1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka
  4. YouTube

Najbardziej spektakularne powroty muzyczne

Najbardziej spektakularne, muzyczne comebacki

"Raz na wozie, raz pod wozem", jak mówi stare, polskie porzekadło. Jest ono szczególnie adekwatne w odniesieniu do branży muzycznej: ci, którzy kiedyś byli na szczycie, w pewnym momencie z niego spadają. Części ludzi udało się jednak powrócić na top - i dziś właśnie, specjalnie dla Was, biorę pod lupę najciekawsze przypadki muzycznych powrotów na szczyt.

Elvis Presley

Comeback, który powinien być wzorcem, według którego mierzone są wszystkie pozostałe comebacki. Jego powrót nawet nazywał się "'68 Comeback Special". W 1968 roku przydomek Elvisa Presleya, brzmiący "Król Rock'n'Rolla", zaczynał brzmieć conajmniej niestosownie. Dekada spędzona na występowaniu w płytkich, hollywoodzkich musicalach spowodowała, że Elvisa prześcignęli zarówno Beatlesi, jaki i Rolling Stonesi… Oraz masa innych. Mimo to, w wieku ledwo 33 latach - wciąż mając po swojej stronie atut zabójczo przystojnego wyglądu - Elvis Presley wrócił do łask poprzez specjalny, telewizyjny program. Choć jego comeback był krótki (Elvis zmarł w niespełna 10 lat później), to przez cały swój okres był niesamowity: wystarczy wspomnieć choćby "In The Ghetto" czy "Suspicious Minds", które powstały właśnie w tym okresie.

Frank Sinatra

Elvis nie był jednak pierwszym, który opanował sztukę comebacków do perfekcji. Niemal dekadę wcześniej Frank Sinatra odzyskał koronę, którą utracił wraz ze spadkiem popularności tak zwanych "Bobby soxerek" - nastolatek zakochanych na zabój w swingu i ubóstwiających między innymi Franka Sinatrę właśnie. Choć sam wokalista utracił z czasem nieco ze swojej młodzieńczej świeżości i niespotykanego wręcz polotu, jego 3 albumy wydane w połowie lat '50-tych - "In The Wee Small Hours", "Songs For Swingin' Lovers", "Come Fly With Me" - pozwoliły mu wrócić na piedestał i szczyt, na którym pozostawał przez kilka kolejnych dekad, dojrzewając i stając się coraz lepszym wraz z upływem lat - jak dobre, francuskie wino.

Gil Scott-Heron

Gil Scott-Heron tworzył rap, zanim jeszcze w ogóle ktokolwiek ukuł to określenie i zaczął terminem tym właśnie nazywać jakikolwiek gatunek muzyczny. Jego rewolucjonistyczny aktywizm, obecny w jego kompozycjach zwłaszcza w latach '70-tych i '80-tych (tu warto wspomnieć o klasycznym już albumie "The Revolution Will Not Be Televised"), stał się swoistym wzorcem dla takich zespołów, jak Public Enemy, czy Dead Prez. Niestety, problemy narkotyokwe przyczyniły się do schyłku kariery tego muzyka na przełomie milleniów… Aż do 2010 roku, kiedy to powrócił z niebytu, i wydał znakomity album "I'm New Here". Był to ostatni album wydany w karierze muzyka, który niestety zmarł w maju 2011 roku - jak schodzić z tego świata jednak, to z hukiem i wykopem, tak jak zrobił to Gil Scott-Heron właśnie.

Paul Weller

Pod koniec lat '80-tych, Paul Weller wydawał się być kompletnie wyprany z jakiejkolwiek kreatywności i wszystko wskazywało na to, że jest on przypadkiem beznadziejnym: jego label odrzucił album Style Council, jego ówczesnego zespołu, i podziękował im za współpracę, zrywając kontrakt. Kariera solowa muzyka również wydawała się ugrzęznąć w miejscu. Jego pierwszy album, który nagrał pod własnym nazwiskiem, wzbudził dość małe zainteresowanie. Na szczyt list przebojów wrócił jednak w 1993, nagrywając album "Wild Wood", który zebrał wyjątkowo pozytywne recenzje, jak Ziemia długa i szeroka. W 2000 roku renomowany magazyn "Q" uznał "Wild Wood" za jeden z najlepszych, rockowych albumów w historii.

Kylie Minogue

30-tka to dość newralgiczny wiek, jeśli chodzi o muzykę popową. Nie jesteś już nowym dzieciakiem na dzielni, a media - i słuchacze - zaczynają porównywać Ciebie z małolatami niemal dwukrotnie młodszymi od Ciebie. Przez coś takiego przeszła Kylie Minogue w 2000 roku. Przełom mileniów wyznaczał okres sześciu lat, które minęły odkąd Kylie Minogue miała ostatni hit (sześć lat to wieczność w popie, serio) - dodatkowo, Kylie Minogue miała wtedy już 32 lata. Udało się jej jednak odbić od dna - kto wie, czy nie osiągając większą sławę, niż kiedykolwiek wcześniej: "Can't Get You Out Of My Head", "In Your Eyes", "Love At First Sight", "Slow", "2 Hearts", i wiele więcej - to wszystko kawałki, które Kylie nagrała już po swoim spektakularnym comebacku. Obecnie zaś promuje swój najnowszy album, wydany w marcu tego roku "Kiss Me Once", z singlami "Into The Blue", "I Was Gonna Cancel", oraz "Crystallize".

Roy Orbison

Przypadek Roya Orbisona jest nieco podobny do przypadku omawianego wcześniej Gila Scotta-Herona. W połowie lat '80-tych złotogłosy Orbison znajdował się w niełasce słuchaczy - okres jego największej popularności przypadł na lata '60-te, a potem… Długo, długo nic. Oczywiście wokalista był poważany przez historyków i wspominany ze swoistym rozrzewnieniem, ale nie przekładało się to na popularność muzyki, którą wówczas nagrywał. Jakimś trafem jednak jego "In Dreams" trafiło do filmu "Blue Velvet" Davida Lyncha z 1986. Dzięki temu, Roy Orbison został ściągnięty do supergrupy Traveling Wilburys, obok - między innymi - George'a Harrison z Beatlesów, Boba Dylana i Toma Petty'ego. Na fali odnowionej popularności Roy Orbison nagrał również płytę "Mystery Girl", na którą trafiło - między innymi - fenomenalne nagranie "You Got It". Niestety, piosenkarz nie dożył premiery albumu - zmarł na kilka miesięcy przed jej wydaniem, w grudniu 1988 roku.