1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Cleo? Nie, dziękuję, posłucham instrumentali. „Hiper/Chimera”, recenzja sPlay

Cleo? Nie, dziękuję, posłucham instrumentali. „Hiper/Chimera”, recenzja sPlay

Miało być przaśnie, ale na bogato, newschoolowo i oldschoolowo.  Różnorodności tyle, że słuchacz mógłby wydalać z siebie tęczę, zasiadając wcześniej na różowym jednorożcu. Naobiecywał Donatan i słowa dotrzymał, tylko nie wiem, po co mu ta Cleo.

„Hiper/Chimera” to album dwupłytowy, z piosenkami nagranymi z mistrzynią naśladowania Tatiany Okupnik aka Cleo oraz instrumentalami od najczęściej komentowanego polskiego producenta aka Donatana. Autor krążka „Równonoc. Słowiańska dusza” gibał się przy Cleo na wszystkie strony. Z jednej strony ciągnąc gospel i eastcoastowe klimaty, a z drugiej brał się za wiejskie przytupy i elektroniczne beaty. W praktyce oznacza to muzyczny jarmark odpustowy, dla każdego coś miłego.

Tyle, że produkcji Donatana słucha się dobrze. Nie doświadczymy niczego, co wytrze nami podłogę i wyrzuci przez okno, ale talentu rzemieślniczego trudno producentowi odmówić. Instrumentalna część wypada zdecydowanie lepiej niż ta z udziałem grubogłosej Cleo. Niestety, ale maniera i wokalne przepoczwarzanie się naczelnej Słowianki III RP pozbawia mnie chęci do picia za zdrowie naszego wielkiego narodu. Nie Lubimy Robić, Brać i My Słowianie należą do tej części płyty, w której panslawizm się rozhulał na dobre. Folkowe podkłady z udziałem akordeonu mieszają się ze zgrabnie wplecionymi hip-hopowymi samplami. Gdy jednak przebrniemy przez te odgrzewane kotlety słyszane przez każdego Polaka, „Hiper/Chimera” brzmi już ciekawiej.

Nie będę chyba jedynym, który stwierdzi, że hiciory Brać i My Słowianie po prostu się przejadły, dlatego też byłem niezmiernie ciekaw, co oprócz wódeczki i kobiecych piersi duet Donatan/Cleo ma do zaoferowania. Wokalistka śpiewa poprawnie, ma mocny głos, „wyciąga” wszystko jak leci, ale niezmiernie przy tym irytuje. Pół biedy, gdy w kawałkach pojawia się jakiś gość, który przyciąga uwagę. Najgorzej sprawy się mają w balladach z generycznymi tekstami i mało oryginalnymi aranżacjami. Sztorm ani mnie grzał ani ziębił, a w przypadku ballad to efekt raczej mało pożądany.

Znacznie lepiej broni się Papierowy Ład, w którym pierwsze skrzypce gra świetny podkład z mocnym hookem i przemykającymi dźwiękami skrzypiec. Przykro mi tylko, gdy Cleo po raz kolejny atakuje moje biedne uszy swoją manierą. Po przesłuchaniu ¾ płyty na mojej ścianie wisi już tarcza z okładką „Hiper/Chimery”. Sytuacji wcale nie poprawia fakt, że Cleo próbuje w tytułowym kawałku rapować, uderzając w hejterów, tzn. malkontentów, którzy ważyli się powiedzieć złe słowo na temat niesamowitego talentu artystki. Na dobicie moich receptorów słuchowych, Cleo uderza w wysokie dźwięki niczym panie z zawodowego zespołu pieśni i tańca.

Boli, ale na osłodę dostajemy Ten Czas z Bednarkiem, który – o dziwo – brzmi w kawałku Donatana lepiej niż we wszystkim, co do tej pory sam stworzył. Oldschoolowy, trochę pachnący kawałkami OSTR-ego, beat wpada w ucho i przyjemnie je łechta, gdy najsłynniejszy polski wyznawca Jah dołącza swoje zwrotki. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby tylko Cleo się nie udzielała, ale cóż, to w końcu jej płyta…

Jest jednak takie miejsce na „Hiper/Chimerze”, gdzie manieryzm Cleo nie daje powodów do chwytania się za wysokoprocentowe trunki opisywane na płycie. Za przykład niech służy Slavica. Utwór ze swoim newschoolowym klimatem wypada znacznie lepiej niż folkowe My Słowianie. Jeszcze gdyby tak tylko tekst i akcent Cleo nie były tak infantylne, to zacząłbym pstrykać palcami. Cichą Wodę czy B.I.T, czyli absolutnie nijakie produkcje można sobie spokojnie odpuścić i nie zaprzątać nimi głowy.

Podobno Donatan ma zostawić Cleo na jej tratwie i pozwolić jej samej dopłynąć do brzegu. Czekam zatem, jak bez producenckiej ręki mistrza wokalistka sobie poradzi i co pokaże na kolejnej płycie. Może jak zerwie z nałogiem beczenia i nosowego wycia, okaże się, że jej piosenek da się słuchać. Na razie tej pani podziękujemy.