1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

La Roux wraca po 5 latach i robi to dobrze. "Trouble in Paradise" moim must have na wakacje

Pierwsza płyta La Roux wydana w 2009 roku pod mało oryginalnym tytułem "La Roux" i trzeci singiel promujący ten krążek, "Bulletproof" były objawieniem. Wszyscy zastanawiali się kim jest ta androgyniczna kobieta przechadzająca się w teledysku wyjętym niczym spod ręki Pieta Mondriana. Utwór "Bulletproof" podbił listy przebojów (w Wielkiej Brytanii długo gościł na pierwszym miejscu), teledysk do tej pory został odtworzony na YouTube ponad 16 milionów razy, a debiutancki album La Roux, zespołu pochodzącego z Wysp Brytyjskich (a nie, jak wielu mylnie myślało, solowej piosenkarki) zdobył w UK status platynowej płyty.

La Roux - Trouble in Paradise. Recenzja sPlay.pl

90% krążka to absolutne majstersztyki i genialna inspiracja latami 80. i początkiem lat 90. XX wieku. Kawałki są melodyjne, wpadają w ucho, są dynamiczne i elektryzujące. Teledysk do "I'm Not Your Toy", w którym wokalistka, Elly Jackson, wciela się w rolę draq kinga, podobał mi się jeszcze bardziej niż geometryczny w swej formie i designerski wideoklip prezentujący utwór "Bulletproof". Po tym udanym i budzącym zainteresowanie mediów debiucie, ślad po La Roux zaginął.

Jasne, w rok po wydaniu "La Roux", duet Jackson i Langmaid nagrali płytę z aż 17 kawałkami. Niestety, "Sidetracked" przeszła bez echa, a mnie nawet nie chciało się tego słuchać. Album jest bowiem miksem ulubionych nagrań zespołu La Roux. Tak, coverami, które jeśli mam świadomość, że są coverami (no... może poza "Sweet Dreams" w wykonaniu Mansona) są dla mnie automatycznie nieciekawe i absolutnie nie zachęcające do przesłuchania. Odgrzewany kotlet w nowej panierce, zawsze pozostanie odgrzewanym kotletem, nawet jeśli ma nową panierkę.

Przez 5 lat wracałam do La Roux z sentymentem i rozrzewnieniem. Zastanawiałam się, czy powtórzą swój sukces i kiedy w końcu wydadzą płytę z prawdziwego zdarzenia. A tu bach, jakieś 2 miesiące temu pojawia się singiel, "Let Me Down Gently", na teledysku którego widzimy naszą rudowłosą ulubienicę. Zapowiedź kolejnej płyty, "Trouble in Paradise" z mocno wakacyjną i nieco campową okładką (i podobnie kiczowatym tytułem), okazała się być strzałem w dziesiątkę.

Elly Jackson ponownie uwodzi nas swoim głosem, który jest tak cholernie charakterystyczny i dobry, że mogę jej słuchać w nieskończoność. Na uwagę zasługuje także otwierający płytę "Uptight Downtown", będący drugim pewniakiem. Swoją drogą to właśnie "Let Me Down Gently" i "Uptight Downtown" promowały  płytę (a właściwie promują, bo premiera aktualnie zapowiedziana jest na 22 lipca; obecnie można już jednak wysłuchać całego krążka na iTunes). Singlem, który także zapowiada "Trouble in Paradise" jest "Tropical Chancer". Ten ostatni jednak najmniej przypadł mi do gustu.

Nie wiem jeszcze, czy ta płyta jest równie dobra jak debiut La Roux, ale na pewno jest kawałkiem dobrej, przemyślanej muzyki. La Roux nadal sprzedaje nam synthpopowe brzmienie, które rusza nasze ciała i umysły. "Kiss And Not Tell", "Sexotheque", "The Feeling" oraz dwa promujące, wspomniane wcześniej single, to utwory z największym potencjałem, które podbiły mnie właściwie po jednokrotnym przesłuchaniu. Ale "Trouble in Paradise" jest jak wino i jak debiutancka płyta La Roux - im dłużej jej słuchasz, tym lepsza ci się wydaje. Lepsza? Wspaniała! Must have na wakacje. Choć to niekoniecznie prozaiczne, wakacyjne tematy są ważne i podejmowane przez La Roux.

Obecnie La Roux to sama Eleanor Jackson, wspierana na koncertach przez dodatkowych muzyków. Kobieta, będąca od początku twarzą i wizytówką zespołu, od 2014 roku została właściwie solową piosenkarką po opuszczeniu duetu przez Bena Langmaida. Choć ich wkład w zespół był tak naprawdę prawie równy, nie czuję aby nowa La Roux i "Trouble in Paradise" coś na tym odejściu straciły. To naprawdę dobry krążek. Aż szkoda, że jest na nim tylko 9 kawałków.