1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Jeżeli Margaret nie sprzeda polskiej muzyki na Zachodzie, to już nie wiem kto. "Add the Blonde”, recenzja sPlay

Margaret na pewno znacie. Trudno zresztą tej drobnej blondynki nie znać, przez ostatni rok pojawiała się wszędzie, a już w waszej galerii handlowej na pewno. Na longplaya Margaret trzeba było jednak trochę poczekać. Najpierw pojawiła się EPka „All I Need”, która namieszała trochę na polskim rynku muzycznym, dzięki czemu powiało świeżością długo przeze mnie wyczekiwaną. Na longplaya czekałem zatem z wypiekami na twarzy i jest, "Add the Blonde” wylądowało w serwisach streamingowych.

Margaret - Add the Blonde, recenzja sPlay

Warto było czekać? Zdecydowanie. Wreszcie mam do czynienia z polskim popem, który faktycznie może sprzedać się za granicą. Margaret to świetny towar eksportowy i jeżeli jej się nie uda wylansować polskiego popu, to chyba zjem własną rękę, bo ile można czekać? Oczywiście Margaret nie jest jedynym młodym głosem na naszym rynku. Ewelina Lisowska i Honey to całkiem niezłe reprezentantki mainstreamu z nad Wisły – wygląd, głos – ale widocznie ktoś nie umie się nimi zaopiekować, w przeciwieństwie do Margaret.

Produkcje Lisowskiej i Honey to typowa klasa średnia, która sprzeda się znakomicie u nas i tyle. Margaret udało się chociaż ociupinkę zaistnieć na Zachodzie, a dokładnie to w Niemczech i Austrii. Ale powiedzmy sobie szczerze, to wciąż za mało. „All I Need” nie zaistniało w świadomości szerszego liczby odbiorców na Zachodzie. Mam nadzieję, że chociaż "Add the Blonde” to zmieni.

A to dlatego, że mamy do czynienia z produkcjami na światowym poziomie. Może nie hitami od Rihanny czy Katy Perry, ale takiej Elizy Doolittle już tak. W zasadzie to właśnie ten klimat, lekki, popowy, ale przegrywający z mega produkcjami w stylu „We Found the Love” itd. "Add the Blonde” to z pewnością krążek naszpikowany wpadającymi w ucho piosenkami (Wasted, Tell Me How Are Ya, Thank You Very Much), który  po prostu płynie sam. Nie trzeba nic przyspieszać, przesuwać paskiem i omijać, kawałki brzmią naprawdę nieźle i tego chce się słuchać. Rzemiosło muzyczne na wysokim poziomie.

Jakbym miał porównywać do czegoś dobrze znanego na Zachodzie, to właśnie celowałbym w kierunku wspomnianej Elizy, Cher Lloyd, Taylor Swift i może Lily Allen – chociaż piosenki Allen i Swift mają znacznie ciekawszą warstwę liryczną. Nie będę się już rozpisywać o akcencie Margaret, bo teraz to dosyć typowe zjawisko, że młodsze pokolenie śpiewa coraz lepiej po angielsku. Ponarzekać mogę tylko na bardzo generyczne teksty na "Add the Blonde”. Ok, to pop, ale jednak są artystki na tym świecie (ekhm Allen), które potrafią pisać dobrze pod szyldem popu.

Nie mogę za to w żaden sposób przyczepić się do brzmienia. Pomijając już znane wszystkim singlowe numery, „Add the Blonde” zawiera świetnie skrojone kawałki, z których w zasadzie każdy nadaje się na radiowy numer jeden (przynajmniej w Polsce). Nawet takie zapychacze jak Get Away i Dance For 2 (disco którego „stara” Sophie Ellis-Bextor by się nie powstydziła) i dance’owe Ass Good As You. Jeżeli nawet niektóre kawałki wydają się mało interesujące, to niezwykle przyjemnie jest posłuchać dobrego wokalu Margaret. Artystka udowodniła już nie raz, że nie ma problemów z „wczuciem się” w swoje kawałki i to czuć na "Add the Blonde”.

Margaret płynnie przechodzi od roli kokietki (Wasted) do roli wokalistki, która może stanąć u boku Davida Guetty (Start a Fire). Może nie ma na "Add the Blonde” pokładów oryginalności (jak Heartbeat brzmiący jak rumński eurodance), ale przecież dobrze wiemy, że to pop nastawiony na słuchaczy ceniących banalność kompozycji i melodyczność. Pod tym względem longplayowi Margaret nie można absolutnie nic zarzucić.