1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

"The Hope Six Demolition Project" - nowy album PJ Harvey to kandydat na płytę roku

The Hope Six Demolition Project - płyta PJ Harvey jest wybitna!

Jedna z najważniejszych współczesnych wokalistek. Autorka albumów sprzedających się w milionach egzemplarzy. Jedyna w historii dwukrotna zdobywczyni prestiżowej Mercury Prize. Każde kolejne wydawnictwo od osoby z podobną listą osiągnięć pretenduje do miana wydarzenia. Po wydanej w 2011 roku płycie "Let England Shake", przyjętej entuzjastycznie zarówno przez fanów, jak i krytyków, oczekiwania słuchaczy dotyczące nowego albumu miały prawo być wysokie. Czy na "The Hope Six Demolition Project" udało się im sprostać?

Polly przyzwyczaiła swoich fanów, że z każdą kolejną płytą zaskakuje i w dużym stopniu wymyśla siebie na nowo. W 2000 roku zapewne mało kto spodziewał się, że po serii rockowych krążków o "brudnym", wręcz grunge’owym brzmieniu, artystka nagra taki album jak "Stories from the City, Stories from the Sea", gdzie połączy indie-rockowe patenty z popową wręcz chwytliwością.

Na "White Chalk" z 2007 roku, 3 lata po szorstkiej, nagranej niemal w całości samodzielnie "Uh huh her", piosenkarka przybierając personę wiktoriańskiej, efemerycznej zjawy zaprezentowała słuchaczom wyciszone, minimalistyczne utwory zdominowane przez pianino. Na "Let England Shake" oszczędne, spokojne kompozycje kontrastowały z pulsującymi emocjami, politycznie zaangażowanymi tekstami, nie stroniącymi od werystycznych opisów okrucieństwa wojen. Naturalne wydawało się pytanie: czym Polly zadziwi nas tym razem?

Paradoksalnie, największe zaskoczenie w przypadku "The Hope Six Demolition Project" może wywołać fakt, że... zmian w stosunku do poprzedniego materiału artystki nie ma aż tak wiele.

Myślę, że można wręcz mówić o najmniejszej stylistycznej wolcie między kolejnymi pozycjami w dyskografii artystki od czasów płyt z pierwszej połowy lat 90. Takie utwory jak A Line in the Sand czy singlowe "The Wheel" i "The Community of Hope" spokojnie mogłyby znaleźć się na "Let England Shake". Nie oznacza to jednak, że Polly ze swoją ekipą zaczęła zjadać własny ogon, bynajmniej. Wartość "The Hope Six Demolition Project" leży bowiem w twórczym przekształcaniu elementów składowych poprzednika, odpowiednim przesunięciu jego akcentów - zamiast brutalnego zerwania z zastaną wcześniej formułą.

W przeciwieństwie do "Let England Shake", PJ Harvey i jej zespół odwołują się bardziej do tradycji muzyki Stanów Zjednoczonych niż (nomen omen) Wielkiej Brytanii. Słychać bluesa spod znaku Johna Lee Hookera czy Howlin’ Wolfa (początek The Ministry of Social Affairs), odczuwalne są inspiracje muzyką gospel (pierwsza połowa Dollar, Dollar) czy folkową twórczością Boba Dylana. Na "The Hope Six Demolition Project" dominację zdobywają instrumenty dęte. Choć na "Let England Shake" miały już swoje pięć minut, na nowym albumie są obecne praktycznie cały czas; stanowią podstawę niemal każdej kompozycji, a czasem wysuwając się na pierwszy plan "zagarniają" wszystko dla siebie (outro do Dollar, dollar, solówka saksofonu w The Ministry of Social Affairs trwająca połowę utworu). Sporo piosenek ma też równy, marszowy rytm. Połączenie wspomnianych wyżej elementów momentami brzmi wyjątkowo niepokojąco - nie ma w sobie nic z pochodu wesołej orkiestry na defiladzie w niedzielne południe.

W warstwie tekstowej Polly kolejny raz sięga po tematy polityczne.

Piosenki na nowym albumie to protest-songi zbudowane na paradoksach. Pewne swoich racji, a jednocześnie świadome swojej porażki. Energiczne, mimo braku żywiołowego tempa. Budzące smutek, lecz nie dołujące. Są zapisem kumulującej się frustracji, lecz nigdy nie eksplodują złością. Mają w sobie coś z pieśni politycznych bardów, jak i intymnego, osobnego głosu jednostki dystansującej się od wszelkich społecznych ruchów. Nadzieja na zmianę pojawia się w nich rzadko, lecz nihilizm - nigdy.

W przeciwieństwie jednak do "Let England Shake", gdzie artystka przypatrywała się problemom ojczystej Anglii (zarówno A.D. 2011, lecz także jej niezabliźnionym ranom z przeszłości) - na "The Hope Six Demolition Project" na warsztat bierze problemy w skali globalnej, skupiając się na tym, co tu i teraz. W ramach poszukiwania tematycznych inspiracji piosenkarka odbyła szereg podróży (m.in. do Kosowa, Afganistanu czy Waszyngtonu) wraz z fotografem i filmowcem Seamusem Murphym (przygotowującym oprawę wizualną dla albumu). Zamiast naturalistycznych, apokaliptycznych wojennych wizji dominujących na poprzednim płycie, Polly zmienia szczególiki zaobserwowane podczas swoich wojaży w podstawy metafor istotnych dla niej spraw: pęk kluczy do domu niewracających sąsiadów staje się punktem wyjścia do opowieści o sytuacji w Kosowie("Chain Of Keys"), karuzela - widmem znikających dzieci (“The Wheel”), a obojętność wobec pomników i tablic pamiątkowych punktem wyjścia do refleksji o zobojętnieniu społeczeństwa ("Near the Memorials to Vietnam and Lincoln").

Nie jest to jednak ucieczka w liryczne uniesienia - choć Polly nie boi się bezpośredniego wskazywania odpowiedzialnych i nazywania zła po imieniu, w centrum jej zainteresowania zawsze pozostają emocje. Kiedy myślę o cenionych przeze mnie muzykach, którzy w swojej twórczości nagle “zakręcili” w polityczne tematy, do głowy przychodzi mi postać Ala Jourgensena, lidera grupy Ministry, dla którego muzyka w pewnym momencie stała się jedynie wehikułem jego antybushowskich zapędów. Polly nie idzie tą drogą - z korzyścią zarówno dla swojej twórczości, jak i głoszonych przez nią idei.

Choć dla niektórych zabrzmi to może jak herezja - doceniając zalety "Let England Shake" nigdy nie byłem wielkim fanem tego albumu. "The Hope Six Demolition Project" jest dla mnie wersją deluxe poprzedniej płyty; tym, czym "Let England Shake" od początku powinno być.

Na dzień dzisiejszy - mój kandydat do tytułu albumu roku 2016.