1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Alicja wraca do Krainy Czarów i ląduje po drugiej stronie lustra. Recenzja sPlay

Alicja po drugiej stronie lustra - recenzja

Urocza marzycielka razem z całą ferajną kolorowych i niesamowitych kompanów wraca już w najbliższy czwartek na ekrany kin. Sprawdzamy, jak wypadła kolejna ekranizacja na bazie kultowej książkowej serii Lewisa Carrolla i jakie nowe przygody czekają na Alicję po drugiej stronie lustra.

"Alicja w Krainie czarów" i "Po drugiej stronie lustra" to wydane w XIX wieku książki o przygodach młodej dziewczyny w fantastycznej krainie dziwów. Dzieła Lewisa Carrolla były już wielokrotnie tłumaczone i ekranizowane. Teraz do kin wchodzi kolejny obraz luźno bazujący na tych klasykach światowej literatury.

alicja-po-drugiej-stronie-lustra-3

Tim Burton i James Bobin biorą się za drugą część przygód Alicji.

Scenariusz filmowego "Po drugiej stronie lustra" jest w dużej mierze autorski, ponieważ - co wprowadziło nieco zamętu - już pierwsza "Alicja..." z 2010 roku czerpała wiele wątków i postaci z książkowej kontynuacji. Za scenariusz nowej historii odpowiada Linda Woolverton, która po raz kolejny wezwała bohaterkę do groteskowej, baśniowej krainy.

W 2010 roku Tim Burton postanowił do odgrywania głównych ról zatrudnić aktorską śmietankę, a spece od scenografii i efektów specjalnych dali z siebie naprawdę wiele. Do reżyserii sequela zatrudniono Jamesa Bobina znanego z Muppetów, ale Burton został producentem. Film jest solidną kontynuacją i z pewnością przypadnie do gustu entuzjastom "Alicji w Krainie Czarów".

Pojawili się starzy znajomi i charyzmatyczne nowe postaci, ale nikt nie eksperymentował tutaj z formułą.

Film otwiera krótka sekwencja pokazująca dylematy, przed jakimi staje Alicja po powrocie do Anglii. Bohaterka jest dorosła i wraca z podróży morskiej. Po dotarciu do domu okazuje się, że jej niedoszły narzeczony, po tym jak odkupił od jej matki udziały w firmie transportowej, chce zagarnąć fortelem statek kupiecki należący do zmarłego ojca bohaterki.

alice_through_the_looking_glass alicja w krainie czarów

Fajtłapowaty łajdak chce wyzwoloną bohaterkę - realizującą się jako kapitan statku - posadzić przy biurku zgodnie z patriarchalnym myśleniem o kobietach w XIX wiecznej rzeczywistości. Film niezbyt subtelnie pokazuje złą sytuację kobiet, a nawet matka Alicji mówi jej, że powinna się podporządkować.

Zanim jednak Alicja zdąży się zastanowić nad swoją nową sytuacją zostaje wezwana do swoich starych i niezwykłych przyjaciół.

Po kilku minutach wprowadzenia ponownie lądujemy w Krainie Czarów, tym razem wpadając przez lustro. Twórcy filmu zakładają, że widz ma w pamięci obraz z 2010 roku i nie kłopoczą się z przedstawianiem dobrze znanych bohaterów, a to… się sprawdza. Owszem, premiery obu filmów dzieli aż 6 lat, ale postać Alicji i jej kompani są tak głęboko zakorzenieni w kulturze, że przypominanie kim jest Kapelusznik lub Kot z Cheshire byłoby marnowaniem czasu.

Na ekranie oprócz Alicji, Kapelusznika i niewidzialnego kota powracają dobrze znane postaci. Wśród kompanów bohaterki znalazły się mówiące króliki i psy oraz urocze i korpulentne bliźniaki. Nie zabrakło nawet hipnotyzującej i kradnącej każdą scenę upadłej Czerwonej Królowej (Helena Bonham Carter) oraz jej siostry, czyli odzianej w biel Królowej Mirany (w tej roli ponownie Anne Hathaway).

alicja-po-drugiej-stronie-lustra-1

Czego Alicja szuka po przejściu przez lustro?

Urocze stwory z Krainy Czarów wzywają Alicję Kingsleigh (w tej roli ponownie mająca polskie korzenie 27-letnia dziś Mia Wasikowska), by odwiedziła ich pozbawiony logiki świat i pomogła uratować marniejącego Szalonego Kapelusznika (którego ponownie zagrał fenomenalny i genialnie ucharakteryzowany Johnny Depp).

Mimo wygnania Czerwonej Królowej kolorowy i żywiołowy Szalony Kapelusznik popadł w depresję - nie może pogodzić się ze stratą rodziny sprzed lat. Alicja decyduje się znów uwierzyć w niemożliwe i wyrusza w poszukiwaniu krewnych swojego nietuzinkowego przyjaciela.

Główna oś fabularna filmu "Alicja po drugiej stronie lustra" skupia się na podróżach w czasie.

