1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Serial "American Crime Story" przykuł moją uwagę od początku, ale jeszcze nie rozwinął skrzydeł

Serial "American Crime Story" przykuł moją uwagę od początku, ale jeszcze nie rozwinął skrzydeł

Po obejrzeniu pierwszego odcinka "American Crime Story: The People v. O. J. Simpson" byłam nastawiona doń bardzo pozytywnie. Nieco zaskoczyła mnie recenzja, która pojawiła się na łamach sPlay, mówiąca o tym, że serial nie spełnia oczekiwań odbiorcy, bo nie zadowalają niektórzy bohaterowie i narracja. Mnie podobało się właściwie wszystko - klimat lat 90., wykreowane postaci i rozpoczynające się dochodzenie. Niestety, po drugim odcinku produkcji mam mieszane uczucia i wrażenie, że serial nie rozwinął jeszcze skrzydeł.

Z "American Crime Story" mam ten problem, że nie pasują mi tu wszystkie elementy układanki. Część z nich jest absolutnie fenomenalna, natomiast reszta znacząco odstaje od wysokiego poziomu, który został poniekąd po prostu narzucony. Sarah Paulson w roli prokurator, Marcii Clark, wypada świetnie, tak samo jak interesujący są bohaterowie wykreowani przez Courtneya B. Vance'a i Sterlinga K. Browna. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o głównym sprawcy zamieszania, czyli O. J. Simpsonie, w którego wcielił się Cuba Gooding Jr. Gooding Jr. to najbardziej irytujący bohater, taki, z którym po prostu nie da się utożsamić. Któremu nie sposób współczuć, ani któremu niemożliwym wydaje się kibicować.

Nienaturalnie wypadają wszystkie zachwyty nad Simpsonem oraz wielbiący go tłum, który twierdzi, że O. J. nie jest winny podwójnego zabójstwa. Ten człowiek po prostu nie wzbudza sympatii.

Zresztą cała narracja poprowadzona jest w taki sposób, jakby wina Simpsona była oczywista. Jako widz jestem właściwie pewna, że to słynny sportowiec i aktor popełnił zbrodnię, a nie kto inny, choć przecież oficjalnie Simpson został uniewinniony. Być może to kwestia przedstawienia pewnych faktów, a być może błąd tych, którzy niegdyś wydali wyrok. Pewna stronniczość jest jednak widoczna, choć być może zmieni się to wraz z kolejnymi odcinkami.

Bohater Goodinga Jr. jawi się jako fałszywa postać, która ma sporo do ukrycia. Jest pretensjonalny i męczący. Trudno też uwierzyć w jego charyzmę. Jeśli mielibyśmy możliwość częściej (albo w ogóle) zobaczyć dwie twarze Simpsona, ten bohater miałby szansę wzbudzić większe emocje. Po obejrzeniu dwóch odcinków odczuwam tylko irytację w związku z jego osobą i jeśli mam być szczera, to tytułowy bohater jest ostatnią rzeczą, jaka miałaby przekonać mnie do obejrzenia produkcji.

Na szczęście mamy ludzi, stojących na straży prawa, który wzbudzają pozytywne emocje.

american-crime-story-1

To oni są stroną, do której widz poczuje sympatię. Marcia Clark stoi na czele tej grupy i słusznie, bo to ona jest najbardziej charakterystyczna i to jej kibicujemy. Sarah Paulson jak zwykle zachwyca, a jej charakteryzacja dodaje smaczku. Zresztą to właśnie świetnie oddany klimat lat 90. jest atutem tego serialu.

Cieszy mnie też, po ostatnich dość przykrych doświadczeniach z "American Horror Story", że w nowym serialu Ryana Murphy'ego nie przesadzono z pewnym przejaskrawieniem niektórych zachowań, postaci. "American Crime Story" nie jest groteskowe i karykaturalne. Zawdzięczamy to zapewne temu, że serial przedstawia wydarzenia, mające niegdyś miejsce. Wydaje mi się, że taka odskocznia i powrót do "realiów" wyjdzie Murphy'emu na dobre. To, co zrobił w "American Horror Story: Hotel" woła o pomstę do nieba.

"American Crime Story" wzbudza we mnie mieszane uczucia. Ogromne oczekiwania w stosunku do tej produkcji, zaowocowały niestety pewnym rozczarowaniem. Co prawda część bohaterów jest interesująca, wątki społeczne, o których mowa, są ciekawe (choć niestety ledwie liźnięte i czasem wkomponowane w fabułę jakby na siłę), ale całokształt nie satysfakcjonuje mnie tak, jakbym chciała. Duża w tym niestety wina O. J. Simpsona. Nie pozostaje mi jednak nic innego, jak czekać na kolejny odcinek i sceny z sali sądowej. Ryan Murphy mimo wszystko ma mój kredyt zaufania.