1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Nie idźcie do kin na film Bogowie Egiptu – to najlepsza rada, jaką dzisiaj dostaniecie

Recenzja Bogowie Egiptu - dobra rada, nie idźcie do kina

Uwielbiam kicz! Uwielbiam prawdziwe wybuchy, sztuczne eksplozje, walki wymyślone przez doświadczonych choreografów i nieprawdopodobne ujęcia kaskaderskie. Jako dziecko mediów masowych, chłonę to wszystko z wypiekami na twarzy, wpatrując się z rozdziawioną paszczą w ekran IMAX. Są jednak pewne granice wysokobudżetowej tandety i banału. Bogowie Egiptu przekraczają je wszystkie.

Pierwsze zwiastuny filmu Bogowie Egiptu nie nastrajały pozytywnie. Przerost formy nad treścią i nadmierne poleganie na efektach specjalnych dawało efekt odwrotny od zamierzonego. Zamiast zachęcać amatorów akcji do kinowej wizyty, producenci już na starcie pokazywali, że nie mają do zaoferowania absolutnie niczego, poza komputerową otoczką. Wmawiałem sobie, że to po prostu efekt fatalnej ekipy odpowiedzialnej za PR i marketing. Wszakże za filmem stoi nie byle jaki reżyser, który już wielokrotnie udowodnił swoją wartość.

Bogowie Egiptu to „dzieło” Aleksa Proyasa – reżysera takich filmów jak Kruk oraz Ja, Robot.

Po wyjściu z sali kinowej jestem absolutnie pewny jednego – Proyas zainkasował sumę za danie swojego nazwiska, po czym zwinął się z planu zdjęciowego, całą resztę pozostawiając komputerom oraz swoim asystentom i stażystom. Nie widzę absolutnie żadnego innego wytłumaczenia. W Bogach Egiptu ani na moment nie czuć tego reżysera. Właściwie, to nie czuć żadnego reżysera i to jest największy problem tego filmu.

Bogowie Egiptu zdają się być stworzone przez jakiś super-komputer, funkcjonujący w oparciu o hollywoodzką bibliotekę filmów akcji. Brakuje tutaj ludzkiej ręki. Ludzkich dialogów. Ludzkiego podejścia. Nawet rozpoznawalne na całym świecie sławy zagrały całkowicie komputerowo, przypominając sztuczne inteligencje zaimplementowane do ludzkich ciał.

Gerard Butler zadawał się ponownie wczuwać w Leonidasa z 300. Jego bóg Set, aktor jest niczym innym jak kopią legendarnego Spartiaty. Butler krzyczał, wygłaszał przemowy swoim poddanym, prężył muskuły – dokładnie ta sama gra. Gerard stanął w miejscu i nie potrafi się wyzwolić z przegrody, w której sam się zaszufladkował. Jeszcze gorzej jest w przypadku Nikolaja Coster-Waldau! Gwiazda Gry o Tron gra znacznie, znacznie gorzej, niż w serialu telewizyjnym! Fani serialu HBO będą wręcz przecierać oczy ze zdumienia.

Sytuację może ratować Brenton Thwaites, wcielający się w złodziejaszka Beka. Oczywiście pod warunkiem, że w swoim życiu nie widzieliście nigdy naprawdę dobrej gry aktorskiej. Brenton jako jedyny z obsady próbuje tchnąć nieco życia w postać biegającą na zielonym tle, zagospodarowywanym później przez komputer. Wydaje się, że tylko ten chłopak nie przewracał oczami podczas kręcenia Bogów Egiptu, myśląc przy tym „dajcie mi już te moje pieniądze”.

Ktoś mądry napisał kiedyś, że efektów komputerowych powinno się używać tylko i wyłącznie w ostateczności.

Wtedy, kiedy producenci nie mają żadnych szans, aby osiągnąć podobny efekt za pomocą charakteryzacji, inscenizacji, kontrolowanych efektów pirotechnicznych, kostiumów i tak dalej. Tą lekcję wziął sobie do serca chociażby J. J. Abrams, reżyserując najnowsze Gwiezdne wojny. Mężczyzna zyskał tym sympatię starszych fanów serii, obrażonych na Lucasa za nadmierne korzystanie z zielonego ekranu w nowej trylogii.

bogowie egiptu 2

Bogowie Egiptu to właśnie taka nowa trylogia. Pomnożona przez dziesięć. Efektów specjalnych jest tutaj tak dużo, że w pewnym momencie prawdziwe twarze aktorów wydają się zupełnie nienaturalne. W filmie panuje przepych scen, teł i bohaterów generowanych za pomocą komputera. Zamiast ekscytacji wspaniałymi widokami, czuje się jedynie sztuczność i zwiewność cudów widocznych na ekranie. Producenci osiągnęli efekt odwrotny od zamierzonego. Ich lenistwo i marnotrawstwo dolarów na nierealny przepych są wręcz odrzucające.

Najgorsze w filmie Bogowie Egiptu jest jednak to, że ten jest po prostu niezwykle, niezwykle nudny.

Egipski panteon to świetny obszar do zagospodarowania przez Hollywood. Niestety, scenarzyści poszli na tę samą łatwiznę, co osoby od choreografii i efektów. Twórcy filmu doszli do wniosku, że zaleją wszystko masą generowanych komputerowo scen i jakoś to będzie. Tak się po prostu nie tworzy filmów!

W Bogach Egiptu nie ma ani jednego ciekawego wątku. Historia jest banalna i do bólu przewidywalna. Narracja to z kolei prawdziwy koszmar. Już dawno tak się nie wynudziłem na filmie akcji. Gdy kolejna efektowna scena goni poprzednią, wszystko bardzo szybko zlewa się w jedną, trwającą bez ustanku papkę. Wierciłem się na krześle, czekając na koniec tego jarmarku, podanego w fatalnym stylu.

Po Bogach Egiptu nie spodziewałem się wiele. Mimo tego i tak czuję się rozczarowany. To jeden z najgorszych filmów 2016 roku, jakie dotychczas się ukazały. Błagam, nie idźcie na to do kina. Nie pokazujmy wytwórniom, że to właśnie Bogowie Egiptu są filmami, na które czekamy, które chcemy oglądać i które zwracają się wielkim korporacjom.