1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

"Sługi boże" - film zamordowany przez scenariusz. Recenzja sPlay

Zapowiadało się obiecująco, ale im dłużej trwa seans, tym bardziej robi się absurdalnie. "Sługi boże" to film, który mógł być przyzwoity, ale został bezwzględnie zaszlachtowany przez fatalny scenariusz. 

Sługi boże - film zamordowany przez scenariusz. Recenzja sPlay

Znacie takie filmy, które budują skomplikowaną i ciekawą intrygę, opartą na przykład na serii tajemniczych, wręcz niewytłumaczalnych śmierci, i gdy widz zachodzi w głowę jak twórcy to wyjaśnią, ci traktują nas wytłumaczeniem w stylu "to byli kosmici" albo "to tylko zły sen"? Dokładnie tak wygląda rozwiązanie "Sług bożych" w reżyserii Mariusza Gawrysia.

Zaczyna się tak: Młoda Niemka, członkini chóru gregoriańskiego, rzuca się z kościelnej wieży. Wszystko wskazuje na samobójstwo, ale badający tę sprawę komisarz Warski (Bartłomiej Topa), wraz z niemiecką policjantką Aną Wittesch, która - jak twierdzi - została przysłana, bo nieboszczka była obywatelką jej kraju, zamierzają zbadać wszystkie tropy. Niebawem śledztwo się komplikuje, bowiem w identyczny sposób ginie inna dziewczyna, również śpiewająca w chórze. Podejrzenie pada na opiekuna zespołu, sprzeciwiającego się kobietom wykonującym gregoriańskie pieśni i powtarzającego, że ich śmierć to kara boska. Wkrótce jednak okaże się, że intryga jest tu zdecydowanie bardziej skomplikowana.

slugi-boze-5

Brzmi interesująco? Dla mnie brzmiało. I początek filmu zapowiadał się przynajmniej przyzwoicie: tajemnice, mroczny klimat, przepiękne (chociaż momentami trochę za bardzo efekciarskie) zdjęcia. Nie powiem, byłem ciekaw, co też zafundują mi scenarzyści.

I nie wiem, czy w pewnym momencie skończyły im się pomysły, czas albo budżet, czy sami nie wiedzieli jak z tego wszystkiego wybrnąć czy - co byłoby chyba najgorsze - ktoś zwyczajnie uznał, że te wszystkie absurdalne rozwiązania, z idiotycznym finałem na czele, wcale absurdalne nie są. Tak czy inaczej, to co zaczyna się dziać mniej więcej od połowy woła o pomstę do, nomen omen, nieba. 

"Sługi boże" najeżone są scenami pozbawionymi sensu i logiki, nie wnoszącymi do filmu nic, albo wyjaśnieniami z gatunku deus ex machina.

Przykład? Proszę bardzo. W pewnym momencie, leżąc w łóżku i racząc się winem ze swoją kochanką, komisarz Warski stwierdza, że musi koniecznie natychmiast wrócić do mieszkania jednej z ofiar, które wcześniej przeszukiwał, bo "tam coś jest". Gdy trafia na miejsce okazuje się, że nie jest sam - dokładnie w tym samym momencie znajdował się tam włamywacz. Między mężczyznami wywiązuje się krótka bójka, potem mamy scenę pieszego pościgu, koniec końców łotr jednak ucieka. Warski wraca do mieszkania, skąd zabiera jakieś wypracowanie czy pracę dyplomową denatki. Nigdy jej jednak nawet nie przekartkuje. Kim był włamywacz i czego tam szukał? Co tchnęło komisarza, by powrócić do mieszkania? Nie wiadomo. Co wynika z tej sceny? Nic. Po co zatem znalazła się w filmie?

slugi-boze-4

A tego typu wydarzeń jest w "Sługach bożych" więcej. Do teraz zachodzę w głowę, o co chodziło na przykład w scenie w windzie albo w barze. Nie będę zdradzał zakończenia widowiska, ale co tam się dzieje! Do tego te nieznośne klisze - klasyczny motyw z kamizelką kuloodporną, bezwzględny zabójca, który zanim strzeli, musi się wygadać, dzięki czemu protagoniści mają czas, by go powstrzymać, wszechwładne komputery... Jest tego sporo.

Inne elementy "Sług bożych" nie są złe, choć na zmianę drażnił mnie i bawił udawany niemiecko-włoski akcent Krzysztofa Stelmaszyka i niemiecki Julii Kijowskiej. Ta ostatnia zresztą gra strasznie drętwo i bez emocji, czym wyraźnie odstaje od przyzwoitego Topy czy niezłego Adama Woronowicza. Małgorzata Foremniak jest z kolei momentami nieco zbyt ekspresyjna, przez co jej rola wypada czasem karykaturalnie.

slugi-boze

"Sługi boże" to film z niewykorzystanym potencjałem. Mogło być jak w "Ziarnie prawdy" Borysa Lankosza, wyszło jak w "Porze mroku" Grzegorza Kuczeriszka. Szkoda.