1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Polacy, znów mamy się czym chwalić. Fair Weather Friends - "Hurricane Days", recenzja sPlay

Polacy, znów mamy się czym chwalić. Fair Weather Friends – „Hurricane Days”, recenzja sPlay

Każdy chce grać teraz electro pop, niektórym wychodzi to lepiej, niektórym gorzej. Na szczęście dla nas, Fair Wheather Friends należą do tej pierwszej grupy. Dzięki nim już mogę odhaczyć z listy kolejną gorącą polską premierę i muzyczny debiut, który mogę zachwalać pod niebiosa. Bo tak się składa, że w przypadku tego młodego zespołu, wszystko jest na swoim miejscu, świetnie pasuje i gra aż miło.

Będę teraz cukrzyć i mam do tego prawo. Trochę obawiałem się jak "Hurricane Days" będzie brzmieć i zastanawiałem się, czy ta wspaniałość Fair Weather Friends nie objawiała się tylko w singlach. Na szczęście już nie mam czego się bać, obok Kamp!, Fair Weather Friends z pewnością wyróżniają się na polskim rynku electro popu (i nie tylko), a niełatwe to zadanie, bo przedstawicieli tego gatunku jest coraz więcej.

Nie zawsze jednak za tą ilością stoi jakość i czasami za przyjemną otoczką kryje się banał i pretensjonalność. Nie u Fair Weather Friends. Oni nie idą na łatwiznę, nie polegają wyłącznie na przebojowych hookach i dyskotekowych rytmach, a bawią się brzmieniem, wplątują udziwnienia w proste kawałki. Pokazują zacięcie i poziom dorównujący starszym kolegom, np. z The Rapture. Przyjemnie robi się na duszy, gdy piosenka, która mogłaby mieć budowę cepa i wbijać się mocnym rytmem w głowę (oraz inne części ciała), dostaje interesujący upbeatowy groove. Tego doświadczamy np. w Earth Is Flat, There’s No Coming Back.

Mówienie o Fair Weather Friends, jako o kolejnym electro popowym zespole, byłoby bardzo nie… fair. Kwartet z Czeladzi jest nieprzewidywalny w swoich kompozycjach i to chyba najlepsza rzecz w "Hurricane Days". Gdy wydaje się, że już znamy zakończenie kawałka, nagle następuje zwrot i zabawa pauzą, rytmem jak w In The Way. A zaraz po takim czymś dostajemy wpadające w ucho Fill This Up z funkowym podbiciem i przebojowością disco. W tej piosence przekonujemy się, jak bardzo głos Michała Maślaka pasuje do klimatu, jaki tworzą syntezatory i gitary na "Hurricane Days". Może nie mam tu do czynienia z najlepszym wokalem na polskim rynku muzycznym, ale na pewno bardzo interesującym i oryginalnym.

Nie jest to jednak najważniejszy element na płycie.  Co zatem nim jest? Na pewno różnorodność. Raz jesteśmy pochłonięci przez głębokie pady, mnogość sampli, trochę housowy beat, a następnie z tego modernistycznego brzmienia, jesteśmy zabierani do lat 70-tych i 80-tych z prostymi gitarowymi riffami i dance’ową sekcją rytmiczną. Dlatego też posługiwanie się terminem electro czy synth pop w przypadku Fair Weather Friends to pójście na nieakceptowalną łatwiznę. No bo jak tu za taką terminologią odnieść się np. do Gravity, które pachnie na kilometr dubem, a momentami elektroniczną wersją nu-hula? Albo instrumentalnego Inhumanity z (co najwyżej) dodatkiem wokalu.

A wisienką na torcie są teksty, które nie bolą, nie powodują mdłości i chociaż nie zostają w głowie na długo, to bez wątpienia są immanentną częścią utworów. Trochę brakuje mi w tym wszystkim hitów pokroju Fortune Player, ale z drugiej strony cieszę, że Fair Weather Friends uciekli od banału, wzbogacili swoje brzmienie i podążają własną ścieżką.