1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Disney ma tę moc. "Vaiana: Skarb oceanu", recenzja sPlay

Disney ma tę moc. "Vaiana: Skarb oceanu" - recenzja filmu

Disney rządzi niepodzielnie. Razem z Marvelem zdominowali rynek blockbusterów, a w dziedzinie animacji nadal pozostawiają resztę daleko w tyle. "Vaiana: Skarb oceanu" jest oszałamiająco piękna!

Wykreowany na komputerach świat południowego Pacyfiku oraz wysp Oceanii wygląda obłędnie. Bogactwo kolorów (przepiękny błękit oceanu), fauny, flory oraz ornamentyka polinezyjskich plemion sprawiają, że gdy już raz wejdziemy do tej krainy, nie zechcemy jej opuścić.

"Vaiana: Skarb oceanu" opowiada historię tytułowej córki wodza wysp Te Fiti, Vaiany, która marzy by opuścić wyspę, odkrywać inne światy i żeglować po bezkresnym oceanie.

Jednak odpowiedzialność i obowiązki władczyni wyspy mocno ściągają ją na ziemię. Zmienia się to, gdy Te Fiti zostaje dotknięta przez plagę nieurodzaju. Vaiana poznaje wówczas legendę o bogini, która dała życie wszystkim wyspom, ale półbóg imieniem Maui skradł jej serce przez co cały archipelag powoli wymiera. Młoda Vaiana została więc wybrana przez Ocean i wyrusza w podróż mającą na celu znalezienie Mauiego oraz zwrócenie serca Te Fiti.

Nowa animacja Disneya to kino przygodowe w czystej postaci.

Cały drugi akt filmu to podróż Vaiany przez ocean w celu wypełnienia swojej misji. Gdy już znajduje Mauiego akcja zagęszcza się jeszcze bardziej, a elementy czysto komediowe w pełni wybrzmiewają. Nie jest to wprawdzie jakoś wielce pasjonujaca i oryginalna opowieść, ale ma w sobie niezwykłą lekkość, która sprawia (w połączeniu ze zniewalającą warstwą wizualną), że ogląda się to z uśmiechem na ustach. Tym bardziej, że po drodze Vaiana i Maui trafiają na plejadę ciekawych postaci (wśród nich wielki śpiewający krab, któremu w polskiej wersji głosu użyczł Maciej Maleńczuk oraz banda kokosów-piratów wzorowana na filmie "Mad Max").

Tyle wspominam o wyglądzie "Vaiany", bo to chyba, czysto technicznie, najlepsze dokonanie Disneya.

Nie pamiętam kiedy oglądałem tak piękną, mieniącą się od kolorów i cudownych krajobrazów animację.

Tym, co wyróżnia "Vaianę" od reszty jest też sama tematyka, czyli umiejscowienie akcji bajki w obrębie właściwie nieznanej w naszym kręgu kulturowym mitologii plemion polinezyjskich. Zostały one jednak przedstawione w tak przyjazny i ciekawy sposób, że w żadnym wypadku nie utrudniają nikmu odbioru.

Kolejnym ważnym elementem "Vaiany” są piosenki.

Tym razem ich autorem jest Lin-Manuel Miranda, twórca tegorocznego musicalowego fenomenu w Ameryce, czyli broadwayowskiego "Hamiltona". Piosenki jakie napisał na potrzeby filmu Disneya z łatwością wejdą do klasyki. Świetnie skomponowane, z fantastycznymi melodiami, aranżacjami nawiązującymi do rytmów i chórów polinezyjskich plemion. A ich polskie wersje brzmią naprawdę kapitalnie. Pół kroku stąd w wykonaniu Weroniki Bochat spokojnie można postawić u boku Mam tę moc z "Krainy lodu".

Postaci samej Vaiany i Mauiego są niezwykle sympatyczne, choć też nie sądzę by dołączyły do panteonu najbardziej ulubionych bohaterów Disneya. Do tego sam premier Nowej Zelandii dał wyraz swojej złości na Disneya, który sportretował polinezyjskich mężczyzn (posiłkując się przykładem Mauiego) jako otyłych.

A to nie koniec kontrowersji związanych z "Vaianą".

Być może niektórzy z was widzieli trailery bądź materiały z nowego filmu Disneya, w którym nosi on zupełnie inny tytuł. Tytuł oryginalny to "Moana", natomiast są kraje, w których brzmi on "Oceania", a w większości Europy "Vaiana". Wszystkie trzy są prawidłowe i funkcjonują jako warianty tej samej postaci ("moana" w jezyku polinezyjskim oznacza "ocean"), natomiast różnice w tytule filmu wynikają z dość niefortunnej zbieżności. Mianowicie, Moana Pozzi to popularna niegdyś włoska aktorka filmów... porno. Powstał nawet o niej mini-serial pod tytułem "Moana". Stąd też decyzja twórców, by w sporej części krajów Europy korzystać z alternatywnej nazwy. Do tego, w wielu krajach "Moana" jest nazwą zastrzeżoną, przez co rodziły się dodatkowe komplikacje.

Ale zostawiając już te niepotrzebne kontrowersje, skupmy się na samej animacji.

Pełna humoru, akcji, świetnego tempa i czystej przygody "Vaiana: Skarb oceanu" zachwyci i dzieci i dorosłych.

To opowieść o pragnieniu odkrywania w życiu tego, co nieznane, o tym by nie bać się marzyć i sięgać po nasze pragnienia. Ale też jest to historia o szanowaniu tradycji i o tym jak ważne są pewne stałe w naszym życiu, takie jak rodzina, przyjaźń oraz małe i duże rytuały dnia codziennego. Czyli klasyczny family-friendly Disney. Ja to kupuję, bo, szczególnie gdy za naszymi oknami coraz chłodniej i zimniej, takie kolorowe i pozytywne opowieści przydają się jak znalazł. A świat Vaiany jest na tyle olśniewający, że wrócę do niego pewnie nie raz.

vaiana_skarb_oceanu_plakat