1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Nieudany flirt z muzyką pop. Fisz Emade Tworzywo "Drony", recenzja sPlay

Fani hip-hopu znowu muszą obejść się ze smakiem, albowiem bracia Waglewscy chyba definitywnie już porzucili ten gatunek na rzecz wtórnego i miałkiego popu.

Fisz Emade Tworzywo "Drony". Nieudany flirt z muzyką pop - recenzja

"Drony" to pod względem muzycznym bezpośrednia kontynuacja "Mamuta", czyli poprzedniego albumu Piotrka i Bartka Waglewskich. Tym razem obyło się bez "zwrotów akcji" i gatunkowych rewolucji – jest przewidywalnie i bezpiecznie. Waglewscy wygodnie poczuli się w okowach elektroniki i synthpopu, szczególnie, że za "Mamuta" zebrali całkiem sporo (zasłużonych) pochwał. Ale chyba nie ma nic gorszego dla artysty (no może poza brakiem weny) niż wygoda. Wygoda prowadzi do lenistwa, a lenistwo rodzi mizerne twory.

fisz_emade_tworzywo_drony_okladka

Nie jest oczywiście tak, że "Drony" to fatalna płyta. W kategorii muzyki rozrywkowej się broni. Jest nowoczesna i zarazem odnosząca się do tradycji polskiej piosenki; fajnie brzmi i jest dobrze wyprodukowana; są nawiązania do Massive Attack jak i Daft Punk.

Ale jakoś mimo tego nie weszła mi ta płyta. Co z tego, że brzmi dobrze, skoro jest totalnie wtórna?

Parasol i Fanatycy, zdecydowanie dwa najlepsze na "Dronach" kawałki, zanurzone w synthpopie i solidnym funku, niestety nie są w stanie uratować całości. Duch brzmi jak nieudana ballada Coldplay, Komputer z kolei naśladuje brzmienia niedawnych dokonań Drake’a. Co rusz, słuchając "Dronów" natrafiamy na znane nam już skądinąd muzyczne ślady i tropy, które nie są nawet specjalnie zakamuflowane, a wrącz ewidentnie słyszalne.

Cieszę się bardzo, że Waglewscy bacznie przysłuchują się dzisiejszym trendom muzycznym i próbują podnieść jakość polskiego popu, szkoda tylko że zagubili gdzieś w tym wszystkim swój własny głos.

Oczywiście rozumiem chęć nagrania hitowej płyty. Kto jak kto, ale Fisz Emade liczne zasługi i wyróżnienia na rodzimym rynku muzycznym zdobyli; bez wątpienia należą do ekstraklasy i spełnili już swoje ambicje artystyczne na tyle, że obecnie chcą się trochę bardziej pobawić dźwiękami. Tylko czemu musi to być tak odtwórcza zabawa?

Fisz wielkim wokalistą nie jest i na "Dronach" słychać to wyraźnie. Wprawdzie jego głos nie męczy, ale ani wspaniałej barwy, ani wielkiej skali nie posiada. Nie fałszuje, choć brzmi dość monotonnie. W warstwie tekstowej "Drony" są opowieścią o momencie przejścia pomiędzy dziecięcą niewinnością, a dojrzałością; o kulturze, która wygrała z naturą, o nowych technologiach – telefonach, dronach, komputerach i statkach kosmicznych, które zastępują nam powoli drzewa, kwiaty i zwierzęta. Same teksty chwilami zahaczają o dość kiczowate rejony: "Chciałbym być twoim telefonem, przy którym teraz śpisz. Głaszczesz go i pieścisz..."– to niestety nie są bliskie mi twory liryczne. Metafory raz są udane (jak w Sarnach), a niestety innym razem zbyt koturnowe (jak w Bzyku).

Mogła to być lepsza płyta. "Drony" są bardzo, ale to bardzo melodyjne. Aż do znudzenia. I przyznam, że poczucie znudzenia  dominowało u mnie podczas odsłuchu nowego albumu Waglewskich. Nie oczekiwałem żadnych rewolucji, chciałem by po prostu coś się działo i było mniej wtórne, w końcu wydaje mi się, że akurat Walgewscy nie muszą oglądać się na obce mody, a nawet jeśli już, to mogą to chyba robić w bardziej twórczy sposób.