1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Największe filmowe rozczarowania roku 2014 [TOP 12]

Największe filmowe rozczarowania roku 2014 [TOP 12]
118 interakcji
dołącz do dyskusji

Rok 2014 przyniósł nam wiele wyczekiwanych od lat tytułów. Niestety, część z nich okazała się nie warta ani naszych pieniędzy, ani naszego czasu. Największe rozczarowania filmowe roku 2014 to te produkcje, które przed seansem dały nam nadzieję na wspaniale spędzone godziny pełne wrażeń i emocji. To te filmy, które swoją obsadą, tematyką czy zwiastunem podbiły nasze serca, by potem pozbawić nas pieniędzy, godności i wiary w kinematografię. Przed wami kilkanaście tegorocznych wpadek filmowych. 

W tym zestawieniu nie znajdziecie ani jednego filmu polskiego. Stało się tak z prostej przyczyny - rok 2014 był dla polskiego kina wyjątkowo łaskawy - mieliśmy szansę obejrzeć kilka naprawdę dobrych filmów, np. "Pod Mocnym Aniołem", "Hardkor Disko" czy "Bogowie". Część z rodzimych produkcji wzbudziła w większości bardzo ambiwalentne uczucia, np. jak wspomniane już "Hardkor Disko" czy jeden z najgłośniejszych polskich filmów tego roku, "Miasto 44". Jeśli zaś inne polskie obrazy były kiepskie, jak np. "Obietnica" czy kilka komedii romantycznych, których tytułów nie warto nawet pamiętać, nie znalazły się na tej liście z jednego powodu - oczekiwania w stosunku do nich były wprost proporcjonalne do tego, co dostaliśmy. A jeśli spodziewamy się czegoś złego i to dostajemy, nie można tego nazwać rozczarowaniem.

Część z tych filmów, które znajdziecie poniżej nie jest po prostu zła. Kilka z nich to nawet jedne z największych hitów roku 2014. Znalazły się tutaj dlatego, ponieważ zawiodły na jakiejś płaszczyźnie i to rozczarowanie w pewnym sensie przysłoniło całkowite zadowolenie z produkcji.

Wilk z Wall Street (polska premiera: 03.01.2014)

Wilk z wall street

Dlaczego Leonardo DiCaprio znowu nie dostał Oscara? Bo zagrał w "Wilku z Wall Street". Miał być hit, miało być śmiesznie, wspaniale i światowo. Dostaliśmy za długi film, podczas którego każdy normalny człowiek zasnął (true story), bazarowy humor i przeciągane sceny nie wnoszące nic do fabuły. Nie jest tak, że tego filmu nie da się oglądać, ale oprócz interesującej prawdziwej historii, o którą fabuła została oparta, nie znajduję w nim nic naprawdę ciekawego. Dobry film to taki, który po skończonym seansie masz ochotę odpalić drugi raz. Nawet jeśli nie od razu, to taka myśl kiełkuje po tym, jak zobaczyłeś napisy końcowe. Niech rekomendacją dla "Wilka z Wall Street" jako jednego z najgorszych filmów roku 2014 będzie to, że nigdy, przenigdy nie mam ochoty go drugi raz oglądać. Już wycierpiałam swoje, teraz wasza kolej. Jedyną zabawną sceną, którą zapamiętałam, była ta z udziałem Matthew McConaughey. Ale to Matthew. Jemu wszystko wolno, nawet grać w "Wilku z Wall Street".

Złodziejka książek (polska premiera: 31.01.2014)

Złodziejka książek

Ktoś, kto nie czytał książki Markusa Zusaka prawdopodobnie zostanie tym filmem oczarowany. Jednak wszyscy ci, którzy zetknęli się z powieścią o tym samym tytule, poczują, że ktoś ich oszukał. Film ucina niektóre wątki fabularne, które nadają prawdziwą głębię tej opowieści. Język filmowy rządzi się własnymi prawami, ale pozbawienie produkcji niektórych scen zwyczajnie sprawiło, że jest ona uboższa. Uboższa od książki. Niezrozumiały jest też dla mnie zabieg językowy, jaki stosują twórcy filmu. A mianowicie, aktorzy mówią po angielsku z niemieckim akcentem (rzecz dzieje się w Niemczech i główni bohaterowie są Niemcami), wtrącając co jakiś czas niemieckie określenia. Brzmi to naprawdę kuriozalnie i zwyczajnie utrudnia oglądanie filmu. Po lekturze książki jestem na nie.

