1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale
  4. TV

Czy ramówki marzeń dyrektorów telewizji są też ramówkami marzeń widzów?

Emisja seriali maksymalnie tydzień po premierze, głośne zagraniczne premiery i najnowsze kino polskie. Albo też: rodzime seriale, docusoapy i nasze własne reality show. A może dokumenty, reportaże i teatr telewizji? Co chcielibyśmy oglądać w telewizji, a co oglądać będziemy?

Czy ramówki marzeń dyrektorów telewizji są też ramówkami marzeń widzów?

Na stronie internetowej czasopisma Press pojawił się bardzo interesujący artykuł autorstwa Elżbiety Rutkowskiej zatytułowany "Ramówki marzeń dyrektorów telewizji", w którym stawia ona pytanie o to, co moglibyśmy oglądać w największych polskich stacjach, gdyby nie ograniczał ich budżet. Wyłania się z niego niezwykle ciekawy, skłaniający do kilku refleksji, obraz polskiego widza i tego, jak radzi sobie telewizja w erze Internetu.

bew1062E2D

Różnorodność przede wszystkim

Tym, co przede wszystkim rzuca się w oczy jest brak jednomyślności przy pomysłach na "ramówkę marzeń". Co dla niektórych może wydać się zaskakujące, wcale nie jest tak, że najchętniej oglądalibyśmy same głośne i kasowe produkcje, w dodatku najchętniej importowane z zachodu. Dyrektor TVP 1, Piotr Radziszewski, właśnie je widziałby najchętniej w programie swojej stacji i to jeszcze najlepiej wyświetlane jak najszybciej po światowej premierze, ale w opozycji do niego stoi Maciej Grzywaczewski, wiceprezes ATM Grupy, który postawiłby na formaty produkcji własnej. Z kolei Jerzy Kapuściński, dyrektor TVP 2, chciałby w ramówce zmieścić jak najwięcej seriali dokumentalnych i programów reportażowych. Wynika z tego, że rozmaite realizacje, o których powszechnie twierdzi się, że powstają, bo nie ma pieniędzy na "coś lepszego", mają jednak swoje wierne i najwyraźniej duże grona odbiorców. Nie jest to może wniosek szczególnie odkrywczy, ale wart odnotowania. Często zapomina się, iż przy tak powszechnej w Internecie krytyce kolejnych docusoapów czy telenowel i stawiania pytań o to, kto to będzie oglądał, grupa wiekowa 50+ jest w tej przestrzeni słabo reprezentowana.

gra o tron 2

Polskie kontra zagraniczne

W większości wypowiedzi nie brak ambicji, by emitować polskie seriale. Co może zaskakiwać - wyraźnie dominują one nad chęcią nadawania seriali zagranicznych. Dyrektorzy woleliby rodzime produkcje, niż na przykład licencje na amerykańskie, choćby i wyświetlane w dniu światowej premiery. Z czego to wynika? Czynników jest kilka, ale najistotniejszym jest to, że tak jest po prostu bardziej opłacalnie. Polskie formaty cieszą się zwyczajnie większym zainteresowaniem ze strony ogółu widzów, są też tańsze w produkcji i istnieje możliwość sprzedaży ich zagranicznym telewizjom. A ci, którzy chcą obejrzeć nowy odcinek "Gry o Tron" czy "The Walking Dead" i tak to zrobią. W Internecie.

Kevin-Spacey-House-of-Cards-Netflix

Telewizja a Internet

Nie brak głosów że tradycyjne media nie nadążają za rozwojem Internetu i nie są w stanie przystosować się do nowych warunków i oczekiwań ze strony widowni. Artykuł pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, że tego typu komentarze to opinie tylko jednej, wcale nie najliczniejszej, grupy odbiorców i próba pełnego sprostania jej oczekiwaniom nie przyczyniłaby się wcale do sukcesu komercyjnego. Po drugie zaś, że w obliczu dynamicznych zmian zachodzących w sposobie konsumpcji rozrywki, telewizja, nie będąc w stanie im sprostać ze względu na budżet, zmienia strategię i usiłuje zadowolić innych widzów - tych, którzy chcą oglądać propagujące pozytywne wartości "M jak Miłość" czy wypełnione tanimi emocjami i quasi-sensacją "Trudne Sprawy", a nie epatującą przemocą i seksem "Grę o Tron" lub kasowe filmy kinowe. Osobną kwestią jest oczywiście piractwo, które zresztą cieszy się powszechną, w najlepszym razie milczącą, aprobatą. Gdyby nawet telewizja chciała emitować odcinki zagranicznych produkcji w dniu premiery, większość z nas i tak obejrzy je w Internecie, bo raz, że już do tego przywykliśmy, a dwa, że tak jest zwyczajnie wygodniej. Zaś na polski serwis VOD z prawdziwego zdarzenia raczej nie ma co liczyć, bo skierowany wyłącznie na polski rynek, szybko musiałby zbankrutować.

rolnik szuka żony 3

Błędne koło abonamentu

Telewizja publiczna zobowiązana jest do szerzenia tzw. społecznej misji programowej, a jej podstawowym zadaniem nie jest generowanie zysków. A skoro tak, to nietrudno o zażenowanie widząc w programie TVP1  takie audycje, jak na przykład "Rolnik szuka żony". Ani Radziszewski, ani Kapuściński, nie uciekają w swoich ramówkach marzeń od produkcji kulturalnych, mających wartość edukacyjną czy generalnie, które byłyby w jakikolwiek sposób "rozwijające". Jednak sprawa jest o wiele bardziej złożona - okazuje się bowiem, że wpływy z abonamentu radiowo-telewizyjnego to raptem 20% budżetu "Jedynki". Próba wycofania się z emisji treści bardziej komercyjnych (choćby tylko w prime time) wiązałaby się ze spadkiem oglądalności, brak zainteresowania ze strony reklamodawców, a w konsekwencji - z upadkiem. Nie chcemy płacić abonamentu RTV, bo telewizja nie realizuje swojej misji, a telewizja nie może realizować swojej misji, bo nie płacimy abonamentu. Wydaje się, że w tej kwestii potrzebne jest jakieś radykalne rozwiązanie. Choć z drugiej strony - czy faktycznie zależy nam jeszcze na tych wszystkich programach przyrodniczych, teatrach telewizji i przeglądach piosenek aktorskich?