REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

Po „Celebrity Splash” utwierdziłem się w przekonaniu – życie bez linearnej TV jest po prostu lepsze

To już siódmy rok bez linearnej telewizji w moim życiu. Odbiornik służy za drugi ekran, na którym konsumuje wyselekcjonowane treści. Za sprawą poruszenia na portalu społecznościowym dowiedziałem się jednak o nowym programie telewizji Polsat – „Celebrity Splash”. Widząc emocje towarzyszące tytułowi przyłączyłem się do tłumu. Obejrzałem pierwszy epizod nowego show. Po seansie byłem szczęśliwy jak nigdy z rezygnacji oglądania tradycyjnej telewizji. 

Po „Celebrity Splash” utwierdziłem się w przekonaniu – życie bez linearnej TV jest po prostu lepsze
REKLAMA
REKLAMA

O „Celebrity Splash” było głośno już na kilka dni przed premierą pierwszego odcinka. Machina reklamowa Polsatu działała w oparciu o zasadę „o tym programie mówią wszyscy, więc i Ty musisz go obejrzeć”. Bardzo skuteczną zasadę, polegającą na naszym prymitywnym owczym pędzie. Na naszej chęci przynależności do wydarzeń grupowych i wspólnotowych. Widząc skrajnie negatywne opinie o „Celebrity Splash” w sieci społecznościowej postanowiłem na własną rękę dowiedzieć się o co tyle szumu. Oczywiście za pomocą sieci. Z telewizji linearnej zrezygnowałem dobre 7 lat temu.

Polsat zdawał sobie sprawę, że takich jak ja jest więcej. Stąd bardzo prosty dostęp do „Celebrity Splash” za pomocą internetowej platformy IPLA.


Dostałem nie tylko cały pierwszy odcinek, ale również masę wyselekcjonowanych materiałów dodatkowych. Czym prędzej przystąpiłem do oglądania. Nie chciało mi się wierzyć, że nowe show czołowej polskiej stacji telewizyjnej opiera się na skakaniu do wody. Podejrzewałem, że musi za tym stać coś więcej. Może jakieś synchroniczne tańce, podwodne konkurencje, treningi wytrzymałościowe… pomysłów jest przecież od groma.

Ku mojemu przerażeniu faktycznie chodzi o proste skakanie do wody. O tę kilkusekundową czynność, która została rozciągnięta i dopasowana do formy ponad godzinnego show. Tak oto kolejni celebryci skaczą do wody z wybranych przez siebie wysokości, ja z kolei zdałem sobie sprawę jak bezcelowe jest to zajęcie. Doskonale rozumiałem ideę namiętnego tańca. Nawet jazdę na lodzie. Tym bardziej śpiew. To wszystko powrót do rozrywek w czasów sprzed radia i telewizji, które ubarwiały życie widowni. Skakanie do wody… tego jednak nie jestem w stanie pojąć. Po prostu nie potrafię.

„Celebrity Splash” jest flagowym przykładem programu sztucznego, plastikowego, nadętego i zupełnie odrealnionego.

Do teraz mam w pamięci widownię, która gromko klaskała i krzyczała w każdym możliwym momencie. Monolog prowadzącego, ujęcie basenu, ocena skoku przez jury, monolog drugiego prowadzącego, przerwa na reklamy – za każdym razem tłum dosłownie wiwatował na część igrzysk przygotowanych przez Polsat. Przeraża mnie to. Naprawdę nie tak zapamiętałem telewizję sprzed 7 lat. Zdaje się, że przez ten czas zdążyli się zmienić również celebryci. Z uczestników programu znam jedynie Przemysława Saletę. Nie mam pojęcia kim były pozostałe piękne panie oraz dzielni panowie. Tym bardziej nie znam prowadzących, którzy emocjonowali się każdym swoim zdaniem, wyginając kciuki i szczerząc zęby do kamery. Podczas seansu miałem wrażenie, że to zupełnie inny świat. Ani ten realny, ani ten filmowy. Trzeci, bardziej dziki, maksymalnie sztuczny i uwłaczający inteligentnemu widzowi.

