1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Jak wkurzyć swoich fanów w kilku krokach: lekcja od Slayera i Donalda Trumpa

Slayer

W świecie muzycznych mediów społecznościowych znowu zawrzało. Na Instagramie Slayera pojawiła się przeróbka zdjęcia zespołu z doklejonym do niego Donaldem Trumpem. Miało być śmiesznie, wyszło… dziwnie.

Slayer nigdy nie angażował się w żadną działalność publiczną, czy to charytatywną, czy też polityczną, czy jakąkolwiek inną. A przynajmniej nigdy się z tym nie obnosił. Dlatego też wczoraj spore zdziwienie wzbudził post zespołu na Instagramie, do którego został doklejony aktualny prezydent Stanów Zjednoczonych. Doklejony tak, jakby on i zespół świetnie się dogadywali.

Jeśli to faktycznie był żart, to trudno było o gorszy moment. W Ameryce trwa histeria po wyborze Trumpa na głowę państwa i zapewne do tego dowcip nawiązywał. Niestety, mało kto się na nim poznał. Pod postem Slayera pojawiła się masa komentarzy wyrażających, delikatnie rzecz ujmując, rozczarowanie.

Sprostowanie zespołu Slayer: nie, nie popieramy Trumpa. Ani nikogo innego.

Doszło do tego, że zespół musiał wydać oświadczenie o charakterze politycznym. A właściwie, to antypolitycznym. Zespół zaznaczył w nim, że choć każdy z jego członków ma swoje poglądy polityczne, to jako zespół nigdy nie będzie wyrażał poparcia względem jakiejkolwiek opcji politycznej.

Tom Araya, frontman zespołu, dodał, że to on wrzucił tego posta, bo uznał, że fotka jest zabawna. By nie było zbyt cukierkowo wyraził też zdumienie, że aż tyle „śnieżynek” (tak nazywani są młodzi, liberalni przeciwnicy Trumpa) wyraziło swój sprzeciw, skoro niezależnie od poglądów jakie mają, i tak będzie on prezydentem kraju przez najbliższe lata.

W tę wersję wydarzeń można wierzyć. Prywatnie Kerry King, gitarzysta zespołu, kilkukrotnie wyrażał ostrożne poparcie dla Hillary Clinton jako „bezpieczny, właściwy wybór”, a popularność Trumpa tłumaczył tym, że „jest widowiskowy, co przyciąga uwagę średniej klasy, ale jest też kłamie więcej, niż większość innych polityków”.

Sprzeciw wobec Trumpa wyrażał też Gary Holt, mimo swoich republikańskich poglądów. Z kolei Tom Araya jest gorliwym Katolikiem, ale jest też znany z tego, że lubi wkurzać ludzi, w tym swoich fanów, więc motywacje polityczne są tu wątpliwe.

Pożartować już nie można… ?

Najgłupsze w tym wszystkim jest to, że niezależnie od tego, czy Araya faktycznie żartował, czy też chciał coś zamanifestować, to reakcja na to była co najmniej przesadzona. Z jakiegoś powodu nikogo nie bulwersuje fakt, że gorliwy Katolik na potrzeby „teatru” na scenie ryczy do mikrofonu o Szatanie, ale już mniej lub bardziej zabawny obrazek z Trumpem to powód do Wielkiego Oburzenia.

Obawiam się, że niektórych zjawisk w popkulturze nie zrozumiem nigdy.