1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube

To skandal, że TVP i Polskie Radio odmówiły emisji spotu „Dość olewania - Obywatele decydują!”

To skandal, że TVP i Polskie Radio odmówiły emisji spotu „Dość olewania – Obywatele decydują!”

Myślałem, że powoli staję się już odporny na wszystkie irracjonalne decyzje urzędników oraz paradoksy biurokratycznego państwa. Mimo tego czytając wypowiedź Jacka Rakowieckiego, rzecznika TVP, krew gotuje się we mnie mocniej niż woda w czajniku. Reprezentanci publicznej telewizji i radia odmówili emisji chwytliwego spotu, ponieważ ten jest… wulgarny. Ręce opadają.

Telewizja Publiczna nie ma łatwego zadania. Z jednej strony jest zmuszona na mocy prawa do realizowania coraz szerzej rozumianej, misyjnej działalności. Ta ma się sprowadzać do wychowywania społeczeństwa, przekazywania mu pozytywnych wzorów i postaw, przy jednoczesnym zabezpieczeniu jego dostępu do informacji. Niełatwa sprawa, kiedy weźmie się pod uwagę upolitycznienie Telewizji Publicznej. Nie jest żadną tajemnicą, że wraz ze zmianami ministerialnych tek zmieniają się również posady w KRRiT. Przyzwyczailiśmy się do tego, nawet zaakceptowaliśmy to w pewien sposób.

Nie godzę się jednak, kiedy TVP oraz Polskie Radio nie chcą wyemitować spotu fundacji działającej non-profit, ponieważ ten uderza w nasze polityczne standardy.

Wszystko pod płaszczem „wulgaryzujących środków przekazu”, które miałyby szkodzić polskiemu społeczeństwu. Owe wulgaryzujące środki to tytułowe „lanie”, bezpośrednio nawiązujące do oddawania moczu na twarze wyborców. To, że część z nas, Polaków, właśnie tak się czuje w kilka dni po wyborach, odłóżmy na razie na bok. Chodzi o zasadność samego odrzucenia. Zarówno w TVP jaki i Polskim Radiu mogliśmy, możemy i będziemy mogli obejrzeć znacznie bardziej dosadne i ostre spoty wyborcze. Różnica polega na tym, że je opłacają sztaby wyborcze partii politycznych (z publicznych środków). Co za tym idzie, ofensywna kampania jednej partii wobec drugiej, tworząca i podtrzymująca tak zwane „polskie piekiełko” może być emitowana, ale mocny spot propagujący aktywność wyborczą wśród społeczeństwa – już nie.

Jestem ciekaw, jak wiele wspólnego ma to z wcześniej wspomnianą „misyjnością” TVP i Polskiego Radia. Jaki wzór przekazywany jest Polakom i Polkom? Taki, że politycy za pieniądze wyborców mogą obrażać się na antenie, natomiast głos samych wyborców, wyrażonych za pomocą kampanii społecznych non-profit, nie może być słyszany, ponieważ jest równie dosadny? Drodzy Czytelnicy, to jest całkowita paranoja i brak zrozumienia, czym w istocie jest telewizja publiczna oraz jaką rolę ta powinna pełnić w społeczeństwie. Nóż otwiera mi się w kieszeni, kiedy jestem świadkiem tak przedmiotowego traktowania publicznych instytucji, które latają niczym chorągiewki na wietrze w rękach odmiennych formacji politycznych. Najlepszym tego wyrazem są słowa rzecznika TVP, Jacka Rakowskiego dla Gazety Wyborczej:

„Spot w słusznej skądinąd sprawie bazuje na negatywnych emocjach wyrażanych za pomocą skojarzeń nie tylko potocznych czy kolokwialnych, ale wręcz wulgarnych, obrazowanych w dodatku w sposób drastycznie dosadny. Nadawca publiczny musi wyraźnie wyznaczyć granicę, do której szokowanie jest uzasadnione w przestrzeni publicznej, ale i od której służy ono już w istotnym stopniu epatowaniu wulgarnością. Nie można porównywać spotu kampanii społecznej, który TVP ma emitować za darmo, z płatnymi reklamami komercyjnymi. To nie tylko inna tematyka, ale też inny standard. Kto tego nie rozumie, rozumuje na poziomie tabloidu.”

Będąc między tabloidem i misyjnością, biorąc pod uwagę taką dbałość rzecznika o jakość i poziom treści nadawanych przez TVP, warto zadać sobie jedno pytanie. Co do diabła robią w ramówce tej wzniosłej stacji takie programy jak „The Voice of Poland” , „Rolnik szuka żony”, „SuperSTARcie” czy nieśmiertelna „Moda na Sukces”?

Jako (wciąż) młody Polak i wyborca posiadający pełnię swoich praw wyborczych, jestem rozczarowany. Przy spadającej frekwencji wyborczej w naszym kraju spoty takie jak „Dość olewania - Obywatele decydują!” są bardzo ważne. Trafiają do młodego pokolenia, są dosadne i zapadają w pamięć. Oddziałują lepiej, niż kilkanaście „miękkich” i nudnych kampanii zrealizowanych za pomocą pieniędzy podatników. Oczywiście TVP wie swoje. Widać to zwłaszcza po systematycznie spadającej oglądalności publicznej telewizji. Biorąc pod uwagę decyzje podejmowane na Woronicza, cieszę się, że tak jest. Na całe szczęście kampania fundacji INSPRO cieszy się olbrzymią popularnością w Internecie, z czego jestem bardzo zadowolony.  Co tyczy się z kolei samego TVP - czy to nie sam premier namawiał do obywatelskiego nieposłuszeństwa i niepłacenia abonamentu?