1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

"American Horror Story" goni własny ogon

„American Horror Story” goni własny ogon

Po siódmym odcinku "American Horror Story: Freak Show" stwierdzam, że koncepcja Ryana Murphy'ego już się wyczerpała. Seria nie ma mi już absolutnie nic do zaoferowania, jeśli jej twórca wciąż będzie kopiować własne pomysły. Zostały jeszcze cztery epizody najnowszego sezonu, ale zapowiedź powrotu Lily Rabe i połączenie światów ze wszystkich serii nie zmieni tego, że "American Horror Story" zaczęło gonić własny ogon.

Wydaje mi się, że nadszedł ten moment, w którym antologia Murphy'ego przestaje działać. Te same twarze na ekranie zaczynają budzić u mnie pewną irytację, a niedługo być może i odrazę. Recykling wątków i postaci nuży, a "Freak Show" powoli brakuje już pary. Poza kolejnymi morderstwami, "American Horror Story" nie ma właściwie już nic do zaoferowania. Dlaczego? Ponieważ serialowi brakuje elementu, który przyciągałby widza na stałe. Niestety, piosenki wykonywane przez aktorów (nawet tak dobre jak cover Come As You Are) wcale nie pomagają.

American Horror Story: Asylum

Spójrzmy na pierwszy sezon ("Murder House"), w moim mniemaniu najlepszy z całego cyklu, gdzie centralnym punktem fabuły była rodzina Harmon. Nigdy już później Ryan Murphy, w żadnym kolejnym sezonie, nie zdołał stworzyć postaci, którym widz mógłby faktycznie współczuć, dzielić ich losy i kibicować w obliczu zła. Do tego dochodzi jeszcze nieśmiertelny motyw nawiedzonego domu, z którego nie ma ucieczki. "Asylum", "Coven" i "Freak Show" tylko kopiują te same schematy, ale nie wnoszą nic nowego. Za każdym razem mamy więc szalejącego mordercę o (na całe szczęście) różnych twarzach, Evana Petersa grającego dobrego lecz zagubionego chłopca, Frances Conroy i Sarah Paulson wcielające się w bezbronne bohaterki, które z czasem zyskują siłę i walczą o swoje oraz społeczność, która jest wroga wszelkim aberracjom i dziwactwom.

Najgorsze jednak z tego wszystkiego są bohaterki Jessiki Lange, które (mimo że dobrze zagrane) są identyczne za każdym razem. Lange zawsze wciela się w apodyktyczne, zazdrosne i bezwzględne kobiety. Za czwartym razem ("Freak Show") stało się to już naprawdę nudne. Przecież Lange to aktorka, która potrafi z danej kreacji wycisnąć ostatnie soki, dlaczego Murphy katuje więc widzów ciągle tym samym? Przecież forma "American Horror Story" pozwala scenarzystom na rozwinięcie skrzydeł, a jednak ci cały czas, jak zacięta płyta, "grają" to samo.

american_horror_story_the_complete_first_season_1

Zmiana miejsca i okoliczności nie czyni jednak z nowego sezonu ekscytującej przygody. Może "American Horror Story" wyglądałoby znacznie lepiej, gdyby przynajmniej Murphy skończył z obsadzaniem głównych ról tymi samymi aktorami. Na plus mogę jednak zaliczyć dziwny eksperyment, który twórca serialu zrealizował w "Asylum". Drugi sezon "AHS" przypominał wielki tygiel ze wszelkimi potwornościami, jakie tylko można sobie wyobrazić. Naziści, kosmici, psychopata lubujący się mordowaniu oraz sam Pan Ciemności, który upodobał sobie ciało niewinnej zakonnicy. Wbrew pozorom, ten koncept, przypominający gulasz z mięsnych resztek, wypalił.

american-horror-story-freak-show-image1

Może i "Asylum" nie miało "słodkiej" rodziny Harmonów, ale potrafiło zaskakiwać. Szkoda tylko, że "Freak Show" musi być strasznie wtórne i nie posiada żadnego atutu, który sprawiałby, że "AHS" wciąż dałoby się oglądać. Jeżeli nawet finał sezonu będzie "bombowy" (a takie zapowiedzi widziałem), ale Ryan Murphy nie zmieni podejścia do swojego serialowego dziecka, "American Horror Story" będzie nie do oglądania. Już w tym momencie horrorowa seria przypomina wstęgę Mobiusa i nie ma w sobie nic z oryginalności z 2011 roku.