1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka
  4. YouTube

Disco polo i "dupeczki", czyli przaśny Czadoman i jego niezwykła kreacja

Disco polo i „dupeczki”, czyli przaśny Czadoman i jego niezwykła kreacja

Za każdym razem, kiedy jakiś utwór disco polo osiąga na YouTube setki tysięcy albo miliony wyświetleń, zachodzę w głowę jak to jest możliwe. Dlaczego ludzie uwielbiają słuchać tak tandetnej, kiczowatej muzyki robionej tylko i wyłącznie po to, żeby zgarniać kasę. Dajmy spokój zasłonie dymnej i powiedzmy sobie szczerze, mało kto w tym kraju gra disco-polo, bo to muzyka jego duszy.  

Ten gatunek jest po prostu najłatwiejszy do promowania i sprzedawania - wbrew temu, co mówią sami wykonawcy. Czadoman jest jednym z tych, którzy doskonale wiedzą, że robią chałturę, ale lubią wmawiać wszystkim (także i sobie), że mają disco polo w sercu od narodzin. Nie mam nic przeciwko ludziom słuchającym disco polo.

Nie każdy musi słuchać jazzu, rocka, czy nawet mainstreamowego popu. Potupać nóżką na raz i dwa nikt nikomu nie zabroni. Nie lubię za to obłudy i zakłamania, które kryją się za tym... gatunkiem muzycznym.

Rzecz w tym, że kiedyś, tj. w latach 90-tych, disco polo było odpowiedzią na zachodnie italo disco, euro beatu i synth pop. Wszystko sklejane było ze sobą tak, żeby pasowało do słowiańskich warunków. To może wydać się głupie, ale w disco polo z tamtego okresu widziałem pewną szczerość i jednocześnie radość z tworzenia. To było nasze disco polo, nasza muzyka taneczna, przy której łatwo było się bawić. Bolter, Shazza, Akcent, Boys, Milano, Mister Dex, Fanatic, te wszystkie zespoły grały muzykę do bólu prostą, bazującą na paru akordach, bez zbędnych udziwnień, ale jednocześnie zupełnie inną od tego, co discopolowe kapele prezentują teraz.

20 lat temu disco-polo miało zastąpić coś zachodniego, wtrącając jednocześnie do tego polski folklor. Nie wszyscy wykonawcy tej muzyki umieli śpiewać, a raczej mało kto umiał śpiewać, ale "lekkie" modyfikacje wokali nie były tak irytujące jak dzisiejszy, panoszący się Auto-Tune. W tym miejscu Czadoman z pewnością się wyróżnia, bo jest obdarzony naprawdę dobrym, rockowym wokalem. Tylko kim ten człowiek tak naprawdę jest? Właściwie to... nie wiadomo.

Czadoman jest pseudonimem artystycznym i świetną kreacją superbohatera disco polo. Kto się kryje za ciemnymi okularami i żółtą furażerką?

Pewnie nie jeden fan Czadomana chciałby się dowiedzieć, ale właściwie nie to jest istotne. Artysta umiejętnie bawi się swoim wizerunkiem i trochę przypomina mi eurodance'owe i bubblegum dance'owe zespoły z lat 90-tych. Jego kanał na YouTube istnieje od czerwca 2013 roku, ale materiałów na nim wiele nie znajdziemy, zaledwie dwa koncerty i cztery teledyski, które nie grzeszą oryginalnością.

Czadoman robi discopolową wiochę i jestem pewien, że świetnie zdaje sobie z tego sprawę. Dziwi mnie natomiast fakt, że artysta zarzeka się, że jego działalność nie nosi znamion ironii i nie traktuje disco polo jako żartu, farsy. Trochę trudno mi uwierzyć w deklarację tworzenia piosenek o "rudej, która tańczy" z pobudek ideologicznych.

Czadoman jest dobrze naoliwioną marketingową maszyną, nastawioną na zdobywanie określonego targetu. Jeżeli widzi się w wywiadach, że muzyk fascynuje się starym dobrym hard rockiem i sam śpiewał w kapeli rockowej, to powoduje to niesmaczny dysonans.

Ja kupuję Czadomana, tę stylistykę oraz teksty. Widać, że z discopolowego superbohatera jest całkiem utalentowany jegomość, tylko po co to wypieranie się tworzenia dla zysku? Czadoman wyróżnia się na współczesnym rynku disco polo nie tylko tajemnicą skrywaną za okularami, ale także całkiem dobrymi - jak na discopolowe standardy - piosenkami. Jest zabawnie, rymy nie kują sadystycznie w uszy, a aranże są proste jak budowa cepa, czyli jest tak, jak powinno być. Co do samego kanału i filmików mam parę zastrzeżeń. Chociaż klipy w całokształcie nie wypadają źle, to adnotacje potrafią być dosyć irytujące. Poza tym, o ile nasz główny bohater prezentuje się od aktorskiej strony na znośnym poziomie, to jego partnerki już absolutnie nie.

Teledyskom czasami brakuje polotu i nie miałbym nic przeciwko, gdyby Czadoman zaczął z czasem zbliżać się do przerysowania i kiczu rodem z Aqua, zamiast pokazywać tylko kobiece pupy i piersi.

Czadoman zdecydowanie broni się jako artysta i disco polo w jego wykonaniu można posłuchać z prawie taką samą przyjemnością, jaka towarzyszyła słuchaniu starego Akcentu. Jest w tym mnóstwo kiczu i tego wszystkiego, za co disco polo można nienawidzić.

Ja jednak sądzę, że jeżeli Czadoman trochę dalej popłynie i - załóżmy - zajmie się robieniem muzyki bliższej tej sprzed 20 lat, to miałby szansę na zawojowanie polskiego YouTube'a.