1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Inspiracją do powstania filmu "Koszmar z ulicy Wiązów" była prawdziwa historia. Czyżby?

Inspiracją do powstania filmu „Koszmar z ulicy Wiązów” była prawdziwa historia. Czyżby?

Wes Craven wyznał ostatnio, że do stworzenia "Koszmaru z ulicy Wiązów" zainspirowała go prawdziwa historia. Horror o psychopatycznym mordercy, prześladującym dzieci we śnie ma mieć jakiekolwiek oparcie w rzeczywistości? Brzmi karkołomnie, ale ponoć tak właśnie było. 

Twórcy horrorów bardzo często twierdzą, że ich film powstał w oparciu o prawdziwe wydarzenia. Najczęściej to tylko marketingowa papka - starczy przywołać choćby genialną promocję "Blair Witch Project", sugerującą, że ten obraz to autentyczne nagranie, choć jak wiadomo prawda jest inna. Zdarza się jednak, że niekiedy horrory faktycznie są dość luźno związane z jakimiś zajściami, które rzeczywiście miały miejsce. I tak podobno było w tym wypadku.

koszmar z ulicy wiązów 3

Bezpośrednią inspiracją dla Cravena miał być przeczytany w gazecie artykuł, opisujący trzyosobową rodzinę uchodźców, której udało się ujść z życiem z masakry dokonywanej przez Czerwonych Khmerów w Kambodży. Kambodżanie odnaleźli azyl w Stanach Zjednoczonych, jednak nie był to koniec ich dramatu. Kilkuletni chłopiec skarżył się rodzicom, że boi się zasnąć, ponieważ we śnie prześladują go przerażające koszmary - twierdził, że jeżeli będzie spał zbyt długo, dopadną go one i odbiorą mu życie. Gdy po kilku dniach bezsenności wreszcie zapadł w sen, wydawało się, że kryzys zostanie zażegnany. Niestety, tej nocy jego rodziców zbudziły agonalne wrzaski i zanim dotarli do sypialni chłopca, ten był już martwy.

Co warte odnotowania, plotki dotyczące rzekomej inspiracji prawdziwymi wydarzeniami krążyły już wcześniej. Mówiło się, że bezpośrednim natchnieniem do stworzenia "Koszmaru z ulicy Wiązów" była historia o kilkunastoletnim synu fizyka, którego męczyły koszmary i który zmarł we śnie w straszliwych męczarniach, a rzecz miała dziać się w Azji.

koszmar z ulicy wiązów 2

Przytoczonej przez reżysera historii oczywiście nie sposób dziś zweryfikować - tego, czy Wes Craven faktycznie przeczytał kiedyś taki artykuł, a jeśli tak, to czy nie była to kaczka dziennikarska nie dowiemy się prawdopodobnie już nigdy. Jak dla mnie to po prostu kolejne urban legend. Faktem jest natomiast, że niezależnie od jej autentyczności, Cravenowi udało się stworzyć jeden z najstraszniejszych horrorów w dziejach. Nawet dziś, trzydzieści lat po premierze, ogląda się go z niekłamaną przyjemnością. I tylko szkoda, że przez kolejne, coraz bardziej żenujące sequele, Freddy Krueger, z ikony kina grozy stał się własna karykaturą.