1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

„Constantine” cierpi na tę samą chorobę co pierwsze odcinki „Supernatural” – ogromną nijakość

„Constantine” cierpi na tę samą chorobę co pierwsze odcinki „Supernatural” – ogromną nijakość

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o serialu „Constantine”, byłem naprawdę podekscytowany. Chyba każdy z nas ma w pamięci rewelacyjny film z niestarzejącym się Keanu Reeves'em. Byłem wtedy zdania, że gdyby telewizyjna produkcja była chociaż w połowie tak dobra jak kinowe widowisko, dostaniemy hit. Niestety, póki co widza nawiedzają jedynie demony nudy.

Nie mogę napisać, że serial „Constantine” jest zły. To na pewno nie. Żeby być złym, trzeba być wyrazistym. Trzeba wzbudzać potężne emocje, trzeba oddziaływać na odbiorcę. Produkcja stacji NBC jest z kolei do bólu nijaka. Rozwodniona, szaro-bura, smętna i mozolna. Pilot „Constantine” wypada blado zarówno na tle kinowej adaptacji z niesamowitą muzyką i rewelacyjnymi zdjęciami, jak również na tle rozciągniętego do granic przyzwoitości serialu „Supernatural”. Bracia Dean oraz Sam posiadają ogromny dorobek wyrażony w dziesiątkach epizodów, świetnej muzyce oraz tysiącach zatwardziałych fanek, kiedy telewizyjny egzorcysta John nie posiada nawet paczki fajek.

Constantine – Season Pilot

Oczywiście to nie papierosy decydują o sukcesie czy porażce serialu. Można jednak przewidywać, że produkcja NBC będzie zaprawdę mocno ugrzeczniona względem filmu oraz komiksu.

Główny bohater nie pije, nie pali ani nie przeklina. Jego największym przeciwnikiem jest charyzmatyczny Reeves, który mógłby swojego serialowego odpowiednika zjeść na śniadanie. Oczywiście gdyby John Consantine miał czas na jedzenie posiłków w przerwie między odsyłaniem demonów prosto do piekła. Te w produkcji NBC wyglądają jak pożałowania godne kreatury, na których testowano komputerowe efekty specjalne pamiętające czasy „Xeny: Wojowniczej Księżniczki” oraz „Herkulesa”.Gra aktorska również nie powala, chociaż trzeba przyznać, że aktor odgrywający tytułowego protagonistę robi co może. On i tylko on mocno wyróżnia się na tle nijakiej reszty.

Constantine – Season Pilot

Gdybym miał szukać jakichś pozytywów pilota „Constantine”, byłoby to kilka scen pokazujących, że w tej telewizyjnej produkcji drzemie głęboko skrywany potencjał. Pamiętajmy, że pierwsze odcinki „Supernatural” również nie należały do najbardziej wybitnych pod słońcem. Przygody dwójki braci oglądałem jedynie za namową bliskiej mi osoby, która świeżo po trzecim sezonie ich przygód, obiecując mi coś znacznie większego i znacznie lepszego. Być może serial „Constantine” również czeka świetlana przyszłość. Niestety, na ten moment nie chcę w niej uczestniczyć, pomimo mojego uwielbienia dla pełnometrażowego hitu oraz zainteresowania komiksami „Hellblazer”.

Na całe szczęście momenty takie jak pociąg widmo czy scena w deszczu z zamrożonym czasem i aniołem w tle pozwalają mieć nadzieję, że z czasem produkcja NBC przerodzi się w coś znacznie lepszego.

Na ten moment producenci „Supernatural” mogą jednak spać spokojnie. Serial nie tylko nie jest straszny, ale nawet nie trzyma w napięciu. Nie wiem, czy to konkurencja jest tak dobra, czy „Constantine” taki zły, ale pilot wydał mi się podróżą o kilka lat wstecz, kiedy to wysokobudżetowe telewizyjne super-produkcje mogliśmy policzyć na palcach jednej dłoni. W jesiennej ramówce jest po prostu zbyt wiele innych seriali, aby przejmować się tak średnim i nijakim widowiskiem.

Constantine – Season Pilot

Oczywiście tytułowi życzę jak najlepiej. Seriali o paranormalnych zjawiskach nigdy dosyć. Zwłaszcza, kiedy całość zahacza o wątek odwiecznego konfliktu między aniołami i demonami o nasze, całkowicie śmiertelne ciała oraz nieśmiertelne dusze. Niestety, na ten moment gra aktorska, efekty specjalne, zwroty w scenariuszu – to wszystko pozostaje daleko za konkurencją. Pilot powinien pokazywać wszystko, co serial ma najciekawszego do zaoferowania. Oferta NBC na pewno mnie nie przekonała i nie wiem, jak potężna musiała by być czarna magia, aby przykuć mnie do telewizora podczas emisji następnego odcinka.