1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube
  4. Seriale

„Haphead” to serial YouTube o grach wideo przyszłości. Tradycyjne media mogą być jednak spokojne

Na YouTube można znaleźć kilka całkiem spektakularnych seriali stworzonych tylko i wyłącznie z myślą o internetowej dystrybucji. Najbardziej znanym tego typu projektem jest chyba „Mortal Kombat: Legacy”. Kosztujące 30 tysięcy dolarów „Haphead” każe mi się jednak zastanowić, czy w takich serialach drzemie jakiś potencjał i czy mają one szansę konkurować z hitami linearnej telewizji.

„Haphead” to serial YouTube o grach wideo przyszłości

„Haphead” może obejrzeć każdy z was, całkowicie bezpłatnie i za pośrednictwem popularnej platformy YouTube. To właśnie z myślą o szerokim dostępie do internetowej widowni powstała produkcja, której rzutem na taśmę udało się uzbierać 30 tysięcy dolarów. Całkiem spora suma, która w teorii powinna odróżnić „Haphead” od reszty darmowych, sieciowych seriali. Nie do końca tak jest, co zmusza mnie do zastanowienia się nad opłacalnością inwestycji w pół-profesjonalne seriale trafiające na YouTube.

Nie zrozumcie mnie źle – „Haphead” jest serialem bardzo ciekawym i na pewno warto obejrzeć chociaż pilotażowy odcinek.

Kiedy jednak pomyślę, że wielu mecenasów ten inwestycji wpłaciło na konto producentów swoje oszczędności, zastanawiam się, czy sam również byłbym w stanie to zrobić. Oczywiście moja perspektywa jest ściśle związana z polskimi realami. Na szeroko rozumianym Zachodzie wsparcie ciekawych projektów na platformach crowdfundingowych nie wiąże się z przesadnymi obciążeniami finansowymi. Nie od dzisiaj wiadomo, że kultura tworzy się tam, gdzie jest pieniądz. Czuję jednak, że gdybym sam wsparł „Haphead” na Kickstarterze, byłaby to raczej moja ostatnia inwestycja w seriale internetowe.

Naprawdę nie chodzi o to, że „Haphead” jest złe. Nie jest. Prawdę mówiąc bardzo pozytywnie zaskoczyłem się grą aktorską. Efekty specjalne i powtarzalne zdjęcia to już inna para kaloszy, niemniej pierwszy efekt jest jak najbardziej na plus. Problem polega na tym, że „Haphead” dzieli od innych seriali science-fiction niesamowita przepaść. Lata świetlne. Seriale produkowane przez tradycyjne, długo-obecne na rynku medialne podmioty uległy niesamowitej profesjonalizacji. „The Walking Dead”, „Lost”, „Agent Carter”, nadchodzący „Daredevil” od Netfliksa – wszystko to wysokobudżetowe hity, które zjadają na śniadanie takie produkcje jak „Haphead”.

No i dochodzimy do sedna zagadnienia.

O ile na przykład książki czy gry niezależne potrafiły odnaleźć swoje miejsce w nowoczesnym świecie, z serialami nadal jest problem. Po części jest to zapewne wina niekonwencjonalnej dystrybucji, po części konieczności posiadania odpowiednich zasobów – zarówno w pieniądzach, ale również ludziach i bardzo drogim sprzęcie. Zgaduję, że punkt wyjścia dla finansowanego oddolnie serialu science-fiction jest znacznie większy niż próg wyjścia dla gry niezależnej. To właśnie problem, który bardzo ciężko przeskoczyć, o ile jest to w ogóle możliwe.

Trzymam kciuki za projekty pokroju „Haptec” i naprawdę zachęcam do obejrzenia pilotażowego odcinka (a także 3 kolejnych) na oficjalnym kanale twórców. Mimo tego zastanawiam się, czy kiedykolwiek zobaczę finansowany oddolnie serial, który zrobi na mnie autentyczne wrażenie. Taki, który pozostawi mnie bez słów. Póki co pozostaję sceptyczny.