1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

Nowe "Secret Service" – Dzięki Bogu nie konkuruje z Internetem, ale brakuje mu konsekwencji

Nowe „Secret Service” – Dzięki Bogu nie konkuruje z Internetem, ale brakuje mu konsekwencji

Już jest. Od dzisiaj każdy zainteresowany może zakupić pierwszy numer reaktywowanego czasopisma o grach – "Secret Service". Grający na sentymentach starszych graczy periodyk jest już w naszych rękach. Na pewno nie jesteśmy zawiedzeni, ale kilka składowych nadaje się do definitywnej wymiany.

Nie czułem żadnych szczególnych emocji, kiedy w końcu trzymałem nowe "Secret Service" w dłoniach. Nie wspierałem kickstarterowej kampanii, nie trąbiłem o "SS" w mediach społecznościowych i nie wieściłem upadku "CD-Action". Od zawsze uważałem, że dobra prasa powinna być w stanie obronić się sama, bez grania na sentymentach, internetowych zbiórek oraz marki budowanej po raz kolejny na opozycji. Tym razem wrogiem numer jeden nie jest cały Internet i muszę przyznać, że to najlepsza decyzja, jaką podjęła redakcja nowego – starego czasopisma o grach.

"Secret Service" nie chce konkurować z darmowym, powszechnie dostępnym Internetem. Słusznie zresztą, ponieważ ten zjadłby go, przeżuł, wypluł i ponownie skonsumował.

To właśnie w zderzeniu z siecią sieci i darmowym dostępem do materiałów zaczęły się problemy takich marek jak "Play" czy "Click". Internetowa konkurencja była tańsza w utrzymaniu, była szerzej dostępna, nie chciała bezpośredniej zapłaty za swoje publikacje oraz, co najważniejsze, była znacznie szybsza w informowaniu o wydarzeniach ze świat gier. Papierowe magazyny zaczęły być powolne, ślamazarne oraz wypełnione reklamami, na które nie działała już wtyczka AdBlocka. Mimo tego, nie każde czasopismo chciało się zmienić, a przynajmniej nie od razu. Kiedy widmo upadłości pukało z kolei w okna i drzwi, było już za późno. Dzisiaj na scenie pozostały już tylko dwa liczące się periodyki – "CD-Action" oraz "PSX Extreme". Na miejsce na ciasnym podium od kilku tygodni liczy również nowe "Secret Service".

secret service 6

Przeżycie, a w dalszej perspektywie być może nawet ugruntowanie pozycji nie zapewni "SS" internetowa zbiórka. Ta była świetnym pomysłem pod względem finansowego zabezpieczenia, ale na dłuższą metę po prostu nie da się funkcjonować w oparciu o pieniądze internautów. Dzięki nim "Secret Service" zalicza świetny start, ale cała reszta jest już w rękach Piotra Mańkowskiego oraz jego drużyny. Na ten moment mam wrażenie, że ta znalazła się bardzo blisko złotego środka zapewniającego przetrwanie.

Sednem nowego "Secret Service" wydają się być teksty odporne na upływ czasu, które nie polegają na sensacyjności. Sięgając po "SS", ten ma być aktualny w dzień, tydzień, a nawet miesiąc od swojego wydania.

Długoterminowość czasopisma jest budowana w oparciu o felietony, cykle, historie, wywiady, sylwetki oraz kontakt z czytelnikami. Gorących informacji jest tutaj jak na lekarstwo, co uznaję za świetną decyzję. "SS" będzie dzięki temu czasopismem, które z chęcią poczytamy podczas dłuższej podróży, ale nie będziemy w nim poszukiwać ważnych newsów. Ot, magazyn, który zawsze warto mieć pod ręką i zawsze warto coś w nim przeczytać. Sekrety, anegdoty, ciekawe historie, mocne komentarze – to może być główna siła magazynu. Ten dzięki Bogu nie stara się walczyć z siecią. On jest po prostu jej dopełnieniem.

Niestety, dobry efekt psuje nieco obecność tak czerstwych materiałów jak relacja z Gamescom 2014 (sic!) czy recenzje "Child of Light" (!!) oraz "Brothers: A Tale of Two Sons" (!!!).

secret service 4

Z tej perspektywy "Secret Service" nie jest nawet dinozaurem, ale skamienieliną. Dzisiaj o tych tytułach nie pamięta już chyba nikt, nie licząc miłośników wynajdywania promocji. Jasne, na prawie 100 stron materiału powinno znaleźć się kilka – kilkanaście recenzji, ale niech będą to możliwie nowe tytuły, nie takie zakurzone (chociaż dobre) antyki. W branży gier wszystko starzeje się niesamowicie szybko, czego na pewno nie powstrzyma "Secret Service". Jeżeli redakcja chce pisać o ciekawych dla nich pozycjach, które mają już swoje na karku, niech robią to w ramach jakichś zestawień, znacznie ubarwiając oferowaną treść.

To jednak nieco zabawne mankamenty które nie przesłaniają bardzo dobrego pierwszego wrażenia. Nowy "Secret Service" na pewno „daje radę” przy pierwszym kontakcie, ale tak naprawdę to dopiero czwarty, piąty i kolejne numery obnażą, na co w pełni stać redakcję. Od siebie życzymy powodzenia i zdecydowanie piszemy: warto.