1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Supergirl żyje, ale traci moc - dosłownie i w przenośni

supergirl

Supergirl wraca po zimowej przerwie, ale zalicza twarde lądowanie. Serial na licencji DC Comics o dziewczynie ze stali ogląda się ciężko, chociaż w teorii wszystko w nim gra jak należy.

W tekście znajdują się spoilery z najnowszego odcinka Supergirl, ale nie martwcie się - oglądałem go i opisuję wam, byście sami tego nie musieli robić.

Przygody Kary Danvers nigdy nie były najmocniejszym filarem serialowego arrowverse. Bohaterka żyje na zupełnie innej Ziemi niż herosi z seriali Arrow i Flash. Chociaż oglądam ten serial podobnie jak inne produkcje, z którymi jest fabularnie związany, to Supergirl jest tu najsłabszym ogniwem.

Najnowszy odcinek to potwierdza.

Supergirl wraca po przerwie do swojego status quo. Kara Danvers w dzień pracuje jako świeżo upieczona reporterka w Catco media, aczkolwiek jej charyzmatyczna i fenomenalna szefowa - Cat Grant - usunęła się (ku rozpaczy widzów!) w cień i nie wiadomo, czy i kiedy wróci.

Zamiast niej mamy nowego przełożonego Kary, który jest odrysowanym od kartonu stereotypem. Jego szefem - i szefem całego Catco media jest z kolei jej przyjaciel, Jimmy Olsen. Scena w której Kara i Jimmy przekonują wydawcę do swoich alter ego była po prostu paskudna.

Po godzinach Kara pracuje dla DEO, czyli organizacji zajmującej się monitorowaniem kosmitów na Ziemi. Pomaga jej w tym siostra, Alex: świeżo upieczona lesbijka, która próbuje pogodzić swoje szczęście z pracą w tajnej agencji. Oczywiście jej to się nie udaje, obwinia się o całe zło świata i... rani swoją partnerkę.

Nudy! Sprawa tygodnia? Sztampowa!

Kara wpada na trop zaginionej młodej dziewczyny i z dziewczęcą naiwnością rusza jej tropem. Trafia razem z Mon-Elem na trop naukowca, który... okazuje się kosmitą trzymającym w piwnicy portal na inną planetę i porywającym ludzi przychodzących do niego zbadać krew. Naprawdę?

Kara oczywiście niewiele myśląc, rusza na ratunek porwanym ludziom, chociaż tak jak Mon-El traci swoje moce - na obcej planecie świeci czerwone, a nie żółte słońce. Jaki jest jej plan w tej sytuacji? Dać się pojmać, a potem pokonać handlarzy ludzkim towarem o kamiennym sercu płomienną przemową.

Litości, to nie miało prawa się udać inaczej niż dzięki deus ex machina. Mam uwierzyć, że na planecie będącej centrum intergalaktycznego handlu niewolnikami kilku więźniów jest się w stanie wydostać? Supergirl serwowała nam mnóstwo głupich pomysłów, ale ten jest kiepski nawet jak na tę produkcję.

Telewizyjna produkcja Supergirl nigdy nie był najwyższych lotów.

Twórcy usiłują przekazać widzom jakieś głębsze przesłanie ubrane w patetyczne dialogi wymieszane z humorem niskich lotów. Niestety, efekt jest zdecydowanie ciężkostrawny. Tak jak wątki, jakie porusza serial jako całość, które ciągną się na cały sezon, są w porządku, tak kolejna sprawa tygodnia zrealizowana została po macoszemu.

W tle przewija się wątek Alex odkrywającej swoją seksualność. Winn przeżywa za to kryzys, bo podczas nocnej eskapady z Olsenem niemal nie zginął, ale musi przezwyciężyć swój strach i udać się bez obstawy na zupełnie obcą planetę by ratować Supergirl.

Jedyny moment, w którym szczerze się uśmiechnąłem, to widząc Winna krzyczącego "I'm not the Red Shirt!" będące ukłonem w stronę fanów Star Treka.

Problemem w Supergirl są przewidywalni i jednowymiarowy bohaterowie. Serial nie trzyma w napięciu, a kolejne zwroty akcji przewidzi nawet średnio rozgarnięty widz, który ogląda serial przez palce. Brakuje głębi tutaj na tyle, że Arrow i Flash wyglądają przy Supergirl jak seriale z bardzo wysokiej półki.

Mam tylko nadzieję, że kolejne odcinki Supergirl będą już tylko lepsze. Serial zgubił na kilka epizodów swój motyw przewodni i mam nadzieję, że szybko go odzyska. Owszem, zarysowano kilka ciekawych historii, ale to jak na razie tylko zarysy. Jak na razie są one od siebie w dodatku oderwane i (jeszcze) do niczego nie prowadzą.

Oby tylko w kolejnym odcinku coś zaczęło się układać w większą całość.