Filmy

Zabrakło magii - "Iluzja 2". Recenzja sPlay

Picture of the author

Raz na jakiś czas pojawiają się kinach sequele, na które wszyscy czekają, i które w dodatku okazują się równie dobre, a bywa że i lepsze niż orginał. Ani jedno, ani drugie nie dotyczy jednak filmu "Iluzja 2".

Pierwsza część "Iluzji" z 2013 roku była dość nieoczekiwanym przebojem. No, umiarkowanym przebojem, gdyż zarobiła raptem 350 milionów dolarów, co w dzisiejszych czasach nie jest nadmiernie imponującym wynikiem, gdy chcemy określić jakiś film mianem "kasowego sukcesu". Natomiast była to kwota wielokrotnie przewyższająca oczekiwania twórców i producentów, a fakt, że obraz kosztował 75 milionów, sprawił, że zarobił na siebie pokaźną sumkę. Także kontynuacji można się było spodziewać. Choć tak naprawdę, poza tym, że producenci wywęszyli okazję na zarobienie pieniędzy i wykreowanie franczyzy, to wielkiego zapotrzebowania na sequel w tym przypadku nie było.

"Iluzja" była całkiem przyjemnym w oglądaniu i lekkim filmem sprawnie łączącym luźną sensację z elementami komediowymi i tzw. heist movies z licznymi zwrotami akcji.

Do tego, za tajemnicą jego sukcesu stoi dość świeży jak na dzisiejsze czasy pomysł, by motywem przewodnim uczynić współczesnych iluzjonistów, którzy bardzo rzadko goszczą na ekranach kin i w ogóle w ostatnich dekadach zostali trochę zapomnieni przez kulturę masową. Był to jednak pojedynczy strzał. Wychodząc z kina widz nie tylko miał poczucie zamkniętej historii, ale nie czuł potrzeby ani powtórnego seansu, ani oglądania dalszych przygód bohaterów. Dalszy ciąg jawi się więc przede wszystkim jako jeden z nabardziej wysilonych sequeli ostatnich lat i w sumie, patrząc na dość przeciętne zainteresowanie filmem za granicą, producenci dość dosadnie się o tym obecnie przekonują.

"Iluzja 2" cierpi na wszystke najgorsze z możiwych przypadłości towarzyszące kontynuacjom filmowym.

Na pierwszy plan wysuwa się fatalny scenariusz. Poprzednia część nie miała oczywiście wybitnego skrytpu, fabularnie tak pierwsza jak i obecna część to jedna wielka seria głupotek. O ile jeszcze w części pierwszej wszystko miało swoistą świeżość i lekkość, tak w części drugiej od samego początku czuć, że scenariusz pisany był nie tylko na kolanie, ale też i na siłę. Ogląda się to beznamiętnie, bo bohaterowie nie wydają się specjalnie sympatyczni, w dodatku twórcy nie poświęcają im zbyt wiele czasu. Klamrą spajającą fabułę jest rodzinna tragedia bohatera granego przez Marka Ruffalo, tylko na dobrą sprawę nic z niej nie wynika, bo jego postać prawie nie występuje w filmie, a sam wątek rozbrzmiewa trochę na poczatku i na koniec filmu.

Co prowadzi nas do kompletnie położonej i niechlujnej reżyserii.

Wstęp i zawiązanie akcji są strasznie nudne, mętne i przegadane; dopiero gdzieś tak po 30 minutach film łapie trochę więcej wiatru w żagle. Tyle, że wtedy widz jest już myślami kompletnie gdzie indziej. Magiczne triki pokazane w filmie tym razem zupełnie nie porywają, są wręcz nudne. Tak samo jak totalnie obojętne widzowi zwroty akcji.

Jest też oczywiście, coraz częściej spotykany w Hollywood „wątek chiński”.

W pewnym momencie akcja filmu przenosi się z Nowego Jorku, do... Makao w Chinach. Bo w sumie dlaczego nie. Nie zabrakło również wrzuconej na siłę do nieistotnych epizodów gwiazdy azjatyckiego kina, tylko po to by zwrócić uwagę chińskiej publiki. W tym przypadku jest to Jay Chou, którego wątek nie wnosi kompletnie nic do fabuły i równie dobrze mogłoby go wcale nie być. Ale cóż, takie są wymogi dzisiejszego rynku.

Najbardziej szkoda patrzeć jak w tym wszystkim rozmienia się na drobne Michael Caine. Morgan Freeman jak zawsze z luzem po prostu się dobrze bawi przed kamerą, także jego szkoda mi trochę mniej. No i nie zapominajmy o najwiekszym "betonie" "Iluzji 2", czyli o obsadzeniu w filmie o magikach Harry'ego Pottera, czyli Daniela Radcliffe’a w roli czarnego charakteru. Jego też było mi szkoda, bo to dobry aktor, po którym widać, że sie stara i daje z siebie wszystko, przykre jest to, że tym razem w tak słabym filmie.

To w ogole zadziwiajace, że mając tak imponującą obsadę starszego i młodego pokolenia, twórcy nie potrafią wycisnąć z nich ani grama życia.

Jedynie Woody Harrelson się broni jako tako, choć miewał on większe chwile chwały na ekranie.

Jest w "Iluzji 2" kilka niezłych scen (przede wszystkim sekwencja przekazywania sobie z rąk do rąk karty pomiędzy bohaterami, tak by uniknąć wykrycia przez strażników), ale to zdecydowanie za mało by się dobrze bawić na całym seansie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst