REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

"Don’t Kill the Magic" – pierwsza płyta reggae, którą potrafię zdzierżyć

To żeby było jasne… ekhm, nienawidzę reggae. To jeden z naprawdę niewielu gatunków, z którym nie potrafię wytrzymać więcej niż 10 min. Ta sama plumkająca gitara rytmiczna, akcent na „dwa” i śpiewanie o Jah, co jest prezydentem, czy jakimś wojownikiem. Wszystkie piosenki reggae brzmią dla mnie identycznie i nudno. Ale wtem, pojawia się zespół Magic! z debiutanckim krążkiem "Don’t Kill the Magic" i – no masz ci los – płyta jest świetna, a to przecież reggae…

„Don’t Kill the Magic” – pierwsza płyta reggae, którą potrafię zdzierżyć
REKLAMA

Reggae fusion tak gwoli ścisłości, w tym dodatku „fusion” zawarta jest chyba cała siła Magic!. Zespół z Kanady (tak, tam też grają reggae) łączy muzykę z Jamajki ze współczesnym rockiem i popem i wychodzi im to świetnie. Muzyka jest świeża, wpadająca w ucho – nagle gitara pomiędzy perkusyjną stopą a werblem nie przeszkadza, bujający bas wydaje się ok. Ten wyświechtany riddim nie boli już tak, jak przy odsłuchiwaniu kolejnego (szczególnie polskiego) zespołu reggae, a to sprawka charyzmatycznego wokalisty Nasri Atweha i tego, że Magic! potrafią tworzyć piosenki łatwo przyswajalne. Posłuchajcie zresztą (hitowego) Rude i szybko przekonacie się, co mam na myśli.

REKLAMA

Kolejnego „czystego” reggae pewnie bym nie zniósł, ale że "Don’t Kill the Magic" to także miks popu i rocka to cóż, tę płytę można słuchać w kółko i w kółko – a pisze to koleś, który reaguje kichnięciem i atakiem kataru, gdy ktoś tylko krzyknie „Haile Sellassie” i „Bob Marley”. Magic! nie dość, że robią muzykę , która nie męczy uszu, to jeszcze teksty piosenek są po prostu popowe i charakterem przypominać mogą raczej Jasona Mraza (albo Maroon 5), niż typowe „regałowe” utwory o tym, że „maryśka” chce być wolną kobietą, że trzeba kochać bliźniego i wielbić Jah (bleh).

A jeżeli nawet ten „ucywilizowany” riddim znudzi się, to przełączamy piosenkę i natrafiamy na przykład na takie pop rockowe No Evil. Magic! udowadniają wszystkim, że do reggae można podejść inaczej i stworzyć z tego coś, czego będą słuchać ludzie mający (co najwyżej) neutralny stosunek do tego gatunku. Jasne, że reggae fusion to nic nowego i nie oni pierwszy (ani ostatni), którzy próbują łączyć, mieszać, tyle że Magic! swoimi kawałkami zagnieżdżają się głęboko w głowie. Nie jest problemem stworzyć „coś” bujającego z elementami rocka, problemem jest stworzyć utwory, których łatwo się słucha, lekko i przyjemnie.

Bo tak, niby to już było, powstało ileś tam lat temu, a jednak jakoś ostatnio żaden zespół reggae (fusion) nie potrafił przykuć uwagi, dlaczego? No właśnie dlatego, że wszyscy tworzą na jedno kopyto, bez pomysłu, a ich piosenki nie mają potencjału stania się hitem. Nie łatwa to sprawa, ale najwyraźniej Kanadyjczycy maja do tego talent i to niezwykły. Ba, oni nawet sprawiają, że momentami wydaje się, iż słucha się The Police! Nasri Atweha przeskakuje z „leniwego” snucia po dźwiękach po dynamikę bliską Stingowi. „The Police’owski” Paradise jest chyba najbardziej zaskakującym kawałkiem na płycie, a tuż obok niego tytułowy Don’t Kill the Magic.

Banalny refren, banalna zwrotka, nic specjalnego gitary nie grają, perkusja jest, bo jest – nie doświadczymy tu „wybryków” Stewarta Copelanda z The Police – a jednak, Magic! z takich samych puzzli układają interesujący obraz. Piosenki kanadyjskiego zespołu po prostu trafiają do uszu, nie męczą. "Don’t Kill the Magic" jest płyta bardzo równą, dającą się słuchać od początku do końca bez zgrzytów i przewijania. I jak wspomniałem wcześniej, jeżeli nawet dojdzie do sytuacji, że stylistyka zespołu zacznie się nudzić, to pojawiają się odświeżające kawałki, jak chociażby Little Girl Big World – gdzie uderza nas pędzący duet perkusji z basem i wtórującą im gitarą prowadzącą, przypominającą – tak, po raz kolejny – The Police.

REKLAMA

Da się zatem rockowo, ostrzej, melodyjnie, inaczej, a przy tym hitowo. Macie dość na chwilę czegoś super indie, albo radiowej papki, to sięgnijcie po płytę Kanadyjczyków. Serio, na upalne po południa jak znalazł.

PS Piosenka Magic! pt. This Is Our Time znalazła się na składance FIFA 2014, ale nie jest zbyt porywająca...

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA