1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Tu nie będzie rewolucji. Bo nie potrzeba. Green Day "Revolution Radio", recenzja sPlay

Uwaga! Green Day powracają z najlepszym albumem od lat. Choć niektórzy spisali ich już na straty, to muzycy podnieśli się z osobistych i artystycznych kryzysów i dają znać, że nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Green Day "Revolution Radio". Tu nie będzie rewolucji - recenzja

Rewolucji owa płyta nie przynosi, ale też chyba nikt nie oczekiwał, że Green Day nagle zmieni brzmienie i zacznie eksperymentować. Za eksperyment moża uznać ich nieszczęsną trylogię ¡Uno!, ¡Dos! ¡Tre!, po której nawet zatwardziali fani grupy nie kryli rozczarowania.

Tym bardziej cieszy powrót muzyków do wysokiej formy na "Revolution Radio". Jest dynamicznie, jest ostro, nie brakuje melodii, kapitalnego tempa i energii – słowem wszystko to, za co fani kochają Green Day.

green_day_revolution_radio_recenzja

Słuchając "Revolution Radio", czuć powiew świeżości. Członkowie grupy pokonali swoje wewnętrzne demony (frontman Billie Joe Armstrong ma za sobą walkę z alkoholizmem) i ich nowa płyta zdaje się być zupełnie nowym rozdaniem, z na nowo naładowanymi bateriami i pomysłami na muzykę. Słychać to nie tylko w dynamice poszczególnych kawałków, które wręcz kipią od dobrej energii, ale też poprzez ciekawe aranżacje, niebanalne konstrukcje i ciekawe muzyczne nawiązania.

Singlowy Bang Bang to prawdziwa jazda bez trzymanki, ze świetną sekcją rytmiczną, zmianami tempa i wpadającą w ucho melodią.

"Revolution Radio" nie ma może aż takiej ilości potencjalnych radiowych hitów jak pamiętny "American Idiot", ale Bang Bang z pewnością wpisze się na stałe do koncertowego repertuaru grupy i zagości na składankach "The Best Of". Podobny potencjał ma przed sobą ballada Outlaws. Utrzymany w średnim tempie Troubled Times zbudowany jest wokół gitarowego riffu, którzy brzmi jak muzyczna parafraza While My Guitar Gently Weeps Beatlesów. Rozbudowany, prawie 7-minutowy Forever Now z kolei odwołuje się do zespołów grających melodyjnego rocka z przełomu lat 70 i 80, takich jak Boston.  Z kolei kawałkiem zamykającym "Revolution Radio" jest piękny i skromny Ordinary World, któremu gatunkowo bliżej do ballady country i indie rocka niż punk rocka.

Także muzycznie dzieje się naprawdę dużo, ale również tekstowo płyta jest interesująca.

Green Day zawsze, pomimo dość optymistycznych dźwięków, dość krytycznie opisywali świat wokół siebie, nie stroniąc od komentarzy politycznych, tak też jest i w tym przypadku. Tytułowy Revolution Radio odwołuje się do ruchu Black Lives Matter; Bang Bang w warstwie lirycznej wchodzi natomiast w psychikę masowego mordercy. To też płyta ludzi, którzy przekroczyli 40-tkę i zastanawiają się na nowo nad tym, jaką wartość ma życie i co to znaczy dobrze żyć. Czym jest szczęście i czemu w dzisiejszym świecie tak trudno jest o zwykłą empatię? Tego typu postulaty, ubrane w przyjemne dla ucha melodie i punkową energię, działają na zasadzie kontrastu mocniej niż kiedykolwiek.

Przyznam, że sam nie spodziewałem się, iż "Revolution Radio" okaże się tak dobrą płytą.

Z miejsca trafiła ona do mojej czołówki najlepszych doknań Green Day, które mimo tego co sądzą niektórzy internetowi komentatorzy, nie skończyło się na "Dookie".