1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Zagraj to jeszcze raz Eric. Eric Clapton - "I Still Do". Recenzja sPlay.

Zagraj to jeszcze raz Eric. Eric Clapton - "I Still Do".

U progu lata powraca mistrz bluesa, Eric Clapton, który uraczy nasze wieczory z lampką wina przy kojących dźwiękach swojej gitary.

„I Still Do” to w dużej mierze autorski album z coverami w większości bluesowych oraz folkowych (i względnie mniej znanych) utworów. Na warsztat Clapton wziął zarówno legendy pokroju Roberta Johnsona oraz Boba Dylana, jak i mniej rozpoznawalne masowo nazwiska typu Paul Brady czy JJ Cale. W coverze utworu Brady’ego razem z Claptonem gościnnie zaśpiewał muzyk pod tajemniczym pseudonimem Angelo Mysterioso ("tajemniczy anioł"). Eric zarzeka się, że nigdy nie zdradzi kim jest ów tajemniczy gość, co przyznaję brzmi dość mistycznie. Kto wie, może któryś ze słuchaczy odgadnie tę muzyczną zagadkę.

Oprócz tego na płycie znajdziemy także dwa premierowe utwory samego Claptona, Spiral i Catch The Blues. Słucha się tego bardzo przyjemnie. Clapton to, jak wiadomo solidna marka, także zarówno muzycznie jak i produkcyjnie, wszystko dopięte jest na ostatni guzik. „I Still Do” to klasyczny, wręcz oldschoolowy blues. Album ten nie jest dziełem wybitnym, nie wnosi nic nowego do gatunku, ale zupełnie nie o to chodziło.

Clapton już od dawna nie musi nic udowadniać. Jest na tym etapie swojej kariery, że po prostu gra, głównie dlatego, że to kocha.

I to słychać w emocjach, które szczerze emanują z każdego utworu. Bez względu na to, czy wykonuje utwór innego artysty czy swój własny, wkłada w to tyle samo serca.

Piękną okładkę płyty „I Still Do”, będącą portretem Erica Claptona, namalował Peter Blake, ten sam, który jest autorem legendarnej okładki „Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band” Beatlesów. Portret ten idealnie oddaje spokój i dostojność całego albumu. To muzyka dla trochę starszego, a konkretniej dojrzalszego słuchacza, niekoniecznie wiekowo, a raczej mentalnie. Kogoś kto już się trochę w życiu osłuchał i nie szuka obecnie muzycznych fajerwerków, tylko bardziej stonowanych brzmień.

eric_clapton_recenzja