1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Przecież "Pakt z diabłem” miał dać Deppowi Oscara...

Pakt z diabłem miał dać Deppowi Oscara

-Wybitny!”, „-Doskonały!”, „-Prawdziwy majstersztyk!” – ciągle słyszę te określenia na grę aktorską Deppa, gdziekolwiek i jakkolwiek by nie wystąpił. Ba, sam się do tych owacji dawniej przyłączałem. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – Johnny został aktorem jednej roli, a „Pakt z diabłem” jedynie to potwierdza.

To miała być największa metamorfoza aktora w całej jego historii. Przemiana bardziej potrzebna samemu Deppowi, niżeli jego fanom i miłośnikom kina. Amerykanin od lat nie zagrał żadnej znaczącej roli. Spójrzmy na ostatnie filmy aktora – „Bezwstydny Mortdecai”, „Jeździec znikąd”, „Mroczne cienie” czy „Dziennik zakrapiany rumem” to albo produkcje bardzo przeciętne, albo bardzo słabe.

Kreacje Deppa stały się dokładnie takie same, niezależnie od filmu.

Główna zasada jest zawsze podobna – wylać Deppowi na twarz masę kosmetyków, ubrać go w gustowne, ale jednak niecodzienne odzienie i kazać grać dziwaka, z nonszalanckimi ruchami oraz świdrującym spojrzeniem. To by było na tyle. Każdy kolejny film z jego udziałem był filmem Burtona, filmem na modłę Burtona bądź kolejną odsłoną „Piratów z Karaibów”. Wszędzie to samo.

Już dwa lata temu pisałem o tym, jak Depp został aktorem jednej kreacji. Fani i fanki charyzmatycznego mężczyzny, a tych przecież nie brakuje, z miejsca się oburzyli. „-Jak to tak, naszego geniusza obrażać?! Może i Johnny ma gorszy moment w swojej karierze, ale to wina słabych reżyserów i powielanych kreacji, nie jego samego!”. No i Depp dostał w końcu szansę na pokazanie swojego prawdziwego kunsztu aktorskiego. Efekt? Czekam na kolejnych „Piratów z Karaibów”.

pakt z diabłem 4

Mówiono, że rola Deppa w filmie „Pakt z diabłem” ma być jego marszem po Oscara.

Dotychczas amerykański aktor dostał trzy nominacje do tej statuetki. Odważna metamorfoza w prawdziwego gangstera Whitey Bulgera miała bić poprzednie role na głowę. Depp zamiast cudaka wymachującego rękoma na lewo i prawo wcielał się w osobę z krwi i kości, która dokonała 11 udowodnionych zabójstw, stworzyła gangsterskie imperium oraz współpracowała i skompromitowała FBI. Ciekawa odmiana od wcześniejszych, granych na jedno tempo kreacji.

Depp faktycznie przeszedł olbrzymią metamorfozę. Z seksownego ekscentryka zamienił się w bezwzględnego, amerykańsko-irlandzkiego mordercę. Postać skrajnie negatywną, psychopatyczną, a jednocześnie posiadającą ludzkie odruchy. Spektakularna przemiana fizyczna idzie w parze z zupełnie innym stylem gry aktorskiej. Jestem przekonany, że fani Deppa poczują się przy „Paktu z diabłem” zagubieni niczym dzieci we mgle, szukając na wielkim ekranie swojego ulubionego kapitana Sparrowa. Oczywiście bezskutecznie.

Niestety, cały problem polega na tym, że Depp grający rasowego gangstera jest… po prostu dobry. Tylko tyle. To nie żadna rola na miarę Oskara. To nie żadna kreacja, która przejdzie do historii kina. Ot, poprawnie wykonany element w rzemieślniczym filmie gangsterskim, który nijak ma się do świetnej „Infiltracji”, „Nietykalnych”,  „Dawno temu w Ameryce” czy „Piekielnej gry”.

pakt z diabłem 2

Rozczarowujące o tyle, że Depp ma przecież na swoim koncie świetne mafijne kreacje.

„Donnie Brasco” z 1997 roku to klasa sama w sobie. Johnny w roli podwójnego agenta trzyma tam widza za zakładnika, w kapitalny sposób budując napięcie i prowadząc postać. Nakręceni w 2009 roku „Wrogowie Publiczni” z Deppem może nie przeszli do klasyki gatunku, ale również stanęli na wysokości zadania. Na tle tych produkcji „Pakt z diabłem” to film odczuwalnie słabszy, nudniejszy, bardziej schematyczny i przewidywalny.

Jasne, po raz kolejny można napisać, że to wina reżysera-wyrobnika. Po raz kolejny można stwierdzić, że autor plecie głupoty, a Depp lada moment rozwinie skrzydła i wróci do dawnej, niepowtarzalnej, świetnej formy. Już za chwilę, już w następnej produkcji. Jest tylko jeden malutki problem. Następnym wysokobudżetowym filmem z czarującym Amerykaninem będą… kolejni „Piraci z Karaibów”.