American Hustle (polska premiera: 31.01.2014)

americanhustle3

Kolejna szmira z wielkimi nazwiskami. Jedynym elementem tego filmu, który faktycznie jest wart uwagi to rola Jennifer Lawrence, która wciela się w szurniętą babkę o imieniu Rosalyn. Ani Christian Bale, ani Bradley Cooper nie pomogli tej produkcji stanąć na nogi. 10 nominacji do Oscara to dla mnie smutny żart, który doskonale obrazuje to, o czym mówi się od dawna - ta statuetka przestała mieć prawdziwe znaczenie. Fabuła "American Hustle" ciągnie się jak makaron, film jest do granic możliwości nudny (druga drzemka w tym roku w trakcie seansu zaliczona) i chaotyczny. Absolutnie nic, oprócz Lawrence, nie przyciąga uwagi. Nie interesuje cię ta historia, nie interesują cię ci bohaterowie. Nie interesuje cię ten film. Najbardziej nijaka produkcja roku 2014.

 Snowpiercer: Arka Przyszłości (polska premiera: 11.04.2014)

snowpiercer-5

"Wspaniały!", "Arcydzieło!" - takie hasła można przeczytać na plakacie reklamującym film. Po zobaczeniu zwiastuna, przeczytaniu, o co chodzi w fabule i skonstatowaniu, że to Chris Evans, który jest tu nie do poznania, gra rolę główną, zacierałam łapki. Niestety, już pierwsze minuty filmu przyniosły mi rozczarowanie. Tak sztampowej historii i bohaterów nie widziałam już chyba od dawna. Po zaliczeniu trzeciej drzemki w tym roku podczas seansu, stwierdzam, że hype jaki narósł wokół tego filmu, był całkowicie zbędny. "Snowpiercer..." to produkcja do zapomnienia, fabuła, która właściwie nie emocjonuje, bohaterowie, którzy w ogóle cię nie obchodzą. Kiedy oglądasz naprawdę dobry film, gryziesz paznokcie z obawy, że coś stanie się twoim ulubionym postaciom. Tu mogliby wszyscy zginąć, a ja obróciłabym się na drugi bok. Nic ciekawego, chociaż efekty specjalne rzeczywiście potrafią być miłe dla oka.

Gwiazd naszych wina (polska premiera: 06.06.2014)

gwiazd naszych wina

To był hit, wiem. Temu filmowi niezaprzeczalnie należy się uznanie z jednego powodu - rozpropagował w Polsce literaturę młodzieżową autorstwa Johna Greena. Ale na tym koniec. Powtórzę to, co napisałam przy "Złodziejce książek", kto czytał książkę, poczuje się rozczarowany. Nie o to chodzi, że to jest straszny film i porównując go do innych, które znajdują się w tym zestawieniu, będziemy niesprawiedliwi, mówiąc, że jest on z nimi na tym samym poziomie. Bo tak nie jest. Ale niestety bohaterowie z filmu, nie dorównują tym z kart powieści. Filmowa "Gwiazd naszych wina" nie ukazuje wszystkich wątków bądź je spłyca, co w efekcie sprawia, że otrzymujemy dość uładzoną wersję, którą można podsumować stwierdzeniem: "piękny, łzawy romans". A powieść Greena nie zasługuje na takie proste określenie. Adaptacja to trudna sztuka i nie każdemu się udaje. W tym wypadku wyszło średnio.

Transformers: Wiek zagłady (polska premiera: 27.06.2014)

transformers wiek zagłady lockdown

"Transofmers..." to pigułka twórczości Michaela Baya, gdzie wybuchnąć może nawet przelatujący gołąb, a od scen akcji dostać można oczopląsu. Do tego ten scenariusz z przewidywalną akcją i okropnie idiotycznymi momentami z drugoplanowymi bohaterami. Z całej obsady tylko Wahlberg dawał radę, podczas gdy reszta stroiła głupie miny i przypominała swoim realizmem bardziej Muppety niż prawdziwych ludzi. Na siłę wciśnięto wątek miłosny oraz żarty, które były wyjątkowo niskich lotów. Cały film wygląda, jakby powstał tylko po to, by  zrobić miejsce na kolejne wybuchy. Zdecydowanie nie ma czego polecać.

Lucy (polska premiera: 14.08.2014)

lucy 2014 recenzja

Lucy to przekombinowane kino akcji, do którego Luc Besson starał się dodać pseudofilozoficzne podłoże z rodzaju "dokąd zmierza ludzkość, jak potoczy się jej rozwój". Co koniec końców wyglądało po prostu tak, jakby rodzeństwo Wachowskich postanowiło nakręcić "Matrixa", tyle że dla Discovery, dodając wstawki dokumentalne z szympansami. Niestety, nawet aktorsko ten film się nie broni, ponieważ... po prostu nie było czego grać. Filmu Bessona nie ratuje nawet sex appeal Scarlett Johansson, ani dobroduszna twarz Morgana Freemana. Po prostu kolejny niewypał, o którym trzeba jak najszybciej zapomnieć.

