1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Rapowy chillout. "Lecę, chwila, spadam", Kuba Knap - recenzja sPlay

Rapowy chillout. „Lecę, chwila, spadam”, Kuba Knap – recenzja sPlay

Limitowana edycja "Lecę, chwila, spadam" czyli pełnoprawnego debiut Kuby Knapa, zniknął z magazynowych półek już w dniu premiery. To wielki sukces tego związanego z Alkopoligamią rapera, w pełni zresztą zasłużony. Płyta wnosi bowiem spory zastrzyk świeżości do polskiego rapowego mainstreamu. 

"Lecę, chwila, spadam" jest albumem bardzo spokojnym, melodyjnym, raczej monotonnym. Odprężające doświadczenie, które klimatem nie wybija się na pierwszy plan, nie zdominuje imprezy ani nie rozbuja towarzystwa, a za to stanowi świetne tło muzyczne.  Idealne na podkład pod nocną jazdę samochodem albo leniwy chillout w gronie dobrych znajomych.

"Jak zwykle jointy, wóda, piwo, kace i luźne refleksje" - nawija Knap w otwierającym album numerze "Stop", właściwie w całości podsumowując to, czego możemy się spodziewać po tekstach w "Lecę, chwila, spadam". I w sumie po pierwszym przesłuchaniu krążka byłem tym nieco zawiedziony, ale przy kolejnych odsłuchach doszło do mnie, że nawet nie tyle przestało mi to przeszkadzać, co zaczęła się nawet podobać. Taki charakter ma ta płyta, tak miało być i w zasadzie jakieś bardziej ambitny przekaz by się z tym kłócił.

Głos i flow ma Kuba mocno charakterystyczne, specyficzne - to ten rodzaj, który albo się pokocha, albo znienawidzi. Świetnie radzi sobie z podkładami, ma czystą, dokładną dykcję, aczkolwiek trochę brakuje w tym różnorodności. Na przykład w "Trzeba było zostać dresiarzem" Tego Typa Mesa mamy kilka różnych klimatów na jednej płycie, a tutaj całość utrzymana jest w jednej, bardzo spójnej konwencji, ale przez to nieco jednostajnej i monotonnej. Nie jest to jednak w moim odczuciu wada sensu stricto. Tym bardziej, że zaproszeni do współpracy goście odnaleźli się tu naprawdę nieźle, jednocześnie nie pozwalając znudzić się Knapem.

Największą siłą "Lecę, chwila, spadam" są moim zdaniem bity. Niesamyowicie przyjemne, dźwięczne i harmonijne. Szczególnie wpadły mi w uchu te z "Mhm" wykonany przez Szoguna, "Wszystko co masz" Szejda i "Nie ma szans" Wrotasa, ale generalnie chyba każdy stoi na wysokim poziomie i wszystkie znakomicie budują ten beztroski klimat płyty. Jeśli nie trawicie rapu albo nie lubicie Knapa, warto poszukać wersji instrumentalnych i sprawdzić same podkłady, bo to definicja chilloutu. 

Przytoczone w drugim akapicie wersy uzupełnia Knap chwilę później tekstem: "Bo palę gible, piję Perłę, rapuję tylko o tym, bo w sumie nie robię nic więcej". I jeżeli też macie ochotę na tego typu odprężenie i nic więcej, to "Lecę, chwila, spadam" będzie idealną płytą, żeby się odpowiednio nastroić.