1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

"Young & Hungry" - kolejny powód, dla którego nie oglądam sitcomów

„Young & Hungry” – kolejny powód, dla którego nie oglądam sitcomów

Tak, z założenia nie lubię sitcomów. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć te, które mi się podobały i jeszcze spokojnie dałabym radę stukać w klawiaturę. "How I Met Your Mother", "Świat według Bundych", "Miodowe lata" to rzeczywiście były świetne seriale komediowe, w których dominował humor sytuacyjny. Seriale dowcipne, w których nie raził śmiech z offu. Bo po prostu były dobre.

Jeśli "Young & Hungry" ma być odpowiedzią na wakacyjną serialową nudę, to pakujcie plecaki i ruszajcie nad wodę. Nieśmieszny sitcom to już nie oksymoron, to fakt. Podczas 20-minutowego, pilotażowego odcinka uśmiechnęłam się blado dwa razy. Cała reszta, począwszy od reakcji głównej bohaterki, poprzez sylwetkę Elliota, a skończywszy na twiście z pierwszego odcinka, jest przerysowana. Oglądając "Young & Hungry" cały czas w tle słyszymy sztuczny śmiech, który doprowadza nas do szału i odciąga od, cóż, niespecjalnie skomplikowanej fabuły.

young & hungry

Rzecz przedstawia się następująco: młoda, urocza, atrakcyjna blondynka, Gabi Diamond (Emily Osment) ubiega się o pracę na stanowisku szefa kuchni w domu bogatego Josha Kaminski (Jonathan Sadowski). Na jej drodze pojawia się kilka przeszkód, które oczywiście pokonuje z gracją dzięki grzankom z serem. Do pracy zostaje przyjęta w tempie ekspresowym i jej pierwszym próbnym zadaniem jest wystawienie uroczystej kolacji, podczas której Josh oświadczy się swojej narzeczonej, Caroline. Niesamowite zbiegi okoliczności, kilka zawodów i odrobina alkoholu sprawiają, że nic nie toczy się tak, jak powinno (a to ci niespodzianka!). Gabi, która nie ma czym zapłacić za wynajem mieszkania, zostanie postawiona w trudnej i kłopotliwej sytuacji. Jak sobie poradzi?

Jestem pewna, że z uśmiechem na twarzy i śpiewająco, wszak uwielbia karaoke. "Young & Hungry" to kolejny niespecjalny serial, który nie zapada w pamięć. Nie przeczę, że koniec był lepszy niż sam początek (zapowiadało się naprawdę tragicznie i przez bez mała połowę odcinka naprawdę cierpiałam), ale to dalej nic ciekawego, nic, co warte byłoby uwagi. Być może to moja niechęć do sitcomów, bo na IMDb serial zyskał całkiem niezłą notę. Jeśli to kolejna pozycja z cyklu dla koneserów gatunku to niestety, mnie szkoda tych 20 minut raz w tygodniu. Wolę na przykład sama coś sobie ugotować.

young & hungry