1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Christopher Nolan to niezły "jajcarz" i... antyfan Marvela

Christopher Nolan to niezły „jajcarz” i… antyfan Marvela

Christopher Nolan to bez wątpienia twórca wspaniałej trylogii o Batmanie i póki co, jedyny facet od Warner Bros., któremu udało się zrobić dobry superbohaterski film. Najwyraźniej jednak reżyser trochę za bardzo zapatrzył się we własne odbicie krytykując w dosyć obcesowy sposób marvelowskie sceny po napisach.

Gdy Warner Bros. spytał się Nolana i Snydera o dodanie dodatkowej sceny po "Man of Steel", Nolan skwitował tę prośbę słowami: "prawdziwe filmy tego nie mają". Po takim dictum - jako fanowi Marvela - pozostaje mi tylko głośno się zaśmiać. Nie sądziłem, że z Nolana to taki zabawny reżyser.

guardians of the galaxy recenzja

Filmowe uniwersum Marvela (MCU) było budowane właśnie na podstawie tych zaskakujących i zabawnych często scenach po napisach końcowych. Jeżeli szło się do kina na "Iron Mana" czy "Thora" albo jakikolwiek inny film z superbohaterami, wiedziało się, że trzeba wysiedzieć w fotelu do końca, bo później czeka nas coś "ekstra". James Gunn w "Guardians of the Galaxy" wykorzystał ten schemat w idealny i dowcipny sposób, sprowadzając do swojego filmu Kaczora Howarda. Marvel od Warner Bros. właśnie tym się różni, że podchodzi do swoich produkcji w bardzo różnorodny sposób, często nie na serio, puszczając oko do swoich fanów.

MAN OF STEEL

Nie twierdzę, że Warner Bros. ma iść tą samą drogą, wręcz przeciwnie, ciesze się, że "Batman v Superman: Dawn of Justice" będzie opierać się o mroczny komiks "The Dark Knight Returns" i WB aplikuje ten poważny i "urealniony" klimat do każdej produkcji. Nikt nie potrzebuje dwóch "Marvelów", chociaż nie narzekałbym tez specjalnie, gdyby i Warner Bros. trochę "wyluzował", szczególnie jeśli chodzi o filmy z Supermanem...

Jeżeli jednak słowa Nolana są prawdziwe, to świadczy to tylko o jego ułomności umysłowej i wybujałym ego, może nawet o zazdrości? Być może Christopher Nolan po prostu nie rozumie, że o ile w przypadku Batmana "realizm" i mrok się doskonale sprawdza, o tyle w przypadku innych superbohaterów już niekoniecznie, np. Flasha czy Shazam. I nie sądzę, że Warner Bros. zrobi "Flasha", "Green Lantern" i "Shazam" kompletnie na serio, to po prostu się nie uda, tak jak to się nie udało w "Man of Steel". Jeżeli taką produkcję Nolan nazywa "prawdziwym filmem", to naprawdę musi być z nim coś bardzo nie tak. Abstrahuję już w ogóle od tego, że podział na prawdziwe i nieprawdziwe filmy jest dziecinny. Co to w ogóle zresztą może znaczyć? Że "Guardians of the Galaxy" jest... no właśnie czym? Zbiorem animowanych kukiełek, nieprawdziwym filmem? Może James Gunn i Joss Whedon nie są prawdziwymi reżyserami?

Update: Christopher Nolan, w oświadczeniu dla Buzzfeed, zaprzeczył doniesieniom, jakoby określał filmy Marvela nieprawdziwymi. Guardian zamieścił odpowiednie wyjaśnienie dla całej sprawy, w którym czytamy, że Nolan powiedział do Snydera tylko tyle, że nie powinni oni "gonić innych filmów", ale pozostać wierni klimatowi "Man of Steel". Wynika więc z tego, że to Zack Snyder coś namieszał, źle zacytował, a Christopher Nolan nie jest niczemu winien.