na farmie CIA.

W dziewiątym odcinku drugiej serii Quantico widzimy przesłuchanie Alex Parish, które prowadzi Hannah. Ta podsumowuje w kilku słowach ich relację, ale przy okazji jest... zupełnie nieprzekonująca. Tak jakby tylko scenariusz wymuszał na niej, by dawała Alex wiarę i to do tego stopnia, że nawet w przypadku jej ucieczki nie wszczyna od razu alarmu.

quantico s02e09 recenzja

Wątek współczesny posunął się do przodu zaledwie odrobinkę.

O to mam do twórców Quantico największy żal. Tak naprawdę mało mnie interesują kolejne perypetie agentów szkolonych przez CIA. Dzięki scenom w teraźniejszości wiemy mniej-więcej jak skończą, więc pokazywanie ich rozterek odbiera suspens. Nikt z głównej obsady nagle nie zniknie, a ich relacje zmierzają do określonego punktu.

Na nieszczęście kolejne flashbacki stanowią większą część odcinka powracającego po przerwie. Wątek domniemanej zdrady Ryana - czy ktoś jest w stanie w nią uwierzyć? - oraz Mirandy - tego przecież nie dałoby się wytłumaczyć - został zaledwie liźnięty. Twórcy uspokoili jednak widzów: oni nadal stoją po stronie tych dobrych.

Cleopatra, bo taki nosi tytuł najnowszy odcinek, z początku wygląda nie jak pełnoprawny epizod, a jak skrótowe przypomnienie wydarzeń ukazanych w serialu w zeszłym roku.

Ten zabieg jestem nawet w stanie zrozumieć - serial zmienił dzień, w którym jest emitowany, a po dwumiesięcznej przerwie widzom przydała się taka lekcja historii. Problem w tym, że prócz tego odcinek nie daje nam wiele więcej i tylko przedłuża ujawnienie tego kilkupoziomowego spisku.

W czasie retrospekcji nowa misja produkowanych na farmie agentów CIA zakłada uwiedzenie wskazanych przez szefostwo celów na imprezie. Można by pomyśleć, że wbije to szpilę w relację Alexa i Ryana - relacji, której obecny stan pokazał nam pierwszy odcinek drugiego sezonu.

Okazuje się jednak, że to nie to ich tak bardzo poróżniło.

Twórcy uciekają się po raz n-ty do tego samego zabiegu fabularnego - Alex i Ryan zatajają coś przed sobą, by potem wygłosić kolejny monolog o braku zaufania. Oboje zostają też wciągnięci w gierki Owena, który - wedle FBI - rekrutuje przyszłych terrorystów.

Oczywiście w Quantico nic nie jest takie, jakie się wydaje. Do końca sezonu pewnie jeszcze kilkukrotnie twórcy nas zaskoczą. Nie zdziwię się jednak, jeśli zamiast pokazać nam zwrot akcji bazujący na dotychczasowych odcinkach wyciągną jakiegoś królika z kapelusza.

quantico s02e09 recenzja

Serial mimo wszystko ogląda się... w porządku.

Nie jest to wybitne dzieło, ale jako zapychacz ramówki sprawdza się okay - na tyle, że mimo rozwlekania akcji w przyszłości na rzecz przewidywalnych retrospekcji, chcę poznać zakończenie tej historii. Nie udało mi się jednak polubić nowych bohaterów na tyle, bym specjalnie przejmował się ich losem.

Sebastian przeżywa egzystencjalny kryzys, a mimo kilku pocałunków nie jest w stanie zejść się z obiektem swoich westchnień, zaś Harry kręci się niby bez celu, ale zawsze trafia we właściwe miejsce i we właściwy czas. Leon przeżywa kryzys, a Dayana promieniuje szczęściem.

Tylko... co z tego?

Aktorzy dwoją się i troją, by zainteresować widza, ale widać, że dokoptowali w drugim sezonie i są płascy w porównaniu do Ryana, Alex i Shelby... chociaż i tak kreacja bohaterów nigdy nie była mocną stroną twórców Quantico. Bohaterowie, jeśli zaskakują, to nie wewnętrzną przemianą, a brakiem logiki w postępowaniu.

Nie traktuję jednak tajemnicy, jaką skrywa Quantico, na takich samych zasadach jak tej z Sherlocka czy z Westworld. To zupełnie inna liga telewizyjnej produkcji i strasznie szkoda, bo serial o Alex Parish miał spory potencjał, a nie będzie z niego nawet drugiego Homeland.

Niemniej jednak na haczyk się złapałem i będę Quantico oglądał dalej, chociaż straciłem nadzieję na poprawę poziomu. Chociaż kto wie - może po zakończeniu retrospekcji scenarzyści mile mnie zaskoczą?