1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Garść powodów, dla których warto przeczytać "Admiralette" Andrzeja Tucholskiego

Andrzej Tucholski, najbardziej chyba znany ze swojej działalności na blogu jestKultura.pl, wydał wczoraj swoją debiutancką książkę - "Admiralette". Choć nie planowałem jej zakupu, ciekawość zwyciężyła i teraz spróbuję przekonać do lektury wszystkich niezdecydowanych. Bo warto. 

Admiralette, Andrzej Tucholski - recenzja sPlay

"Admiralette" to zbiór trzech opowiadań fantasy, których główną bohaterką jest siedemnastoletnia Sephira, córka Admirała Floty - pływającego państwa, złożonego z tysięcy okrętów. Pierwsza opowieść, "Rój Czarnych Ptaków", to historia zagadkowego zaginięcia przyjaciółki Sephiry, Leileth, która przypadkowo natrafiła na ślady rodzącego się w trzewiach Floty buntu. W "Co fale przyniosły" jesteśmy świadkami potężnej burzy, stanowiącej dla wszystkich statków i ich załóg śmiertelne niebezpieczeństwo, a także poznajemy wydarzenia sprzed kilkunastu lat. Wreszcie w kończącym tomik "Śmiertelnym Cumowaniu" obywatele Floty lądują w porcie obcego państwa, gdzie dojdzie do dramatycznego incydentu.

W mojej opinii "Admiralette" jest zbiorem opowiadań tylko z nazwy, trzy opowieści składają się bowiem w jedną, chronologicznie logiczną, całość i w zasadzie mogłyby być po prostu kolejnymi rozdziałami. Niemniej to drobiazg, któremu szkoda poświęcać więcej miejsca. Istotne jest to, czy książka warta jest naszego czasu. I choć przez kilka, kilkanaście pierwszych stron byłem bardzo sceptyczny, koniec końców dałem się wciągnąć w tę historię i ostatecznie jestem nią usatysfakcjonowany.

admiralette 3

Największą zaletą dzieła Tucholskiego jest jego klimat - awanturnicki i przygodowy, po prostu skrada serce i rozkochuje w sobie. Jest tu i jakaś intryga i tajemnice z przeszłości, są efektowne akrobacje, dowcipne dialogi i trochę humoru sytuacyjnego. Wszystko we właściwych proporcjach, bez przegięcia. Już czuć morską bryzę we włosach i krople wody na twarzy, ale jeszcze nie czuje się znużenia wybieraniem szotów i klarowaniem kotwicy.

Sama historia jest w porządku, dość szybko potrafi zainteresować i właściwie przez cały czas byłem ciekawy, jak to się wszystko rozwinie i czy do buntu faktycznie dojdzie. Niemniej jednak, prawdziwie intryguje tu świat przedstawiony. Pomysł na pływające, wielokulturowe państwo o bogatej historii, posiadające własne struktury społeczne, religię i dysponujące tajemną wiedzą dotyczącą tworzenia kolosalnych okrętów, jest tak fantastyczny, że aż nie wiem jak wyrazić zachwyt nad nim. I chociaż w "Admiralette" dostajemy tylko strzępki informacji o Flocie, tym większą budzą ciekawość.

A to dopiero pierwszy istniejących krajów. Drugim opisanym w książce jest Stan Kościelny Chevenny, który - choć może nie tak fascynujący, jak Flota - również skonstruowany został przez Andrzeja Tucholskiego nad wyraz udanie, barwnie i kusząco. Pozostałe państwa są w "Admiralette" jedynie wspomniane, ale i to wystarcza, by mieć nadzieję, że kiedyś, w kolejnych tomach, Sephira i jej pobratymcy je odwiedzą i dowiemy się o nich więcej.

admiralette 2

Żeby była jasność, nie jest to książka pozbawiona wad. Dialogi brzmią czasem sztucznie, bohaterowie są dość archetypiczni, a do języka mam kilka zarzutów. Tucholski często używa zbyt wielu przymiotników w zdaniach, przez co stają się one bardzo nużące. Cierpią na tym przede wszystkim opisy, które w dodatku bywają nadto szczegółowe. Pozornie lepiej zarysowuje to jakąś sytuację czy postać, ale w rzeczywistości łatwo się w tym pogubić, stracić zainteresowanie i na końcu zdania nie pamiętać już o czym był jego początek. Kilkukrotnie niepotrzebnie zostaje spowolnione tempo narracji, bo bohaterka zanim wejdzie do kajuty, musi się bardzo dokładnie rozejrzeć, a czytelnik zostaje uraczony szczegółowym studium klamki, zamka, drzwi, zasłon i tak dalej. Nie do końca udane są też niektóre sformułowania (na przykład jak się "konspiracyjnie unosi brew"?), nie podobają mi się także użyte w książce jednostki miary, bo brzmią infantylnie, co nie pasuje do całości. Wysokość na przykład mierzona jest w wyprostowanych dorosłych mężczyznach, a czas - w zaprzeniach herbaty.

Nie należy jednakże z powyższego akapitu wywnioskować, że język, którym posługuje się w "Admiralette" Tucholski jest zły. Nie, jest całkiem w porządku, choć na pewno ma nad czym pracować i co szlifować. Definitywnie pod tym względem najgorsze jest pierwsze opowiadanie, a najlepsze trzecie, co pozwala sądzić, że pewien progres został osiągnięty już w trakcie prac nad książką.

"Admiralette" jest obietnicą. Obietnicą przygody, dobrze spędzonego czasu i naprawdę fajnej historii, która właściwie dopiero się rozpoczyna. To bardzo przyzwoita, udana książka fantasy, poziomem przewyższająca większość znajdujących się w Empikach powieści z tego gatunku. Nowym Sapkowskim albo Szostakiem Tucholski jeszcze nie jest, ale potencjał ma.