Sam Czas (Sasha Baron Cohen) jest z kolei najważniejszą z nowych postaci. W Krainie Czarów to istota, która zarządza upływem czasu i przewiesza zegarki symbolizujące ludzkie dusze z łańcuszków ze strefy żywych do duchowego cmentarza. Alicja musi wykraść mu machinę nazwaną Chronosferą i podróżuje w przeszłość na ratunek rodzinie Kapelusznika.

alicja-po-drugiej-stronie-lustra-8

Dzięki tym zabiegom widz jest w stanie poznać nieco historii kilku mieszkańców Krainy Czarów. Ukazanie ich genezy nieco odziera ich z magii tajemniczości - "Po drugiej stronie lustra" odpowiada na pytania o powód dziwacznego podejścia do życia u Kapelusznika i wyjaśnia źródło nienawiści wiszącej w powietrzu pomiędzy Białą i Czerwoną Królową.

Nie da się jednak ukryć, że to Sasha Baron Cohen kradnie całe show.

Całe szczęście Czas dostał całkiem sporo czasu na ekranie w 108-minutowym filmie. Cierpią co prawda na tym inne postaci - zabrakło przede wszystkim więcej scen z udziałem Kapelusznika, który w wielu scenach jest apatyczny i dosłownie bez kolorów. To może rozczarować fanów Deppa, a zwiastuny produkcji i lista płac, gdzie wymieniany bywa pierwszy, są nieco mylące.

Zostawiając Szalonego Kapelusznika w spokoju trzeba jednak oddać twórcom, że kreacja Cohena jest fenomenalna i z radością oddałbym na jeszcze kilka ujęć z nim postaci cyfrowe. Czas nosi czarny strój, a w jego ciele zamiast organów są najróżniejsze zegary. Sceny, w której Czerwona Królowa próbuje omamić Czas by wykraść mu Chronosferę samemu są świetne.

alicja-po-drugiej-stronie-lustra-5

Postaci w CGI dzielą ekran z żywymi aktorami.

Graficy pracujący przy “Alicja po drugiej stronie lustra” znają się na rzeczy. Bohaterowie generowani komputerowo są realistyczni - oczywiście tylko na tyle na ile realistyczne mogą być mówiące zwierzaki, chodzące figury szachowe i spersonifikowane karty do gry.

Przeplatanie się dwóch typów postaci w hybrydowym środowisku, w dużej mierze łączącym prawdziwych aktorów i rekwizyty z cyfrowym tłem, wyszło bardzo naturalnie. Nie ma co się jednak oszukiwać - Tim Burton przetestował ten pomysł w swoim pierwszym filmie o przygodach Alicji i ta formuła po prostu się sprawdza.

Scenografie, niezależnie zresztą w jaki sposób zostały przygotowane, budują klimat tej opowieści.

Czy to herbatka koło chatki Kapelusznika, czy też podróż przez Ocean Czasu, czy to zamek rodziny królewskiej oglądany w przeszłości - lokalizacje przygotowano pieczołowicie i z ogromną dbałością o szczegóły. Kontynuacja "Alicji...", tak jak poprzednik, jako jeden z niewielu filmów dobrze wykorzystuje efekty 3D.

alicja-po-drugiej-stronie-lustra-2

Wieża, będąca tak naprawdę ogromnym zegarem, została zaprojektowana po mistrzowsku, a różnorodność scenerii i skomplikowane i przerysowane mechanizmy wyjęte analogowych zegarów przewijające się na drugim i trzecim planie zachwycają dbałością o detale. Nie wspominając nawet o małych Sekundach, które przypominają Minionki.

Oprócz samej kreacji aktorów i postaci cyfrowych na uwagę zasługują też fenomenalne dialogi.

Z chęcią obejrzę ten film jeszcze raz z angielskimi napisami po premierze płytowej ze względu na momentami świetną i bawiącą do łez grę słów, której polskie tłumaczenie często nie jest w stanie oddać wiernie i pięknie. Podczas oglądania filmu w kinie wiele żartów sytuacyjnych potrafi uciec.

Pozostając przy dialogach warto wspomnieć, że Alicję do Krainy Czarów ściąga ponownie Absolem, który przekształcił się z larwy w motyla. Głos podkłada mu wspominany przez twórców w napisach końcowych zmarły Alan Rickman, a dubbing w "Po drugiej stronie lustra" był jego ostatnią rolą.

alicja-po-drugiej-stronie-lustra-6

Nowy film Disneya to nie jest typowa bajka dla dzieci.

Pomimo infantylnych i kwiecistych dialogów wpisanych w klimat Krainy Czarów dobrze bawić się będą podczas seansu także dorośli. Szkoda też, że film nie potrwał nieco dłużej, bo wjechanie napisów końcowych pozostawiło pewien niedosyt.

"Alicja po drugiej stronie lustra" to jednakże miła odskocznia od tych wszystkich superbohaterów, którzy na stałe zamieszkali na srebrnym ekranie. Nie sposób tego filmu nazwać arcydziełem, ani nie jest w żaden sposób odkrywczy, ale to solidna rzemieślnicza robota.