REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV
  4. Seriale

Pilot „Fear the Walking Dead” trzyma poziom. Serial ląduje na mojej jesiennej liście

Czekając na szósty sezon „The Walking Dead”, dałem szansę pilotowi nowej produkcji AMC. Osadzone w tym samym uniwersum „Fear the Walking Dead” wnosi to, czego brakuje uwielbianemu przez miliony serialowi o przygodach Ricka i jego drużyny – powiew świeżości.

Fear the Walking Dead z miejsca ląduje na jesiennej liście hitów
REKLAMA
REKLAMA

To bardzo dziwna perspektywa, oglądać serial z „Walking Dead” w tytule, bez zrujnowanych miast i splądrowanych miasteczek w tle. Dzieci chodzą do szkoły. Rodzice zarabiają na życie w pracy. Kursują autobusy, sklepy są czynne, działa Internet oraz telefonia komórkowa. Mając w pamięci sceny z czysto post-apokaliptycznego czwartego sezonu „The Walking Dead”, to niemal zupełnie inny świat.

Fear the Walking Dead 7

„Fear the Walking Dead” stara się być tak odmienne od pierwszej produkcji AMC, jak to tylko możliwe.

„The Walking Dead” pokazuje świat po tym, jak przez miasta, miasteczka i wsie przetoczyła się plaga zombie. „Fear” tłumaczy z kolei, co było przed tym. Pierwsze symptomy. Pierwsze zarażenia. Pierwsze zabójstwa i pierwsze wybuchy zbiorowej paniki. Widzimy dobrze naoliwione, działające i poukładane społeczeństwo, dokładnie takie jak za oknem. Ono dopiero zaczyna drżeć w posadach – następują pierwsze tąpnięcia, ale to wciąż za mało, żeby zmienić codzienny tryb życia w Los Angeles.

No właśnie. Miasto Aniołów. Zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych to zupełnie nowe miejsce na serialowej mapie AMC, w którym swojej nogi nie postawił żaden z dotychczasowych bohaterów „The Walking Dead”. Co za tym idzie, serial wprowadza do fikcyjnego uniwersum zupełnie nowe postacie, nieznane ani miłośnikom pierwszego widowiska telewizyjnego, ani czytelnikom komiksów Kirkmana. I to jest w „Fear the Walking Dead” najlepsze.

Fear the Walking Dead 6

W przypadku „The Walking Dead” scenariusz w pewnej pokręconej formie pokrywa się ze znacznie bardziej brutalnymi i dosadnymi komiksami. Można przewidzieć, co wydarzy się dalej.

Z „Fear the Walking Dead” jest zupełnie inaczej. AMC startuje z całkowicie czystą kartą i tylko od producentów i scenarzystów zależy, jak rozwiną niezwykle dochodowe uniwersum na licencji Kirkmana. Dzięki takiemu zabiegowi nie mamy bladego pojęcia kto przeżyje, kogo dorwą zombie, kto przejdzie metamorfozę, kto się w kim zakocha i tak dalej. To jak oglądanie Gry o Tron bez znajomości książek – jest o wiele ciekawiej.

W kalifornijskim powietrzu unosi się ta ledwo wyczuwalna atmosfera nieuchronnej katastrofy. Od pierwszej sceny pierwszego epizodu producenci permanentnie pompują napięcie, nawet bez żadnych zombie na ekranie. Fani komiksów wiedzą, że lada moment rozpęta się piekło na ziemi, że wszystko co osiągnęli bohaterowie runie jak domek z kart, co skutecznie wykorzystują producenci. Ci bawią się z widzem w kotka i myszkę, jedynie odwlekając to, co nieuniknione.

Fear the Walking Dead 8

Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się obsada, która wyrośnie na czołowych bohaterów nowej serii AMC.

Narzeczeni Travis Manawa oraz Madison Clark nie prezentują się wyjątkowo ciekawie. Co innego ich latorośl. Nastoletnia piękność Alicia Clark może przykuwać do ekranu enigmatycznością i powściągliwością. Ćpun Nick Clark jest z kolei wszystkim tym, czego zabrakło nastolatkom z oryginalnego „The Walking Dead” – posiada energię, chęć do działania i natychmiastowy refleks, a także silny instynkt przetrwania.

Producenci ciekawie dobrali przyszłe gwiazdy gnijącego uniwersum. Obserwowanie poczynań aktorów w pilocie było naprawdę przyjemne. Zabrakło irytujących postaci, od których pęka w szwach „The Walking Dead”. W dobrze rozpisanych indywiduach drzemie spory potencjał i z chęcią już teraz przeskoczyłbym o kilka sezonów do przodu, chcąc zobaczyć zmiany, jakie dokonają się na charakterze i postawie nowej grupy ocalałych.

REKLAMA
Fear the Walking Dead 5

Czy „Fear The Walking Dead” odróżni się od oryginalnego „The Walking Dead”? Śmiem wątpić. Pomimo innej otoczki, to w zasadzie bliźniacze produkcje. Dostajemy jeszcze więcej tego samego. Dodatkowy kawałek ciasta, na który nie każdy był przygotowany. Niektórym może wyjść on bokiem, ale jestem przekonany, że większość fanów survival-horrorów jedynie zatrze ręce z podekscytowania i poprawi się na krześle. Jest dobrze.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA