1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Paweł Kukiz śpiewa jak jest i jak było. "Zakazane piosenki", recenzja sPlay

Paweł Kukiz śpiewa jak jest i jak było. „Zakazane piosenki”, recenzja sPlay

Kukiz nie wyśmiewający rzeczywistości to żaden Kukiz, dlatego też prawicowy muzyk wraca z nowym albumem w starym (dobrym) stylu. Z tekstów "Zakazanych piosenek" wylewa się złość, żal, wołanie o odrobinę rozsądku, opamiętania, ale także chęć propagowania własnych idei. Kto oczekiwał, że były wokalista Piersi spokornieje, ten grubo się mylił.

Każda nowa płyta Pawła Kukiza, to dla niego okazja to wyrażenia własnych prawicowych poglądów. "Zakazane piosenki" są właściwie bardziej komentarzem do politycznych wydarzeń (teraźniejszych i przeszłych), niż zbiorem utworów, które mają wpadać w ucho. Muzyka właściwie jest tu na drugim miejscu, czasami kompletnie nie zwraca się na nią uwagi, ponieważ jest taka... "kukizowa". Mamy więc rock, punk, ostre riffy, mocną perkusję, instrumenty dęte i szaleńcze tempo. Wszystkie piosenki zlewają się w jedną całość, ale nie uważam tego za wadę, która sprawia, że "Zakazane piosenki" to album nudny. Z Kukizem właściwie nie sposób się nudzić.

Słuchacz już z pierwszym utworem (Dnia Czwartego Czerwca) wkracza w swoisty, bardzo mroczny świat autora tekstów, który nie stroni od wulgaryzmów i osobistych wycieczek wobec niektórych polityków czy ludzi z polityką związanych. "Banda stolca okrągłego", "moskiewskie pachołki", "zdrajcy z opozycji" - to przykłady mniej przychylnych zwrotów i odniesień do trudnego okresu przemian dla Polski. Nie należę do pokolenia, które ten czas mogłoby pamiętać, ale z tekstu Dnia Czwartego Czerwca wyłania mi się obraz kraju, który został sprzedany, rozgrabiony, a opinia publiczna jest w nim wiecznie manipulowana. Tym samym, Kukiz jawi się tu jako człowiek zmęczony i wielce rozgoryczony, ale jego stan psychiczny łatwo zrozumieć. Po latach walki o wolny kraj i życia marzeniami o wielkich zmianach, szara rzeczywistość okazała się zbyt brutalna.

Te gorzkie słowa to jednak tylko wstęp i budowanie odpowiedniego historycznego zaplecza do dalszej opowieści. Następna piosenka, Nastolatek, czyli Dejavu, łączy przeszłość z teraźniejszością i uświadamia słuchaczowi, że mimo upływu lat i zmiany systemu, nic się właściwie nie zmieniło. O dziwo, Kukiz to chyba jedyny muzyk (obok Kazika), który w bezpardonowy sposób komentuje aktualną sytuację polityczną w kraju. Jasne, zawsze to robił, ale dziwię się, że nikt inny oprócz niego nie czyni tego w podobny sposób. Przynajmniej nikt w mainstreamie - o ile w ogóle takiego określenia mogę użyć wobec Kukiza. Wydaje się, że polityczna zawierucha młodych artystów w ogóle nie interesuje, ale może to i lepiej?

Kukiz w swoich tekstach uderza też w ostracyzm poglądowy, "ciemnogród" i "faszyzm". W piosence Samokrytyka (dla Michnika) w ironiczny sposób bije się w pierś za poglądy odmienne od tych uważanych powszechnie za pożądane. Śpiewa o sobie "jestem moher", "pomyleńcem", "katolem", "wrogiem Unii Europejskiej" i daje do zrozumienia wrogom, że jego prawicowe idee, który mu przyświecają, nie muszą oznaczać jednoznacznej kategoryzacji. Kukiz wyśmiewa podział na świat czarno-biały i dopinanie mu łatki "kołtuna", który nie wpisuje się w nowoczesny sposób myślenia. Następnie w Rozmowach u Sowy dostaje się obecnemu obozowi władzy.

Muzyk nie bawi się w zawiłe metafory, ale stawia sprawę jasno. Otaczają nas esbecy, kłamcy, oszuści i zdrajcy. Kukiz swoje oświadczenia polewa punkową benzyną i podpala. Słuchacza namawia zresztą do tego samego i pokazuje palcem kto jest winien obecnej (złej) sytuacji w kraju. Po skończeniu "Zakazanych piosenek" ja mam jednak ochotę trochę odpocząć, zadzwonić do Kukiza żeby umówić się z nim na piwo i porozmawiać. Może trochę uspokoić go, że tak źle nie jest. Wysłuchać jego opowieści i poklepać po ramieniu. Po prostu trochę przykro człowiekowi, że stary punkowiec nadal musi sam toczyć swoją wojną.