1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Zaskakująco dobra skradanka. "Styx: Master of Shadows" - recenzja sPlay

"Styx: Master of Shadows" - recenzja sPlay

Skradanki to bodaj mój ulubiony gatunek gier komputerowych i wielce ubolewam nad faktem, że tak rzadko pojawia się w nim godny uwagi tytuł. Tym większym zaskoczeniem był dla mnie "Styx: Master of Shadows", po którym spodziewałem się, że będzie w najlepszym razie produkcją przeciętną, a okazał się bardzo dobrą.  

"Styx: Master of Shadows" to gra studia Cynaide, które ma całkiem duży dorobek, aczkolwiek poza "Blood Bowl", Grą o Tron" oraz "Of Orcs and Men" - raczej nie znany. No, chyba że ktoś pasjonuje się kolarstwem, wówczas jest szansa że kojarzy takie tytuły jak "Pro Cycling Manager: Tour de France" albo "Pro Cycling Manager". Trudno było więc oczekiwać, że "Styx" będzie grą wybitną, tym bardziej, że skradanki to gatunek trudny, który łatwo spartolić. A jednak, choć może nie osiąga poziomu klasyków takich jak "Splinter Cell" czy "Dishonored", jest pozycją zaskakująco udaną i ciekawą.

Fabuła nie porywa, ale dobrze pasuje do dość klasycznego settingu fantasy. Ot, wcielamy się w tytułowego Pana Cieni, goblina Styksa, który planuje wykraść pilnie strzeżone serce ogromnego drzewa, dzięki czemu uzyska nieograniczony dostęp do bardzo cennej substancji - Bursztynu. Przy okazji musimy wykonać kilka zadań pobocznych, między innymi odszukać naszych sojuszników czy zdobyć plany Wieży Akenash, w której znajduje się nasz cel. Smaczku fabule nadaje fakt, że nasz protagonista ma potężne problemy z pamięcią i w toku rozgrywki będziemy odkrywać jego przeszłość kawałek po kawałku, przy okazji poznając historię świata i rządzące nim zawiłości.

styx master of shadows 2

Scenariusz nie jest najmocniejszą stroną "Styx: Master of Shadows", ale nie można powiedzieć, żeby był zły czy nudny. Na uwagę zasługuje przede wszystkim interesująco skonstruowany świat i sposób prowadzenia głównego bohatera, który - mimo tego, że jest w istocie bezwzględnym zabójcą i złodziejem - ma w sobie jakiś urok i budzi sympatię.

Jako skradanka, "Styx" sprawdza się znakomicie. Ogromne oklaski należą się Cynaide Studio za lokacje. Są bardzo duże i pierwszorzędnie zaprojektowane. Zawsze, albo niemal zawsze, mamy kilka potencjalnych dróg do wyboru i ogromną swobodę działania. Możemy skradać się po gzymsach, pełzać między kryjówkami, czaić się w cieniach, chować w szafach i odpływach, albo przekradać tunelami wentylacyjnymi. Styx jest bardzo sprawny i zwinny, co otwiera przed graczem kolosalne możliwości. Ponadto Bursztyn, od którego nasz goblin jest uzależniony, otwiera przed nami dostęp do kilku potężnych mocy, dodatkowo zwiększających arsenał naszych zdolności - jak na przykład chwilowa niewidzialność lub przyzwanie klona, który może rozproszyć strażników albo prześlizgnąć się przez kraty.

styx master of shadows 5

Wrogów możemy wyeliminować na dwa sposoby - po cichu lub w bezpośrednim starciu. Ten drugi jest bardzo ryzykowny - w trakcie walki musimy unikać lub parować ciosów przeciwnika, aż ten odsłoni się na tyle, że będziemy mogli wykonać zabójcze uderzenie. O ile z jednym strażnikiem powinniśmy poradzić sobie bez problemu, to dwóch czy trzech na raz to niemal pewna śmierć, bowiem nie da się parować dwóch ciosów jednocześnie, a nikt nie zamierza tu cierpliwie czekać na swoją kolej, żeby zadać atak. W takiej sytuacji spada na nas grad mieczy, toporków czy pałek, przed którym tylko nadludzka zręczność jest w stanie nas ochronić.

Zresztą, tak po prawdzie, to walka jest dość nudna i dużo więcej emocji budzi przekradanie się za plecami strażników tak, by nie dać się zauważyć, pozorowanie nieszczęśliwych wypadków czy skrytobójstwo. Początkowo wachlarz możliwości Styksa w tym zakresie jest dość ograniczony, jednak wraz z wykonywaniem kolejnych zadań otrzymujemy punkty doświadczenia, które możemy wymienić na wykupienie nowych umiejętności lub rozwinięcie już posiadanych.

styx master of shadows 4

Przeciwnicy są zróżnicowani i mimo co najwyżej przeciętnego AI, potrafią sprawić sporo problemów - są czujni, uczuleni na każdy głośniejszy dźwięk i trzeba posuwać się do rozmaitych sztuczek, żeby ich ominąć lub załatwić. Jedni są nieszkodliwi, ale potrafią narobić ogromnego rabanu, inni są mocno opancerzeni i sztylety do rzucania są przeciwko nim nieskuteczne, a największą zmorą i tak są obdarzeni niezwykle bystrym wzrokiem łucznicy patrolujący dachy oraz ślepe, ale reagujące na najmniejszy nawet szelest robale.

Sztuczna inteligencja jest tym, co rozczarowuje najbardziej. Wielokrotnie zdarzają się dość kuriozalne sytuacje - gdy na przykład zostałem zauważony i ukryłem się tłumem strażników w ciasnym tunelu bez wyjścia, ci po chwili odpuścili i udawali że nic się nie stało. Gdy odkryją zwłoki jednego ze swoich przez chwilą są nieco bardziej czujni, ale zaraz znów wracają do patrolowania jakiegoś obszaru, albo ucinają sobie drzemkę. Nie jest to jakoś szczególnie irytujące, ostatecznie działa na korzyść gracza, ale jednak odbiera trochę satysfakcji płynącej z gry.

styx master of shadows 3

Uznanie budzi za to czas, potrzebny do ukończenia "Styx: Master of Shadows". W moim przypadku było to ponad 12 godzin. Owszem, zapewne da się przejść grę dużo szybciej, sztywno trzymając się głównego wątku i kompletnie ignorując cele poboczne, nie kręcąc się po lokacjach w poszukiwaniu najlepszej drogi, tylko prąc przed siebie najprostszą drogą, ale umówmy się - wszystko to jest immanentną cechą skradanek i speedrun to odbieranie sobie przyjemności z rozgrywki.

Jeśli zaś idzie o oprawę audiowizualną, to jest... nieźle. Grafika nie rzuca na kolana, ale jest estetyczna. Przy tym, co dla mnie jest sporą zaletą, gra działa bardzo płynnie na słabszych komputerach i nie miałem najmniejszych problemów, żeby przejść ją na czteroletnim laptopie, a cały czas wyglądał przyzwoicie. Muzyka dobrze oddaje klimat "Styx: Master of Shadows" - szczególnie główny, smyczkowy motyw, jest niesamowity.

To konkretna, uczciwa skradanka, przy której naprawdę dobrze się bawiłem. Nie jest idealna i raczej nie przypadnie do gustu miłośnikom bardziej dynamicznych gier, ale dla fanów gatunku - pozycja obowiązkowa.