REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

"Na granicy", czyli film, który każdy z nas już widział - recenzja sPlay

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że filmów takich jak "Na granicy" każdy z czytelników sPlay widział już przynajmniej kilka. Czy zatem warto wybrać się do kina na historię, którą się zna, tylko dla zmienionej scenografii? 

Na granicy, czyli film, który każdy z nas już widział - recenzja sPlay
REKLAMA
REKLAMA

Pełnometrażowy debiut Wojciecha Kasperskiego kusił świetnym zwiastunem, mocną obsadą i Bieszczadami. I niestety chyba nastawiłem się na zbyt wiele, bo choć "Na granicy" jest filmem niezłym, to niestety nie spełnił nadziei, które w nim pokładałem.

Tym, co rozczarowuje najbardziej, jest scenariusz. Już sam w sobie nie jest ani przesadnie apetyczny, ani tym bardziej oryginalny. Ot, Mateusz (Andrzej Chyra) - były pogranicznik - wraz z dwójką synów, Jankiem (Bartosz Bielenia) i Tomkiem (Kuba Henriksen), udają się zimową porą do pustego posterunku straży granicznej na odludziu, gdzie mają spędzić trochę czasu. Ich spokój burzy niespodziewane pojawienie się wykończonego i rannego Konrada (Marcin Dorociński), który ledwie przekracza próg ich schronienia, pada nieprzytomny. Mateusz rusza sprawdzić, czy na szlaku nie ma innych ludzi, którzy wymagaliby pomocy. Chłopcy zostają z wędrowcem sami i szybko przekonują się, że mają do czynienia ze szczególnie niebezpiecznym człowiekiem.

Uwięzieni z oprawcą, bez możliwości ucieczki. Ten schemat znamy z dziesiątek filmów, by wymienić tylko "Funny Games", "Kiedy dzwoni nieznajomy", "Następny jesteś ty" czy "Azyl".

Mimo to w zasadzie nie widzę nic złego w próbie przeniesienia go na rodzimy grunt i osadzenia w niezwykle przecież pociągającej, dzikiej scenerii Bieszczad. Rzecz w tym, że ograny scenariusz to jedno, a dziury w fabule, nieścisłości i nierozwiązane wątki do inna historia. Przy tym tak kameralnym kinie - akcja "Na granicy" na dobrą sprawę rozgrywa się praktycznie wyłącznie w jednym budynku - wymagam, by opowieść była dopracowana w każdym szczególe.

na granicy 2

Tak jednak nie jest, a jakby tego jeszcze było mało, z czasem zaczynają kuleć początkowo sensownie zarysowane relacje pomiędzy bohaterami. Szczególnie Janek i Tomek momentami zachowują się, jakby dostali małpiego rozumu i bywa, że postępują w sposób mało wiarygodny. Cóż z tego jednak, skoro "Na granicy" trzyma w napięciu i potrafi zaskoczyć? Liczne niedoskonałości nie niweczą wysiłku Kasperskiego by nakreślić dramatyczną, konfliktową sytuację, która budzi żywe emocje i sprawia, że autentycznie martwimy się o losy poszczególnych postaci. A o to tu przecież chodzi.

"Na granicy" to także fantastyczny aktorski popis Marcina Dorocińskiego, który ostatnią tak brawurową i charakterystyczną rolę stworzył chyba w "Pitbullu".

Konrad jest niebezpieczny, szalony, psychopatyczny, a nade wszystko - przekonujący. Być może nie jest to poziom Jacka Nicholsona ze "Lśnienia", ale jak na standardy rodzimego kina, to absolutny majstersztyk. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o reszcie obsady. Grabowski i Chyra, głównie przez to, że nie dostali zbyt wiele czasu na ekranie, nie pokazują nic szczególnego, a młodzi Bielenia i Henriksen wiele muszą się jeszcze nauczyć.

REKLAMA
na granicy 3

Czy zatem warto wybrać się do kina na "Na granicy"? Wbrew wszystkim wadom, twierdzę, że tak - dla Dorocińskigo, pięknych zdjęć Łukasza Żala i dla rozrywki, po prostu. Bo koniec końców to, co ma w tym filmie działać, działa należycie.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA