1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Więcej, mocniej, lepiej. Trzeci sezon Arrow rozpoczyna się trzęsieniem ziemi

Więcej, mocniej, lepiej. Trzeci sezon Arrow rozpoczyna się trzęsieniem ziemi

Ciarki. Nie sądziłem, że kiedyś będę je miał podczas oglądania serialu Arrow. Dotychczas przygody miliardera i (byłego) szefa Queen Consolidated były dla mnie świetną rozrywką do obiadu, ale niczym więcej. Jeżeli każdy odcinek trzeciego sezonu Arrow będzie tak dobry jak jego otwarcie, możemy mówić o zupełnie nowym poziomie. Jestem kupiony. Zdaje się, że mamy do czynienia z najlepszym telewizyjnym show o zamaskowanych mścicielach.

Muszę przyznać, że wciąż nie obejrzałem jeszcze pilota Flasha, ale zrobił to Jacek, pisząc bardzo obszerną recenzję. Nie mogę porównać ze sobą obu seriali, ale nie jest to potrzebne, aby już teraz móc napisać, że Arrow rozpoczyna się świetnie. Producenci wzięli sobie do serca radę Alfreda Hitchcocka – „film powinien rozpoczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć". Dokładnie tak się dzieje.

ARROW SEZON 3 1

Seans z pierwszym epizodem trzeciego sezonu Arrow to jedne z najszybciej mijających 45 minut w całym moim życiu. Ilość równocześnie prowadzonych, intensywnych i ciekawych wątków początkowo przytłacza.

Bum – romans Olivera i Felicity. Bum – Diggle spodziewający się dziecka. Bum – Sara wracająca do miasta. Bum – powrót narkotyku Vertigo. Bum – przejęcie Queens Consolidated, Bum – nowy, tajemniczy zabójca. Bum – Roy jako postać wyrastająca na wschodzącą gwiazdę. Bum – Starling City zamienia się w zgodne z komiksami Star City. Widz jest bombardowany równocześnie rozwijanymi wątkami. Co kapitalne, żaden z nich nie odstaje od pozostałych. Podczas oglądania pilota nie było postaci ciekawszych i mniej ciekawszych, fabularnych ścieżek lepszych i gorszych. Oglądać otwierający epizod zdałem sobie sprawę, z jak dobrze wyrzeźbionego dorobku mogą korzystać producenci, którzy przez ostatnie dwa sezony formowali plejadę ciekawych postaci.

Można mieć tysiąc ciekawych, potencjalnych odnóg do poprowadzenia narracji, ale nie wykorzystać porządnie żadnej z nich. Na ten moment Arrow pokazuje, że będzie zupełnie inaczej. Serial stał się znacznie bardziej dynamiczny. Wzmożona koncentracja  na równocześnie prowadzonych walkach, ciekawych starciach i bogactwie zamaskowanych obrońców  aglomeracji zdała egzamin. Oczywiście to wciąż (tylko?) telewizyjny serial, ale bez dwóch zdań nie można odmówić mu efektowności. Porównując otwarcie trzeciego sezonu do początkowych epizodów, wszystko nabrało impetu, rozmachu i prędkości. Arrow to po prostu dobre kino akcji, które nie musi obawiać się o realizację co bardziej karkołomnych scen.

Potyczki na dachach pędzących samochodów, efektowne przejścia pomiędzy walką bokserską a rozbrajaniem bomby, świetnie rozdmuchane momenty z budującą atmosferę muzyką w tle – Arrow posiada absolutnie wszystko, aby stanowić wzór dla innych seriali o superbohaterach.

Na ten moment ciężko znaleźć mi chociaż jeden drobny element, do którego mógłbym się przeczepić. Zdaje się, że to wcale nie takie małe osiągnięcie. Czytelnicy sPlay zauważyli, że podszedłem zbyt ostro do finału The Strain, żądałem zbyt dużo i byłem zbyt krytyczny. Patrząc przez dokładnie to samo szkiełko, po prostu nie mam na co marudzić w pilocie trzeciego sezonu Arrow. Przestało być dobrze. Jest świetnie. To niesamowite, co DC robi ze swoim serialowym uniwersum i jak dobrze im to wychodzi. O ile na wielkim ekranie to Marvel rządzi niemal niepodzielnie, tak w obszarze telewizji bohaterowie komiksów DC nie mają sobie równych. Zapowiada się naprawdę rewelacyjne show i już teraz wiem, że będę odliczał dni do każdego kolejnego epizodu. Strzała prosto w serce.