1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. YouTube

Kirsten Dunst powiedziała mi, że jestem nienormalny… i ma rację

Kirsten Dunst powiedziała mi, że jestem nienormalny… i ma rację

Jeżeli widzieliście niedawno opublikowany filmik „Aspirational” z Kirsten Dunst, prawdopodobnie tytuł tego wpisu nie będzie wydawać wam się dziwny. Niektórzy uważają krótkie przesłanie zawarte w produkcji za zabawne, ale ja w nim widzę coś zupełnie innego, smutnego. Nie chodzi mi tutaj o całą „kulturę” selfie, ale o sposób, w jaki w dzisiejszym świecie konsumujemy, a raczej staramy się konsumować wytwory kultury – muzykę, książki, a nawet filmy i seriale. A robimy to po łebkach, bez skupienia, rozpraszając się przez social media i chęć „zarobienia” lajka, czy komentarza.

Z przykrością stwierdzam, że należę do tego grona osób, które ze smartfonem nie potrafią się rozstać, a to zamiast ułatwiać życie, powoduje tylko odebranie czerpania z niego pełnej przyjemności. Co więcej, współczesna technologia zmieniła sposób postrzegania przez nas otaczającej rzeczywistości. Czasami real wydaje się nudny, dlatego też uciekamy w cyberprzestrzeń, a to co na żywo mogłoby się wydawać interesujące, jest dla nas nijakie – tak jak w filmiku „Aspirational”.

Kirsten Dunst, gwiazda Hollywood, jest w nim najnormalniejszą osobą i celebrytką osadzoną mentalnie w przeszłości sprzed (przynajmniej) 10 lat, która nie rozumie tego, co się wokół niej dzieje. I nic dziwnego. To, co kiedyś dla zwykłego obywatela wydawało się cudem – jak spotkanie znanej aktorki – teraz już nim z pewnością nie jest. Pewnie gdyby obok przypadkowej nastolatki pojawił się Justin Timberlake, dziewczyna zamiast zadawać setki pytań i zaspokoić swoją ciekawość o wokaliście, wyciągnęłaby telefon i zrobiła selfie. Dlaczego? Bo jej internetowa osobowość jest ważniejsza, a ta wymaga lajków i komentarzy.

Taką samą postawę mogłem zaobserwować u siebie, tyle że nie w obliczu gwiazdy z ekranu, a najprostszych zapisów ludzkiej kreatywności, jak film czy muzyka.

Gdzieś umknęły mi te stare dobre dni, kiedy biorąc książkę albo płytę do ręki, otaczający mnie świat się nie liczył. Zamiast patrzeć nałogowo w sterty literek i dać się wciągać bezkompromisowo w porywającą fabułę, po jakimś czasie zaczynam szukać, co słychać w świecie i co dzieje się na „tablicy”.

Może mam w nosie lajki i komentarze, ale za to głód informacji oraz potrzeba bycia na bieżąco stają się wręcz narkotyzujące. Jedynym sposobem na uwolnienie się z tego limbo jest wyjazd, urlop wolny od mediów (starych i nowych) i pozbycie się kontaktu z cywilizacją.

To jednak dobre jest na krótką metę, bo gdy powrót do rzeczywistości staje się nieunikniony, wraca chęć odrobienia „strat” w wiedzy i nerwowe przeszukiwanie Internetu.

mobile concert zdjęcie smartfon

Ten fakt niekoniecznie musi wynikać z potrzeby kreowania siebie w cyfrowym świecie, nie zawsze przecież chodzi o social media, ale o nie oddalanie się od reszty peletonu. Głupio po prostu jest nie wiedzieć, co jest trendy, fajne, cool i awesome. Z powodu skupiania uwagi na zbyt wielu rzeczach, łatwo o powierzchowne traktowanie wielu z nich. Wynika to też z tego, że trudno w dzisiejszych czasach czymś się zachwycić albo zaszokować. Wszystko już było, co tu jeszcze można wymyślić?

Ulotność rzeczy tez już nie jest problemem. Wszystko można zapisać, odtworzyć później.

Jeżeli nie pójdziemy na film do kina, to można kupić go na blu-ray, albo obejrzeć online, płytę z muzyką można posłuchać w streamingu, książkę natomiast możemy kupić w wersji cyfrowej i już nigdy jej nie zgubimy. Nie musimy się też martwić, że jak komuś pożyczymy, to już więcej jej nie odzyskamy. Niepowtarzalność rzeczy jest już przeszłością.

Zresztą wydaje mi się, że nie potrafimy cieszyć już z rzeczy tak, jak dawniej. Na pewno nie w takim samym stopniu, co nasi rodzice czy dziadkowie. Nie musimy skupiać pełnej uwagi na jakimś kulturowym dziele, ponieważ zawsze możemy do niego wrócić. Przecież ważniejsze jest sprawdzenie maila i powiadomień z Facebooka, może nasze selfie zebrało już kilkadziesiąt polubień? Tak właśnie zachowują się dziewczyny w "Aspirational", które dbają przede wszystkim o swój wizerunek w social media, walczą o zaistnienie i chcą się wyróżnić z grona podobnych im osób.

Każdy chce być teraz sławny, chociaż na chwilę poczuć się jak Kirsten Dunst. Może nie w realu, ale przynajmniej w Sieci.