1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube

Masochista i "Ostra randka", czyli afera z niczego

Masochista i „Ostra randka”, czyli afera z niczego

Vloger Masochista vel Mietczyński nagrał recenzję filmu "Ostra randka" i wrzucił ją na YouTube. Nie minęły 24 godziny nim recenzja z Internetu zniknęła, w jej miejscu pojawił się komunikat, że materiał naruszał prawa autorskie i został usunięty. No i zrobiła się afera. 

Internety cenzurujo! Filmy usuwajo! Komuna wróciła, co to będzie, co to będzie?

Okej, stop. Może jednak przyda się trochę dystansu do sprawy. Sam uwielbiam filmy Masochisty, oglądałem je po kilka razy i w żadnym razie nie życzyłem mu, by prawnicy się za niego wzięli. Ale po prawdzie - spodziewałem się, że prędzej czy później musi to nastąpić. I nastąpiło. Digital Quest Films, producent "Ostrej randki", którą Mieciu, jak to ma w zwyczaju, zmasakrował, zgłosił roszczenia dotyczące praw autorskich i recenzja zniknęła na dobre. Tak, tak - z Internetu nic nie ginie. Ale niewielkie to pocieszenie, gdy sam autor raczej ma ograniczone pole manewru - na jego kanał film już nie wróci, a reupload na jakieś zapomniane przez wszystkich bogów serwisy zda się na niewiele i może sprowadzić na Miecia gorsze kłopoty.

Internauci wyruszyli na krucjatę. Jak to usuwają, nie wolno cenzurować, pewnie twórcy wstydzą się swojego "dzieła", poczuli się zniszczeni, a YouTube wszelkie tego typu roszczenia rozpatruje z automatu na korzyść zgłaszającego. I sam chętnie bym przeciw temu zaprotestował, gdyby nie fakt, że sedno całej sprawy leży gdzie indziej. Nie chodzi bowiem o to, że film się komuś nie spodobał i ten postanowił go usunąć (jakkolwiek, być może przy okazji także o to), ale o to, że - zdaniem Digital Quest Films - łamie on prawa autorskie.

A co z prawem cytatu? Cóż, ono też ma swoje granice.

O wypowiedź w tej sprawie poprosiłem eksperta, Kubę Kralkę, z bloga TechLaw.pl - Prawo Nowych Technologii: 

"Recenzent ma prawo wykorzystać fragmenty omawianego przez siebie filmu zgodnie z prawem cytatu i jest to niezaprzeczalne. O usunięty film można zresztą walczyć w YouTube'owym centrum rozwiązywania sporów, powołując się na wykorzystanie dozwolonego użytku. Z drugiej strony wiem, że popularnym grzechem polskich youtuberów jest wykorzystywanie cudzych filmów w zakresie ubarwiania swoich wideo (np. fragmenty z "Pulp Fiction" w materiale o swoich wakacjach) i to już narusza prawo autorskie, gdyż nie jest uzasadnione np. elementami analizy krytycznej.

Wiem też, że niektórzy youtuberzy i Mietczyński nie jest zdaje się wyjątkiem, robią coś na kształt złożonych analiz różnych filmów, gdzie nie wykorzystują powiedzmy pięciu minut kadrów z filmu, tylko materiałów półgodzinnych, streszczając historię np. "Sali Samobójców", od początku do samego końca. To również może już zostać w pewnych okolicznościach uznane za naruszenie prawa autorskiego, bo ogranicza zdolności eksploatacyjne twórców filmów - widz YouTube, który zapozna się z takim streszczeniem w zasadzie nie ma już potrzeby oglądania filmu, a tym samym generowania przychodu dla jego twórcy. Nie jestem w stanie ocenić jak wyglądała sprawa w przypadku tego konkretnego materiału, gdyż go nie widziałem, ale jak nietrudno zauważyć - nawet uzasadnienie analizą krytyczną nie może prowadzić do tego, że youtuber tak naprawdę streszcza film, zamiast go ocenić."

Mietczyński podzielił się na Facebooku mailem, który otrzymał od Macieja Odolińskiego, reżysera "Ostrej randki", reprezentującego Digital Quest Films.

Odoliński twierdzi w nim, że nie przeszkadza mu krytyka, a jedynie bezprawne wykorzystanie fragmentów filmu. Powołuje się przy tym na artykuł 35, oraz sześć innych zapisów ustawy, których już niestety nie wyszczególnia. Artykuł 35 ustawy o prawie autorskim brzmi następująco: "Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy". Kralka, w tekście "Kiedy możemy korzystać z prawa cytatu?",  dowodzi, że chodzi tu o to, że sytuacja, w której autor cytowanego dzieła zaczyna być stratny w wyniku przywoływania jego twórczości w naszym utworze jest niedopuszczalna. A ta z całą pewnością miała miejsce w tym materiale Mietczyńskiego.

I choć żałuję, że recenzja "Ostrej randki" została usunięta, to pospolite ruszenie na Digital Quest Films uważam za nieuzasadnione.

Nikt nikomu nie zabronił oceniać i opiniować. Chodzi o respektowania prawa, nie cenzurowanie Internetu. To trochę tak, jakby burzyć się, że "Ostra randka" została nagle usunięta z torrentów czy Chomika. Ostatecznie Mietczyński nie był wcale pierwszą osobą, która ten film zmiażdżyła. Druga recenzja, równie - a może nawet jeszcze bardziej - krytyczna, ale wykorzystująca jedynie sceny z trailera, wciąż wisi na YouTube i nie wygląda na to, żeby ktoś miał się o nią upomnieć.