1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Dziwne teksty i chwytliwe refreny, za to pokochałem Electric Six. "Human Zoo", recenzja sPlay

Dziwne teksty i chwytliwe refreny, za to pokochałem Electric Six. „Human Zoo”, recenzja sPlay

Dodajmy do tego jeszcze bezczelność i miszmasz gatunków muzycznych, od punku, rocka po disco. Electric Six to zdecydowanie dosyć oryginalny zespół, który można wrzucić do jednego worka z Tenacious D i Star Bomb. Muzyczny żart? Owszem, ale taki, za którym kryją się dobre aranże.

Nie każda płyta Electric Six chwyta za serce. Amerykański zespół ma w swoim dorobku 10 albumów, ale jeżeli miałbym całkowicie przypadkowej osobie polecić ich płytę, to z pewnością byłby to debiutancki krążek "Fire" (2003) oraz najnowsze "Human Zoo". Co do reszty, cóż, trzeba się do niej przekonać, a to przychodzi z czasem.

Najnowszy longplay grupy, to jednak idealny moment na start i wczucie się w klimat. Już w zasadzie pierwszy kawałek na płycie - Karate Lips - daje słuchaczowi odczuć, że nie ma do czynienia z bogatą warstwą liryczną. Dick Valentine (lider zespołu) śpiewa po prostu o twardych laskach w obrazowy sposób, a do tego bardzo dobrze pasuje rockowy sznyt i chyba najlepszy refren na całej płycie, "Karate Lips!". Nastawiliście się na dobry rock? No to przestańcie, bo zaraz następuje It's Horseshit! z funkowym biciem gitar i hipnotycznym, elektronicznym hookiem "the number don't add up", który przypomina czasy "Fire".

Przyzwyczajeni do skocznych rytmów? No to znów zmiana, tym razem Tom Jonesowe Alone With Your Body, i tak w kółko, przez całe "Human Zoo". Kwintesencja czystego pierwiastka mocy Electric Six znajduje się jednak w utworze (Who The Hell Just) Call My Phone podszytym disco i ostrym rockowym wokalem Valentine'a. To jest własnie stare dobre Electric Six z 2003 roku, "ssący" hi-hat, bujający groove i tekst, którego kompletnie nie rozumiem. Jeżeli jednak taka forma do was nie przemawia i jesteście znudzeni, to może spodoba wam się indie rockowe Satanic Wheels przywodzące na myśl Interpol. Dla każdego znajdzie się coś miłego.

Valentine potrafi zmieniać swój wokal w zależności od potrzeb, kiedy trzeba lekkości zamienia się w Paula Banksa, aby niedługo później nabawić się chrypki pasującej do ostrzejszych riffów. Oczywiście "Human Zoo" nie jest idealnym albumem. Nawet będąc przyzwyczajonym do specyficznego stylu Electric Six, ciężko nie zmarszczyć brwi, słuchając Gun Rights czy I've Seen Rio in Flames. Jeszcze gorzej wypada I Need Restaurant, przy którym jedyną reakcją słuchającego jest ziewanie. Cóż, jeżeli słyszało się Karate Lips(Who The Hell Just) Call My Phone, reszta płyty wypada już słabiej.

Na pocieszenie końcówka płyty z I'm The Devil (Tenacious D?) i Good View of the Violence naprawia wcześniej wyrządzone krzywdy, pozostawiając nas w dobrym nastroju. Szczególnie Good View of the Violence, z wpadającą w ucho melodią i osobliwym tekstem powodują pojawienie się uśmiechu na twarzy. Koniec końców, "Human Zoo" to świetny sposób na nudę oraz przygnębiające uczucie, kiedy wszystko już się słyszało i brakuje poczucia świeżości. Odstraszające na początku teksty szybko zaczynają kołatać się w głowie razem z eklektycznymi aranżami.