Wystarczyło pięć pierwszych minut „Celebrity Splash” abym zapisać połowę kartki „kwiatkami”.

Moje ulubione to:

Dawaliśmy z siebie wszystko, ale przy jednej z prób uderzyłam się własnym kolanem w czoło. Ale było warto – jedna z uczestniczek.
- Brawo dla Oli – odpowiada prowadzący. - To nie będą jakieś tam skoki do wody. To będą sportowe skoki do wody! – instruktor uczestników programu.
- 42 role teatralne, 59 ról filmowych, 33 nagrody i wyróżnienia za kreacje aktorskie. Danuta Stenka! - po wprowadzeniu jurorki „Celebrity Splash” głos zabiera sama aktorka:
- Myślę, że nie trzeba znać się na skokach żeby dostrzec w nich piękno.

To tylko pierwsze pięć, może dziesięć minut. Takich wpadek jest cała masa. Widz będzie się o nie potykał. Będzie się nimi dławił. Będzie kwestionował sensowność każdej z ukazanych scen jak i sensowność całego programu. Na samym końcu widz zada sobie pytanie „kto to właściwie ogląda?!” Po czym dojdzie do smutnej konkluzji – my wszyscy. Niezależnie od motywacji, sam również stałem się trybikiem napędzającym takie szmiry jak „Celebrity Splash”. Pierwszy i ostatni raz.

Zabrzmię jak osoba która na nowo odkryła koło, ale życie bez linearnej telewizji naprawdę jest lepsze.

Celebrity Splash 3

W dzisiejszych czasach dostęp do ciekawych treści za sprawą Internetu jest powszechny i naturalny. Różnica polega na tym, że to my wybieramy co chcemy obejrzeć i kiedy nam to odpowiada. W moim rodzinnym domu telewizja stała się kolejnym członkiem familii – jest włączona od rana do wieczora. Bez znaczenia na kanał, program czy pasmo reklam. Byle coś grało w tle, byle cisza nie wygrała z medialnym, produkowanym masowo chłamem. Zrezygnowanie z linearnej telewizji pozwala zapomnieć czym są reklamy. Oczywiście nie da się od nich odciąć całkowicie, lecz zamiana 30-minutowego bloku spotów na 2-minutowe przerywniki jest olbrzymią korzyścią. Osoby korzystające z telewizji za pomocą sieci uczą się szacunku dla własnego czasu. Uczą się doceniać produkcje wartościowe i uczą się dokonywać selekcji na ofertę wartościową i bez żadnej wartości.

Przestaje mieć znaczenie, żeby COŚ było włączone. Liczy się CO. Znowu zaczynamy zwracać uwagę na samą treść. Dopiero po rzuceniu papierosów zdałem sobie sprawę jak wielkim niewolnikiem przemysłu nikotynowego byłem. Możecie drwić z tego porównania, ale tylko po wielomiesięcznym odpoczynku od linearnej telewizji odkryjecie, jak bardzo przywiązani i uzależnieni od niej byliście. Tak było w przypadku moim, moich znajomych i ich rodzin. Współcześnie coraz mniej młodych rodzin decyduje się na linearną telewizję, pomimo olbrzymich odbiorników w salonach. Zupełnie mnie to nie dziwi. Dopiero po takim detoksie naprawdę czuć jak tragiczne są programy pokroju „Celebrity Splash”.

Celebrity Splash 2
REKLAMA

Oczywiście nawet bez tej perspektywy większość osób może stwierdzić, że nowe show Polsatu sięgnęło dna.

Jednak dopiero zmiana przyzwyczajeń w obszarze konsumpcji mediów pozwala na szacunek dla własnego czasu, a w rezultacie nie oglądanie kolejnych odcinków. Trzeba zaznaczyć, ze nawet chłonięcie „Celebrity Splash” ze świadomością miałkości tego show jedynie napędza machinę. Produkuje kolejne gnioty. Kiedy więc znowu zadacie sobie pytanie dlaczego nasza telewizja wygląda jak wygląda, zastanówmy się nad tym, ile odcinków „Celebrity Splash” „dla żartu” zdążaliśmy już pochłonąć.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA