1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

"Sonic Highways" - świetny dokument nie tylko dla fanów Foo Fighters. Recenzja sPlay

„Sonic Highways” – świetny dokument nie tylko dla fanów Foo Fighters. Recenzja sPlay

Przy okazji nagrywania płyty "Sonic Highways" i zarazem świętowania 20-lecia powstania zespołu, muzycy postanowili wybrać dosyć niespotykany sposób zbierania materiału na krążek. We współpracy z HBO, zespół z Seattle nakręcił serial dokumentalny, którego miejscem akcji jest osiem miast odpowiadających ośmiu piosenkom na płycie. W każdym miejscu (od Chicago po Nowy Jork) nagrywany był utwór, który swoim klimatem sięgał do historii danego miasta. Ciekawe jednak jest to, że "Sonic Highways" nie jest serialem o Foo Fighters, nie jest nawet serialem o powstawaniu płyty, to po prostu dobrze opowiedziany dokument o historii amerykańskiej muzyki, w którym przewodnikiem jest Dave Grohl.

Muzyczna przygoda zaczyna się w Chicago, mekce wszystkich bluesmanów i emigrantów chcących zarobić wielkie pieniądze w świeżo rozwijającej się metropolii. Grohl zaczyna swoją opowieść, wychodząc od własnych doświadczeń związanych z miastem, jednak nie pozostaje przy nich długo. Przeciera zaledwie szlak, aby usadowić widza w bezpiecznej pozycji podróżnika w czasie i szybko przechodzi do prawdziwych gwiazd "Sonic Highways", czyli lokalnych muzyków tworzących chicagowską scenę. Narodowościowy tygiel, którym Chicago niewątpliwie jest, miał swój wpływ na muzykę, do której rozwoju szczególnie przyczynili się przybywający z Nowego Orleanu czarnoskórzy bluesmani.

Serial nie podąża jednak jednym torem, skręca i wije się, prowadząc przez różne czasy jednocześnie. Muzycy bluesowi opowiadają o swoich korzeniach, ale obok nich zaraz pojawiają się punkowcy wspominający rodzący się w latach 70-tych nowy nurt, znienawidzony przez metalowców. Jednym z legend tego środowiska jest Steve Albini, producent, ale także członek punkowej grupy Big Black. Grohl z nieukrywaną przyjemnością wspomina Albiniego jako swojego guru, z którym miał możliwość nagrywać "In Utero" Nirvany. Do narracji przyłącza się później także producent, który opowiada o swoich losach w wielkim mieście i swojej drodze do osiągnięcia upragnionego celu. Padają nazwy takich zespłów jak Cheap Trick, Naked Raygun i Shellac.

sonic highways

Opowieści muzyków przeplatają się i chociaż dotyczą innych okresów, to łączą się w jedną spójną całość. Pod względem prowadzenia fabuły, "Sonic Highways" stoi na naprawdę wysokim poziomie. Zawsze uwielbiałem muzyczne dokumenty, ale przyznać, że ten serial ze swoim zdecentralizowanym podejściem mnie zachwycił. Poznajemy losy ludzi, których przeciętne głowy nie kojarzą i których pewnie nigdy by nie poznały, gdyby nie starania Grohla. Lokalne legendy mają o swoim mieście wiele do powiedzenia, a ich spersonalizowany sposób opowiadania bezpośrednio łączy nas z opisywanymi wydarzeniami. Od bohaterów czuć szczerość, która raz objawia się w pięknej historii od pucybuta do milionera (jak w przypadku Buddy'ego Guya), a następnie jako mozolne torowanie sobie drogi (co miało miejsce u Albiniego) do sukcesu.

W międzyczasie, Grohl wplata w to wszystko własne wspomnienia, w przypadku Chicago rodzinną historię, czyli pierwszy kontakt z punk rockiem, który przyczynił się do ukształtowania go jako muzyka. Wraz z rozwojem fabuły, akcja podąża śladami rozwoju miejscowych wytwórni i sklepów z płytami, które de facto przyczyniły się do rozkwitu chicagowskiego rynku muzycznego. W żadnym momencie serialu nie ma się ochoty przewijać paska postępu, ponieważ nie chce się nic stracić żadnej z historii. Wszystkie elementy muzycznej układanki pasują do siebie i się zazębiają. Wspaniale się tego wszystkiego słucha, szczególnie w czasach, kiedy powstają programy typu talent show i mało kto chodzi do innych muzyków czy wytwórni, błagając o odsłuchanie autorskiej demówki.

sonic highways serial

Teraz wielu wystarczy stworzenie własnego fanpage'a, eksportowanie pliku na YouTube albo zrobienie skandalu żeby zaistnieć, a "Sonic Highways" pokazuje tę oldschoolową, trudną drogę stawania się (lokalną) gwiazdą. Naturalność  bohaterów aż bije po oczach. Z rozrzewnieniem wspominają oni stare (dobre) czasy, gdy hulali po scenach, drąc się wniebogłosy. Były to także lata, w których idąc do sklepu z płytami mogło się usłyszeć parę gorzkich słów na temat muzyki, której się słucha. Poprawność miała mniejsze znaczenie, a o "hejtowaniu" nikt wtedy nie słyszał. Na koniec zostawiona jest mała niespodzianka dla fanów Nirvany, a także krótkie podsumowanie tłumaczące tytuł piosenki Something from Nothing i całej chicagowskiej sceny muzycznej. Jeżeli szukacie odpoczynku od typowych seriali telewizyjnych, lubicie dowiedzieć się czegoś o muzyce, to wpadajcie szybko na HBO GO. Godziny spędzonej z "Sonic Highways" na pewno nie będziecie żałować.