1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Ile czasu dostał twórca muzyki do "Rogue One"? Przerażająco mało. Problem branży filmowej widać jak na dłoni

Muzyka do "Rogue One" - Michael Giacchino dostał szokująco mało czasu

Michael Giacchino to kompozytor muzyki do takich hitów wielkiego ekranu jak "Zootopia", "Jurassic World" czy wyświetlany w kinach "Doctor Strange". Pamiętacie jakiekolwiek utwory z tych filmów? No właśnie.

Są takie utwory, które stają się równie głośne, co same filmy. Marsz Imperialny Johna Williamsa, motyw przewodni "Parku Jurajskiego", "Gladiator" Hansa Zimmera czy ścieżka dźwiękowa do Incepcji tego samego artysty to dzieła, które bronią się same. Nie potrzebują do tego filmów.

Niestety, praca w stylu Johna Williamsa oraz Hansa Zimmera to niecodzienny komfort dla innych kompozytorów.

Dawniej wielki kompozytor towarzyszył procesowi powstawania wielkiego dzieła. Był świadkiem powstawania filmu, odpowiednio dopasowując muzykę do wydarzeń na ekranie. Filmy były tworzone długimi miesiącami, tak samo jak ścieżki dźwiękowe do nich. To niestety coraz mniej popularny model.

Dzisiaj kompozytora traktuje się jak studenta na umowę o dzieło. Podaje mu się niemal finalną wersję filmu na talerzu, aby ten nagrał do niej odpowiednie, „filmowe” kawałki. Im szybciej, tym lepiej, bo specjaliści od efektów specjalnych kończą ostatnie poprawki, a premiera produktu zaplanowana jest na naprawdę niedaleką przyszłość.

Właśnie w takiej sytuacji znalazł się Michael Giacchino - kompozytor "Rogue One".

To przerażające, ale sam muzyk przyznaje, że na napisanie utworów do "Rogue One" dostał zaledwie… cztery tygodnie. Cztery tygodnie! Gdyby tego było mało, Giacchino nie ma swoich asystentów i namaszczonych uczni, jak Williams czy Zimmer, którzy mogliby znacznie odciążyć go w pracy.

Kompozytor "Rogue One" otwarcie mówi, że dostał bardzo mało czasu. Zrobił to, co mógł zrobić w takim terminie. Czyli można przypuszczać, że dostaniemy kolejny nijaki, pompatyczny, zlewający się w jedno krążek, tak jak w przypadku "Doktora Dziwadło" czy "Jurassic World". Trudno winić o to samego autora.

Winne jest zmieniające się podejście hollywoodzkich producentów do muzyki. Tak, jak „wypluwane” są teraz kolejne filmy Marvela, już po trzy rocznie, tak samo „wypluwana” musi być do nich muzyka. Tutaj nie ma miejsca na chwilę oddechu i zastanowienia. Na odważne eksperymentowanie. Nie przy morderczym tempie, jakie Disney narzuca większości swoich partnerów.