1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Serial klasy B od Asylum i SyFy. "Z Nation", recenzja sPlay

Serial klasy B od Asylum i SyFy. „Z Nation”, recenzja sPlay

Po raz kolejny stacja SyFy oraz studio Asylum udowadniają, że nic nie potrafią zrobić dobrze. Ich najnowsza produkcja "Z Nation" to serial klasy B, który ani nie jest zabawny (z uwagi na konwencję), ani nie może stanąć w szranki z poważniejszymi przeciwnikami, jak "The Walking Dead". Jeżeli ktokolwiek sądził, że SyFy zrobi serial o zombie, który będzie przypominać stare filmy George’a Romero, to się grubo mylił.

Gdzieś już to widziałem

Zombie pojawiały się w kinie i telewizji tyle razy, że trudno w tej chwili o produkcję oryginalną, wyjątki są naprawdę rzadkie ("Fido", "Zombieland"). Nie specjalnie zdziwiło mnie więc, że "Z Nation" to żaden powiew świeżości. W serialu doświadczamy sprawdzonego pomysłu: wastelandy połączone z westernem i horda zombiaków wyłaniających się zza każdego rogu. Jak zwykle chodzi o przetrwanie w postapokaliptycznym świecie, tylko tym razem nasi bohaterowie mają ważną misję do spełnienia – przewieźć do Kalifornii odpornego na wirus zombie skazańca, będącego ostatnią nadzieją ludzkości.

Nic nowego, ale chociaż w tym miejscu mogę pochwalić SyFy i Asylum za motyw, który wydaje się interesujący. Fabuła ma dokądś zmierzać, jest wyznaczony cel, a my – widzowie – mamy być świadkami krwawych przygód śmiałków, w rękach których spoczywa los ludzkości. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ogromne dziury w scenariuszu.

"Pojawiam się i znikam"

z nation syfy 2014 serial

Gdy zaczynam myśleć o "Z Nation", wyobrażam sobie, że twórca serialu (Karl Shaefer) ukradł gimnazjalistom ich wypracowania na język polski i skleił z nich własny scenariusz. Bohaterowie pojawią się na ekranie znikąd (znikają równie niespodziewanie), nikt nam nie mówi kim są, dlaczego są w tym miejscu a nie innym, a wyjaśnienie pochodzenia wirusa i powstania postapokaliptycznego świata jest bezdennie głupie. Schaefer rozumował chyba, że skoro widzowie naoglądali się już tylu filmów o zombie, to sami mogą dopisać sobie „origin story” i potrafią odpowiedzieć na wszystkie nurtujące ich pytania. Jak to możliwe, że człowiek odpowiedzialny za „Eerie, Indiana” stworzył takiego potworka? Odpowiedź kryje się w tym, dla kogo Schaefer pracuje.

Podobne podejście mają również aktorzy, którzy pewnie liczą tylko na dniówkę i zapominają o tym, co się działo na planie, nie wczuwając się w swoje postacie. Bohaterowie są absolutnie nieinteresującymi marionetkami, którzy po prostu robią swoje – zmierzają od punktu A do punktu B, natrafiając na zombiaki, którym rozwalają łby. Najlepszy z całej gromady wydaje się być Harold Perrineau grający pewnego siebie wojskowego, ale jeden przyzwoity aktor, to trochę za mało. Niezwykle razi w oczy także głupota scen „grozy”, jak np. ta z dzieckiem zombie, które jako niemowlak – co oczywiste – potrafi tylko płakać, a jako zombie jest krwiożerczym, inteligentnym łowcą…

Ach te nowe zombiaki

z nation zombie serial

Skoro już jesteśmy przy truposzach, to nie sposób nie wspomnieć, że mamy tu do czynienia z szybkimi zombiakami. Szczerze mówiąc, jestem fanem oldschoolu, dlatego użycie tego rodzaju nieumarłych mogę zrozumieć tylko wtedy, gdy fabuła oraz akcja filmu stoją na wysokim poziomie („28 Dni Później”), a tego nie mogę powiedzieć o "Z Nation". Ok, szybkie zombiaki są bardziej niebezpieczne, ale przy tym są takie nudne… Jestem przyzwyczajony do tego, że filmy o zombie straszą nieuchronnością losu, milionami bezrozumnych ciał próbujących zjeść świeży mózg, a ich siła leży w liczbie, bezwładnej masie, która przedrze się wszędzie. W "Z Nation" natomiast, zombie nie dość, że są szybkie to jeszcze inteligentne, potrafią nawet (ekhm) udawać martwego zombie. No bez przesady!

CGI i Asylum

z nation recenzja

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze kiepskiej jakości efekty specjalne, czyli takie do których przyzwyczaiło nas Asylum. Zarówno zombiaki, jak i otoczenie wyglądają naprawdę źle. Wygenerowany komputerowo świat rzadko kiedy jest pokazywany na szerokim planie i trudno się dziwić. Asylum wstydzi się swojego dzieła.

"Z Nation" w moim mniemaniu miało szansę na sukces tylko pod jednym warunkiem, gdyby fabuła nie została potraktowana tak bardzo serio. Przy "The Strain" czy "The Walking Dead" (i czekającym nas spin-offie), to naprawdę nierozsądne podejście. Gdyby Asylum stworzyło bardzo tani, dowcipny serial, a nie patetyczną wydmuszkę, starającą się być czymś więcej, nie byłoby tak źle.  Z takim specyficznym bagażem doświadczeń jakie ma SyFy, "Z Nation" powinno kierować się w stronę przerysowanej historii, groteski. Niestety, jest wprost przeciwnie.