1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

"Mad Max: Na drodze gniewu" to prawdziwe arcydzieło gatunku - recenzja sPlay

Panie i panowie, przed wami najlepszy film tego roku - "Mad Max: Na drodze gniewu". Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dobrze bawiłem się w kinie i nie pamiętam innego seansu, który publiczność na koniec nagrodziłaby brawami.

Mad Max: Na drodze gniewu to prawdziwe arcydzieło gatunku - recenzja sPlay

"Mad Max: Na drodze gniewu" to dzieło totalne, w którym zachwyca dosłownie każdy element. To ostra, postapokaliptyczna jazda bez trzymanki od pierwszej do ostatniej sceny. Po przedpremierowych zapowiedziach i zwiastunach spodziewałem się udanego widowiska, ale nigdy bym nie przypuszczał, że George'owi Millerowi po trzydziestu latach od realizacji "Pod kopuła gromu" uda się stworzyć coś tak doskonałego.

Nie wiem, czy nowy "Mad Max" jest lepszy czy gorszy od trylogii z Melem Gibsonem, ale po prawdzie nie ma to znaczenia.

Trudno porównywać ze sobą filmy, które dzieli taki szmat czasu. Choć "Na drodze gniewu" utrzymane jest w nieco innej konwencji, ma zdecydowanie większy budżet i powstało w innej epoce, czuć tu ducha "Wojownika szos" i na tym - jeśli chodzi o porównania - pozwolę sobie poprzestać.

mad max na drodze gniewu

Rzeczy zaczyna się od schwytania Maksa Rockatansky'ego przez bandę trepów Immortana Joe'ego, władcy Cytadeli - ostatniego bodaj zielonego zakątka postapokaliptycznych pustkowi. Prześladowany przez demony przeszłości Max ma być od teraz dawcą krwi dla żołnierzy Joe'ego. Szansa na wydostanie się z niewoli nadarzy się, gdy Cesarzowa Furiosa uprowadza potężny, bojowy pojazd wraz z cennym ładunkiem i usiłuje przedrzeć się przez pustkowia, by uwolnić się spod jarzma tyrana. Ten jednak nie zamierza łatwo odpuścić, zwołuje wszystkie okoliczne bandy i wyrusza w pościg.

mad max na drodze gniewu 2

Jest intensywnie już od pierwszej minuty i nawet na moment nie zwalnia tempa.

"Mad Max: Na drodze gniewu" po brzegi wypchany jest akcją - pościgami, w których udział biorą fantastyczne pojazdy, strzelaninami, mordobiciami i efektownymi wybuchami. Wszystko to w oparach cudownego, komiksowego campu.

Czuć tu pasję i uwielbienie Millera do tego gatunku, a także głębokiego zrozumienie potrzeb i oczekiwań jego odbiorców. Każdego fana post-apo ogarnia dzika euforia na widok wszystkich tych totalnie odjechanych maszyn, strzelającej ogniem gitary i mechanicznej ręki Furiosy. Rewelacyjnie skonstruowani są wszyscy bohaterowie, celowo przerysowani, którym udało się poświecić dość miejsca w tym szalonym, nieustającym pościgu, by mogli zaprezentować swoją osobowość i w których nie sposób się nie zakochać.

mad max na drodze gniewu

Cudowne jest też to, że praktycznie nie ma tu bezsensownego patosu, choć w wielu scenach mógł się pojawić.

Max też nie jest ostatnim rycerzem w lśniącej zbroi, a jego sojusz z Furiosą opiera się początkowo wyłącznie na fakcie, że oboje wzajemnie się potrzebują. Dopiero z czasem pojawia się między nimi zaufanie, może nawet jakaś sympatia, ale też nie znajdziecie tu żadnej ckliwości i kiełkującej historii miłosnej.

Wybitny jest soundtrack, wykorzystujący dźwięki otoczenia, choć w oderwaniu od filmu nie robi aż takiego wrażenia. W ogóle pod względem technicznym to świetne widowisko, jest tu dosłownie wszystko, czego potrzeba do szczęścia: obłędne ujęcia, popisowy montaż, wyrafinowana scenografia i charakteryzacja...

Nawet jeżeli bardzo by się chciało, nie ma się do czego przyczepić.

"Mad Max: Na drodze gniewu" to widowisko niezwykle emocjonujące, w którym nie ma ani czasu ani miejsca na zbędne pogaduszki. Nawet większość dialogów odbywa się w trakcie scen akcji.

Nie sposób się tu nudzić, a z dość prostego pomysłu na film Miller i jego ekipa wycisnęli wszystko, co się dało.

To film nieco pulpowy, mocno komiksowy, który - w swojej klasie - jest dziełem absolutnie wyjątkowym, zasługującym na najwyższą ocenę. Takim, do którego z przyjemnością będę wracał i to z całą pewnością bardzo często. Jeżeli do kina chodzicie tylko raz w roku, to w 2015 wybierzcie "Na drodze gniewu". Nie pożałujcie.