Magia w blasku Księżyca (polska premiera: 22.08.2014)

magia-w-blasku-ksiezyca

Po prostu jest średnio, a od Allena chciałoby się wymagać nieco więcej. Zgarbiony nowojorczyk kręci chyba za dużo filmów, bo jego twórczość ostatnimi czasy zaczyna przypominać jakąś sinusoidę. "Magia w blasku Księżyca" choć jest lepsza od "Zakochanych w Rzymie" czy "Poznasz przystojnego bruneta" nie umywa się do "O północy w Paryżu" czy "Blue Jasmine". Aktorsko nie jest nawet najgorzej dzięki Colinowi Firthowi i Emmie Stone, ale całość nie powala. Czegoś tu zabrakło. Można mieć tylko nadzieję, że następnym razem Woody Allen stworzy coś jeszcze lepszego niż "Blue Jasmine", skoro nie umie trzymać się linii prostej.

 Boyhood (polska premiera: 29.08.2014)

boyhood ellar coltrane

Doceniam ten filmowy eksperyment i możliwość śledzenia przez cały film tych samych aktorów, którzy zmieniają się i dorastają na naszych oczach. Doceniam twórczą pracę przez 12 lat. Ale niestety, "Boyhood" oprócz tej oryginalności nie daje nam nic innego. Sama historia, której jesteśmy świadkami, te rozstania, powroty, pierwsze pocałunki są wszystkim tym, co już znamy. Problemem jest też długość filmu - momentami akcja okropnie się wlecze i chcielibyśmy, aby bohaterowie i wydarzenia dostali małego kopa. Tak się jednak nie dzieje. "Boyhood" ostatecznie nie męczy i w pewien sposób ujmuje, ale prawda jest taka, że zapomnielibyśmy o nim chwilę po seansie, gdyby nie to, że grają w nim te same twarze, które mamy okazję zobaczyć w różnym wieku.

Zostań, jeśli kochasz (polska premiera: 12.09.2014)

zostań jeśli kochasz 1

Po zwiastunie spodziewałam się naprawdę czegoś interesującego. Dostałam ckliwą historyjkę z morałem tak naiwnym, że mógłby poruszyć chyba tylko szesnastolatki i starsze kochane panie. Podczas seansu pozostało mi więc siedzieć i przewracać oczami. Wszyscy bohaterowie są stereotypowi do bólu, poczynając od głównej bohaterki, a kończąc na jej rodzicach. Klisza aż bije po oczach i człowiek się męczy. Gdyby twórcy pokusili się o coś, co sprawiłoby, że wszystko nie byłoby takie proste, jak dodawanie dwóch do dwóch, być może wyszłoby coś zjadliwego. Tak jest zbyt patetycznie i naiwnie.

Interstellar (polska premiera: 07.11.2014)

interstellar

Z jeden strony byłam oczarowana, a z drugiej... po prostu rozczarowana. Kosmos został przedstawiony fenomenalnie i za to Christopherowi Nolanowi należy się najwyższa nota. Jeśli jednak chodzi o fabułę tutaj pojawia się parę zgrzytów. Część postaci wypada nieprzekonująco i wydaje się zbędna. A morał, który wysnuwa się z filmu... cóż, mógłby konkurować z tym z "Zostań, jeśli kochasz". Mam bardzo ambiwalentny stosunek do "Interstellar", rządzą mną skrajne emocje. Tak po prawdzie to film Nolana powinien znaleźć się w największych rozczarowaniach i jednocześnie najlepszych filmach 2014 roku.

Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1. (polska premiera: 21.11.2014)

igrzyska śmierci kosoglos katniss

Długo czekałam na kolejny film o losach Katniss Everdeen, ale to co otrzymałam, nie usatysfakcjonowało mnie. Brak Igrzysk śmierci w trzeciej części "Igrzysk śmierci" okazał się jednak wadą. Dwa poprzednie filmy o Katniss wypadły dużo lepiej i były o wiele bardziej porywające. To były buzujące emocje, strach, gryzienie paznokci. Teraz niestety dostaliśmy taką sobię opowieść o kreowaniu nowej twarzy rewolucji, polityczne przepychanki i kuriozalną scenę, w której główna bohaterka trafia strzałą samolot bombardujący szpital w jednym z dystryktów i tym samym udaje się jej ten samolot unicestwić. Brzmi absurdalnie? Bo takie jest, w istocie. "Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1" nie zraziły mnie do serii filmów na podstawie twórczości Collins, ale nieco ostudziły mój zapał. Na pewno zobaczę ostatnią część przygód Katniss, ale tym razem podejdę do niej nieco bardziej ostrożnie i z większym dystansem.